Publikacje

 

Reklama źródłem dochodu lekarza?


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Reklama źródłem dochodu lekarza?


Zagadnienia odnoszące się do możliwości prowadzenia przez lekarzy reklamy są przedmiotem wielu wątpliwości i nieporozumień nie tylko w środowisku medycznym, ale i prawniczym. Czy zatem możliwe jest pobierania wynagradzania za np. powieszenie plakatu (reklamy) w gabinecie, naniesienie logotypu firmy farmaceutycznej na meble lub sprzęt znajdujący się w gabinecie lekarskim, czy chociażby otrzymywanie wynagrodzenia za prezentację produktu firmy farmaceutycznej?

Dla każdego lekarza powinno być oczywiste, że otrzymywanie wynagrodzenia z tytułu prowadzenia reklamy jest zabronione w każdym przypadku, gdy przedmiotem takiej reklamy miałby być produkt leczniczy.

Zakaz ten - w przypadku reklamy produktu leczniczego kierowanej do publicznej wiadomości - wynika bowiem wprost z postanowień art. 55 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne (tekst jednolity Dz.U. z 2008 Nr 45 poz. 271 z późn. zm.). Zgodnie z postanowieniami przywołanego artykułu reklama produktu leczniczego kierowana do publicznej wiadomości nie może polegać na prezentowaniu produktu leczniczego przez osoby znane publicznie, naukowców, osoby posiadające wykształcenie medyczne lub farmaceutyczne albo sugerujące posiadanie takiego wykształcenia.  Moim zdaniem bez znaczenia pozostaje to, czy do „prezentowania” reklamy dochodzi w sposób bezpośredni czy pośredni, np. poprzez powieszenie plakatu w miejscu wykonywania przez lekarza praktyki lekarskiej.



W przypadku reklamy produktu leczniczego kierowanej do osób uprawnionych do wystawiania recept oraz osób prowadzących obrót produktami leczniczymi zastosowanie znajdą ograniczenia wynikające z art. 58 ust. 2 Prawa farmaceutycznego, który zabrania przyjmowania korzyści wiążących się z reklamą produktów leczniczych skierowaną do tych osób. Korzyść ta może polegać zarówno na wręczaniu, oferowaniu lub obiecywaniu korzyści materialnych, prezentów i różnych ułatwień, nagród, wycieczek, jak również na organizowaniu i finansowaniu spotkań promocyjnych produktów leczniczych, podczas których przejawy gościnności wykraczają poza główny cel tego spotkania. Wyjątek od tej zasady określony został w art. 58 ust. 3 Prawa farmaceutycznego wskazującym, że dopuszczalne jest dawanie lub przyjmowanie przedmiotów o wartości materialnej nieprzekraczającej kwoty 100 złotych, związanych z praktyką medyczną lub farmaceutyczną, opatrzonych znakiem reklamującym daną firmę lub produkt leczniczy.



Jak widać, przepisy prawa wprost zakazują otrzymywania korzyści przez lekarzy w związku z prowadzeniem reklamy produktów leczniczych - z wyjątkiem przedmiotów, o których mowa we wskazanym powyżej art. 58 ust. 3 Prawa farmaceutycznego.



Podobnych do powyżej wskazanych ograniczeń nie ma jednak w przypadku innych przedmiotów niż produkty lecznicze, np. wyrobów medycznych, kosmetyków itd., jak również w odniesieniu do reklamy przedsiębiorstwa lub firmy (logo) podmiotu odpowiedzialnego. Normy prawa nie zakazują otrzymywania korzyści przez lekarzy w przypadku prowadzenia takiej reklamy.



Musimy pamiętać jednak, że oprócz norm prawa stanowionego lekarze związani są zasadami etyki zawodowej. Obowiązek przestrzegania zasad etycznych, w tym ograniczeń wynikających z możliwości prowadzenia reklamy, wynika między innymi z postanowień art. 4 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (tekst jednolity Dz.U. z 2008 Nr 136 poz. 857 z późn. zm.). Przywołany artykuł kreuje obowiązek wykonywania zawodu przez lekarza zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością. Obowiązek przestrzegania przez lekarzy zasad etyki zawodowej wynika również z postanowieniami art. 8 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz.U. z 2009 Nr 219 poz. 1708).



Obowiązujący aktualnie Kodeks Etyki Lekarskiej stanowi w art. 51a ust. 1, iż lekarz nie powinien przyjmować korzyści od przedstawicieli przemysłu medycznego, jeżeli może to ograniczyć obiektywizm jego opinii zawodowych lub podważyć zaufanie do zawodu lekarza. Oczywiście tak ogólnie skonstruowany zapis niekoniecznie oznaczałby, iż prowadzenie przez lekarza reklamy jest zabronione. Moim zdaniem normę tego artykułu odczytywać jednak należy w kontekście ograniczeń wskazanych w art. 51a ust. 2 i art. 63 ust. 2 Kodeksu Etyki Lekarskiej. Art. 51a ust. 2 wskazuje przykładowo na rodzaj oraz charakter prac, których wykonywanie nie zostałoby uznane za sprzeczne z Kodeksem Etyki Lekarskiej. I tak lekarz może przyjąć zapłatę od producenta leków lub wyrobów medycznych (sprzętu i wyposażenia medycznego) za wykonaną pracę, prowadzenie szkoleń i badań, które pogłębiają wiedzę medyczną lub zawodową, jeżeli ta zapłata jest współmierna do wkładu pracy lekarza. Niestety zapis ten nie stanowi enumeratywnego wskazania wszystkich prac które może wykonywać lekarz, ani wykluczenia rodzaju prac, których wykonanie mogłoby zostać uznane za nieetyczne. Wskazuje on jednak na intencje autorów Kodeksu Etyki Lekarskiej, którzy - jak przypuszczam - pragnęli podkreślić, iż etyczna jest praca mająca na celu „pogłębienie wiedzy medycznej lub zawodowej”.



Na konieczność unikania przez lekarzy działań, które mogą być uznane za nieetyczne a mogą odnosić się do reklamy, wskazują także postanowienia art. 63 ust. 2 Kodeksu Etyki Lekarskiej mówiące, że „lekarz nie powinien wyrażać zgody na używanie swego nazwiska i wizerunku dla celów komercyjnych.”  Moim zdaniem tak szeroko skonstruowana norma etyczna mogłaby być odczytywana nie tylko jako całkowity zakaz udziału lekarzy w reklamach, ale - dokonując szerokiej interpretacji pojęcia „wizerunku” - jako zakaz prowadzenia reklamy w jakikolwiek sposób, gdyż każda taka reklama wiązana byłaby z „wizerunkiem” - osobą lekarza.

 
Czy każda wizyta przedstawiciela medycznego u lekarza stanowi reklamę?


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Czy każda wizyta przedstawiciela medycznego u lekarza stanowi reklamę?


Udzielenie odpowiedzi na tytułowe pytanie nie powinno nastręczać żadnych problemów. Oczywiste wydaje się bowiem, że obowiązki przedstawicieli medycznych nie ograniczają się tylko i wyłącznie do działań reklamowych. Podmiot odpowiedzialny, jak każdy inny przedsiębiorca, ma możliwość i prawo kontaktowania się z osobami uprawnionymi do przypisywania recept (lekarzami) na różnych płaszczyznach, w tym między innymi związanych z reklamą produktów leczniczych. To zdawałoby się niepodważalne prawo, wynikające między innymi z fundamentalnej zasady swobody działalności gospodarczej, przestaje jednak być tak jednoznaczne, gdy odniesiemy je do literalnej wykładni przepisów ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne, zwanego dalej „prawem farmaceutycznym” (tekst jednolity Dz. U. z 2008 r. Nr 45, poz. 271 z późn. zm.), oraz wydanego na jej podstawie rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 21 listopada 2008 r. w sprawie reklamy produktów leczniczych (Dz. U. z 2008 r. Nr 210, poz. 1327), zwanego dalej „rozporządzeniem”.



Jedynie dla porządku w tym miejscu należy powiedzieć kilka słów na temat samej „instytucji” przedstawiciela medycznego lub handlowego. Pojęcie „przedstawiciela podmiotu odpowiedzialnego” zostało zdefiniowane w Dyrektywie 2004/27/WE Parlamentu Europejskiego I Rady z dnia 31 marca 2004 r., zmieniającej dyrektywę 2001/83/WE w sprawie wspólnotowego kodeksu odnoszącego się do produktów leczniczych stosowanych u ludzi. Dyrektywa ta nie precyzuje jednak ani obowiązków, ani praw takiego podmiotu. Również polski ustawodawca nie wprowadził legalnej definicji pojęcia „przedstawiciela medycznego” lub „handlowego”. Polskie normy zobowiązują jedynie podmiot odpowiedzialny do tego, aby przedstawiciele medyczni lub handlowi posiadali wystarczającą wiedzę naukową pozwalającą na przekazywanie możliwie pełnej i ścisłej informacji o reklamowanym produkcie leczniczym, odbywali szkolenia i prowadzili reklamę zgodnie z prawem farmaceutycznym i rozporządzeniem. Należy jednak pamiętać, że wszelkie ograniczenia trzeba ściśle wiązać z faktem prowadzenia przez przedstawicieli medycznych lub handlowych reklamy produktów leczniczych.



Definicja „reklamy produktów leczniczych” zawarta w art. 52 ust. 1 prawa farmaceutycznego została tak sformułowana, że można ją niezwykle szeroko interpretować. Zgodnie z tym przepisem reklamą produktu leczniczego jest działalność polegająca na informowaniu lub zachęcaniu do stosowania produktu leczniczego, mająca na celu zwiększenie: liczby przepisywanych recept, dostarczania, sprzedaży lub konsumpcji produktów leczniczych. Ustęp drugi tego artykuł precyzuje, iż za reklamę produktu leczniczego należy uznać między innymi „odwiedzanie osób uprawnionych do wystawiania recept lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi przez przedstawicieli handlowych lub medycznych”.[1] Na podstawie przytoczonej definicji „reklamy” oraz jej uściślenia można przypuszczać, że każda wizyta przedstawiciela medycznego u lekarza będzie stanowiła reklamę produktu leczniczego. Stanowisko takie podzielają niektórzy komentatorzy prawa farmaceutycznego, pisząc: „umieszczenie danej okoliczności wśród sytuacji kwalifikowanych jako reklama oznacza, że w każdym przypadku będzie ona traktowana jako reklama, nie zaś działalność informacyjna. Tak więc dostarczanie próbek leków czy odwiedzanie lekarzy przez przedstawicieli medycznych zawsze będzie miało charakter reklamowy”.[2] Traktując przepisy według literalnej wykładni, przywołane stanowisko należałoby uznać za słuszne. Wydaje się, że opinie takie są powszechnie przyjęte, czemu nie sposób się dziwić, biorąc pod uwagę niezwykle delikatną materię z jaką mamy do czynienia w przypadku reklamy produktów leczniczych oraz niezwykle szeroką interpretację definicji przyjętej w art. 52 ust. 1 prawa farmaceutycznego.



Przyjmując powyższe stanowiska za słuszne, nie można jednak zapominać o niezwykle istotnym elemencie omawianej definicji normatywnej, jakim jest cel, któremu służyć ma owo „informowanie” lub „zachęcanie”. Podzielam zatem stanowisko przyjęte przez M. Świerczyńskiego, który stwierdził, że „zgodzić się także można z tezą, że brak jest domniemania prawnego, że przekazy kierowane przez podmioty odpowiedzialne mają z założenia charakter reklamy produktu leczniczego”.[3] Według mnie nie można bowiem uznać, że będziemy mieli do czynienia z reklamą produktu leczniczego w przypadku, gdy celem wizyty przedstawiciela medycznego lub handlowego nie będzie „zachęcanie do stosowania” lub „zwiększenia liczby przepisywanych recept, dostarczania, sprzedaży lub konsumpcji produktów leczniczych”. Słuszność takiego stanowiska możemy oprzeć na orzeczeniu sądu uznającego, że „istotnym elementem reklamy produktu leczniczego jest zamiar wywołania określonej reakcji potencjalnych klientów. Dlatego też za reklamę produktu leczniczego należy uznać każdą działalność, niezależnie od konkretnego, indywidualnego sposobu i metody jej przeprowadzenia oraz użytych do jej realizacji środków, jeśli celem tej działalności jest zwiększenie sprzedaży reklamowanego produktu leczniczego”.[4] Niespełna 2 lata później ten sam sąd ponownie stwierdził że „aby uznać działalności za reklamę produktu leczniczego, musi ona polegać na przekazaniu informacji dotyczącej produktu z jednoczesnym zachęcaniem do jego stosowania - czyli musi to być informacja opisująca produkt leczniczy w sposób zachęcający do jego stosowania, przekazywana w celu zwiększenia liczby przepisanych recept, dostarczenia, sprzedaży lub konsumpcji”.[5] Należy również zwrócić uwagę na fakt, że działanie, które można traktować jako reklamę produktu leczniczego, musi się odnosić do takiego produktu. Zatem informowanie i zachęcanie lekarzy do podejmowania innych działań nienawiązujących do produktu leczniczego nie sposób byłoby uznać za reklamę produktów leczniczych. Za działania niestanowiące reklamy produktu leczniczego, które wiązałby się między innymi z wizytą przedstawicieli medycznych lub handlowych u lekarza, moglibyśmy uznać na przykład wizytę związaną z realizacją badania nieinterwencyjnego, o którym mowa w art. 37 al prawa farmaceutycznego lub realizacją programu edukacyjnego.



Przyjmując, że nie każda wizyta przedstawiciela medycznego lub handlowego u lekarza będzie stanowiła reklamę produktów leczniczych, należy się liczyć z niezwykle istotnymi konsekwencjami faktycznymi i prawnymi. Pomijając fakt, że podmiot odpowiedzialny nie jest zobowiązany do wypełnienia wskazanych powyżej obowiązków (zapewnienie systemu szkoleń przedstawicieli medycznych i handlowych, aby mogli oni posiąść „wystarczającą wiedzę naukową pozwalającą na przekazywanie możliwie pełnej i ścisłej informacji o reklamowanym produkcie leczniczym”), musielibyśmy również przyjąć, że wizyty u lekarzy, podczas których produkty lecznicze nie są byłyby reklamowane, nie są związane ograniczeniami wynikającymi z § 13 rozporządzenia. A zatem przedstawiciele medyczni lub handlowi nie byliby zobowiązani między innymi do uprzedniego uzgadniania terminu spotkania z lekarzem lub jego odbywania poza godzinami pracy lekarzy, czy chociażby uzyskiwania zgody na takie spotkanie.



Reasumując, uważam, że nie można uznać, iż każda wizyta przedstawiciela medycznego lub handlowego u lekarza stanowi reklamę produktów leczniczych. Za reklamę można bowiem uznać jedynie te działania, które wypełniają dyspozycje zawarte w definicji tego pojęcia, zgodnie z postanowieniami art. 52 ust. 1 prawa farmaceutycznego. Według mnie każda inna interpretacja będzie błędna, oparta na literalnej wykładni postanowień art. 52 ust. 2 pkt 3 prawa farmaceutycznego - musimy bowiem pamiętać, że wskazanie to zawarto w rozdziale poświęconym reklamie produktów leczniczych i jak każde inne działanie musi wypełnić przesłanki określone definicją tego pojęcia.





[1] Podobny zapis znaleźć możemy w Dyrektywnie 2001/83/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 6 listopada 2001 r. w sprawie wspólnotowego kodeksu odnoszącego się do produktów leczniczych stosowanych u ludzi (Dz.U.UE-sp.13-27-69), której artykuł 86 statuuje, iż „…reklama produktów leczniczych obejmuje dowolną formę obwoźnej informacji, działalności agitacyjnej lub motywowania ukierunkowanego na zachęcanie do przepisywania, dostarczania, sprzedaży lub konsumpcji produktów leczniczych; w szczególności obejmuje (…) wizyty przedstawicieli handlowych ds. sprzedaży produktów leczniczych, składane osobom uprawnionym do przepisywania recept.”

[2] M. Kondrat, M. Koremba, W. Masełbas, W. Zieliński: Prawo farmaceutyczne. Komentarz, ABC, 2009, komentarz do art. 52

[3] M. Krekora, M. Świerczyński, E. Traple: Prawo farmaceutyczne. Warszawa, 2008, s. 291

[4] Wyrok WSA w Warszawie, ASZ I SA/Wa 584/05, 2005.12.29

[5] Wyrok WSA w Warszawie VII SA/Wa 1157/07, 2007.10.03

 
Reklama praktyki lekarskiej


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Reklama praktyki lekarskiej


Ograniczenia w zakresie możliwości prowadzenia reklamy praktyki lekarskiej wynikają nie tylko z zasad etycznych ale i norm prawa powszechnie obowiązującego.



Obowiązek przestrzegania zasad etycznych, w tym ograniczeń wynikających z możliwości prowadzenia reklamy, wynika między innymi z postanowień art. 4 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (tekst jednolity Dz.U. z 2008 Nr 136 poz. 857 z późn. zm.) [„UZLiLD”]. Przywołany artykuł kreuje obowiązek wykonywania zawodu przez lekarza, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością. Obowiązek przestrzegania przez lekarzy zasad etyki zawodowej wynika również z postanowieniami art. 8 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz.U. z 2009 Nr 219 poz. 1708) [„UIL”]. Na straży przestrzegania tych zasad stoi zarówno Okręgowa Rada Lekarska (art. 25 pkt 2 UIL), jak i Naczelna Rada Lekarska (art. 39 pkt 2 UIL).



Zgodnie z postanowieniami art. 56 UZliLD lekarze wykonujący indywidualną praktykę lekarską lub indywidualną specjalistyczną praktykę lekarską oraz grupowa praktyka lekarska mogą podawać do publicznej wiadomości informacje o udzielanych świadczeniach zdrowotnych na zasadach określonych przez Naczelną Radę Lekarską. Treść i forma tych informacji nie mogą mieć jednak cech reklamy. Zakaz prowadzenia przez lekarzy reklamy udzielanych świadczeń zdrowotnych wynika także z regulacji wskazanych w Kodeksie Etyki Lekarskiej [„KEL”]. W myśl postanowień art. 63 KEL lekarz tworzy swoją zawodową opinię jedynie w oparciu o wyniki swojej pracy, dlatego wszelkie reklamowanie się jest zabronione.



Wyżej wskazane uregulowania wprowadzają ograniczenia w zakresie reklamy nie wyłączając jednak możliwości przekazywania informacji o udzielanych świadczeniach zdrowotnych. Nie chcę tutaj podejmować - dość rozbudowanej w doktrynie prawa - polemiki odnoszącej się do prób wyznaczenia granic pomiędzy działaniami stanowiącymi „reklamę” od działań będących jedynie „informacją” o prowadzonej działalności gospodarczej. Pominę także argumentację przedstawianą przez osoby uznające, że wprowadzanie zakazów reklamy jakichkolwiek usług realizowanych w ramach przyjętego porządku prawnego stanowić może naruszenie nadrzędnej, konstytucyjnej zasady wolności podejmowania działalności gospodarczej (zob. art. 17 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej). Kontrowersje wiążące się z możliwością i zasadami ograniczenia reklamowania świadczeń zdrowotnych przez lekarzy możemy również zaobserwować i na podstawie ustawodawstw innych krajów, gdzie znaleźć możemy rozwiązania całkowicie skrajne, od bardzo restrykcyjnych do niezwykle liberalnych, jak ma to miejsce w USA. W wyniku tzw. antymonopolowej polityki rządu USA i nacisków Federalnej Komisji Handlu Amerykańskie Towarzystwo Medyczne ugięło się i usunęło ze swego kodeksu etycznego zakaz reklamy usług medycznych, wprowadzając nawet pochwałę tej procedury przez zapis, że „medyczna praktyka lepiej się rozwija etycznie w warunkach wolnego rynku, kiedy przyszli pacjenci otrzymują dokładne informacje i mają możliwość wolnego wyboru między konkurującymi lekarzami i alternatywnymi systemami opieki medycznej”.[1]



Jak to zostało wyżej wzmiankowane UZLiLD, zakazując wprost przekazywania komunikatów posiadających „cechy reklamy” przekazała Naczelnej Radzie Lekarskiej kompetencje do wyznaczenia zasad na jakich możliwe będzie informowanie o wykonywaniu praktyki lekarskiej. Naczelna Rada Lekarska określiła zasady ogłaszania się lekarzy w uchwale Nr 18/98/III z dnia 25 kwietnia 1998r. Uchwała ta określiła między innymi dane które mogą zostać zawarte w informacji o wykonywaniu praktyki lekarskiej (tytuł zawodowy, imię i nazwisko, miejsce, dni i godziny przyjęć, stopień naukowy, tytuł naukowy, specjalizacje, umiejętności z zakresu węższych dziedzin medycyny lub udzielania określonych świadczeń zdrowotnych, szczególne uprawnienia, numer telefonu). Określając rodzaj informacji, jakie mogą zostać wskazane w informacji o wykonywaniu praktyki lekarskiej Naczelna Rada Lekarska określiła również sposoby w jakich informacje te mogą zostać rozpowszechniane (tablice, ogłoszenia prasowe, książki telefoniczne i informatory o usługach medycznych, internet, specjalne telefony informacyjne). Podejmując próbę doprecyzowania pojęcia „informacji noszącej cechy reklamy” Naczelna Rada Lekarska zwróciła uwagę na zakaz takiego przekazywania informacji o wykonywaniu praktyki lekarskiej, która mogłaby zostać uznana za reklamę, miedzy innymi poprzez zawieracie w niej jakichkolwiek form zachęty do korzystania ze świadczeń zdrowotnych, potocznych określeń, obietnic, informacji o metodach i czasie leczenia, określenia cen i sposobu płatności oraz informacji o jakości sprzętu medycznego.



Ograniczenia w prowadzeniu reklamy świadczeń zdrowotnych przez lekarzy, wprowadzone przez wyżej wskazane uregulowania, znajdą zastosowanie niezależnie od formy i sposobu jej prowadzenia. Jakiekolwiek działanie które będzie mogło być uznane za reklamę, niezależnie od technicznych sposobów jej prowadzenia np. drobne ogłoszenia w prasie, czy internecie, stanowiło będzie naruszenie norm deontologicznych oraz wyżej przywołanych przepisów prawa powszechnego.



W przypadku naruszenia zasad etyki lekarskiej członkowie izby lekarskiej ponoszą odpowiedzialność na zasadach określonych w rozdziale 5 UIL. Artykuł 53 UIL wprost stanowi bowiem, że członkowie izb lekarskich podlegają odpowiedzialności zawodowej za naruszenie zasad etyki lekarskiej oraz przepisów związanych z wykonywaniem zawodu lekarza.



[1] E. Zielińska (red.), E. Barcikowska-Szydło, M. Kapko, K. Majcher, W. Preiss, K. Sakowski, Ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Komentarz, ABC, 2008.

 
Reklama produktu leczniczego a ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Reklama produktu leczniczego a ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.


Ustawa Prawo farmaceutyczne, zwana dalej w skrócie „Pr.farm.” nawiązuje w kilku miejscach wprost do zapisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji[1]. Nawiązanie to jest jednak wybiórcze, nie obejmując np. reklamy ukrytej, uciążliwej czy sprzecznej z dobrymi obyczajami. Skutkować to będzie koniecznością bezpośredniego stosowania postanowień ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji w tych wszystkich przypadkach reklamy produktu leczniczego, która wykraczać będzie poza zapisy ustawy Pr.farm.



Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji określa podmioty, do których jest kierowana w art. 1 stwierdzając, że reguluje ona zapobieganie i zwalczanie nieuczciwej konkurencji w interesie publicznym, przedsiębiorców oraz klientów a zwłaszcza konsumentów. Należy zwrócić uwagę na fakt, że na równi z przedsiębiorcami stosuje się ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji również do innych osób prawnych (np. fundacji, instytutów naukowo-badawczych, stowarzyszeń) oraz jednostek organizacyjnych nie mających osobowości prawnej, jeżeli występują one w obrocie gospodarczym.



Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji skonstruowana została, jako akt „ogólny” pozostawiający organom orzekającym wiele swobody w podejmowaniu decyzji. „Ogólność” ta wynika głównie z samej konstrukcji tego aktu opierającego się na przykładowych wyliczeniach postaci nieuczciwej konkurencji mających za zadanie, z jednej strony ułatwienie organom orzekającym podjęcie decyzji w przypadku zaistnienia zdarzenia noszącego znamiona czynu określonego ustawą, z drugiej zaś służących pomocą, w przypadku czynów nowych, nie stypizowanych w samej ustawie. Podstawą dla organu orzekającego będzie wówczas reguła ogólna zawarta w art.3 u.z.n.k. odwołująca się do pojęcia „dobrych obyczajów”.

Pojęcie dobrych obyczajów w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Ponieważ dynamika zmian w zakresie stosunków rynkowych jest tak szybka, że prawo jest z góry skazane na opóźnienie, także konstrukcja ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oparta została o klauzulę generalną. Została ona częściowo powtórzona w art. 16 ust. 1 pkt 1 u.z.n.k., który również wspomina, że czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest reklama sprzeczna z dobrymi obyczajami.



Dobre obyczaje nie będąc normami prawnymi są normami postępowania, podobnie jak zasady współżycia społecznego oraz „ustalone zwyczaje”. Jeśli stan faktyczny sprawy nie w pełni spełnia przesłanki zastosowania przepisu określonego w ustawie czynu nieuczciwej konkurencji, można odwołać się do klauzuli generalnej w celu wypełnienia luki w przepisie szczegółowym.[2]



Choć nie da się ukryć, iż możliwość postawienia zarzuty nieuczciwej konkurencji z powodu naruszenia dobrych obyczajów, stwarza też swoistego rodzaju niepewność obrotu. Trudno bowiem jest uzyskać jednoznaczną pewność, czy planowane działanie reklamowe nie narusza przypadkiem szeroko rozumianych zasad kryjących się pod pojęciem dobrych obyczajów. Pamiętać przy tym należy, że z czynem nieuczciwej konkurencji będziemy mieli do czynienia tylko i wyłącznie w przypadku jego zaistnienia ściśle związanego z prowadzoną działalnością gospodarczą.



Jak powiedziałem czyny nieuczciwej konkurencji wymienione w art.16 u.z.n.k. nie stanowią zamkniętego katalogu zakazanej lub nieuczciwej reklamy. Wskazuje na to wyraźnie sformułowanie „w szczególności”, pozwalające uznać za czyn nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy produktu leczniczego także te działania, które stanowią (zgodnie z art. 3 ust. 1 u.z.n.k.) czyn sprzeczny z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli czyn ten będzie zagrażać lub naruszać interes innego przedsiębiorcy lub klienta.



Reklama produktu leczniczego wprowadzająca w błąd.



Reklamą produktu leczniczego jest działalność polegająca na informowaniu i zachęcaniu do stosowania produktu leczniczego mająca na celu zwiększenie liczby przepisywanych recept, dostarczania, sprzedaży lub konsumpcji produktów leczniczych (art. 52 ust. 1 Pr.farm.) Zgodnie z postanowieniami art. 55 ust. 1 Pr.farm. reklama produktu leczniczego nie może wprowadzać w błąd, powinna prezentować produkt leczniczy obiektywnie oraz informować o racjonalnym stosowaniu.



Należy przyjąć, że z wprowadzeniem w błąd przez reklamę mamy do czynienia wówczas, gdy powstałe na podstawie reklamy wyobrażenia nie są zgodne ze stanem rzeczywistym. Decydujące znaczenie mają przy tym wyobrażenia adresatów reklamy, a nie opinie reklamujących. W naszych warunkach, ze względu na silne oddziaływania reklamy na wybory dokonywane przez konsumentów należy przyjąć wzorzec adresata nieuważnego i łatwo poddającego się sugestiom reklamy.[3]



Błąd zawarty w reklamie powinien być na tyle istotny, aby miał wpływ na decyzję klienta co do zakupu produktu leczniczego. Decydującym miernikiem w tej kwestii jest nie subiektywna ocena reklamodawcy ale obiektywny odbiór danej reklamy przez konsumentów. Wpływ na wyrok sądu mają zwykle wyniki badań opinii konsumentów przeprowadzanych przez kompetentne placówki badawcze. Nie umniejsza to roli sądu, ale zbliża orzecznictwo do realiów społecznych. Zgodnie z opinią niemieckiego Sądu Najwyższego reklamę można uznać za mylącą, jeśli choćby 10 - 15 % jej adresatów (przy reklamie leków 5 %) błędnie ją zrozumiało.[4] Także występując przeciwko wprowadzającej w błąd reklamie Federalna Komisja Handlu Stanów Zjednoczonych kładzie główny nacisk na wrażenie, jakie ogłoszenie reklamowe wywiera w umyśle konsumenta. Konsumenci bowiem nie rozważają każdego poszczególnego słowa, które „chociażby było prawdziwe, to jednak ujęte w formie całego ogłoszenia wprowadza ich w błąd”.



W prawie krajów Wspólnego Rynku czołowe miejsce, w zakresie zwalczania praktyk nieuczciwej konkurencji w przypadkach reklamy wprowadzającej w błąd zajmuje dyrektywa Rady EWG z 10 września 1984r. w sprawie ujednolicenia przepisów prawnych i administracyjnych Państw Członkowskich dotyczących reklamy wprowadzającej w błąd (zmieniona mocą dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w dniu 6 października 1997r. w sprawie zmiany dyrektywy wprowadzającej w błąd w celu uwzględnienia reklamy porównawczej).



Dyrektywy te określiły pojęcie reklamy wprowadzającej w błąd. Za taką uznały one reklamę, która w jakikolwiek sposób, włącznie z jej wyglądem, wprowadza lub może wprowadzić w błąd osoby, do których jest kierowana lub do których dociera, i może - z powodu zawartych w niej elementów oszukańczych - wpłynąć na działalność gospodarczą tych osób lub szkodzić konkurentowi (art.2 pkt 2 dyrektywy nr 450/84 Rady EWG).



Przy ocenie, czy dana reklama może wprowadzić w błąd, należy uwzględnić jej wszystkie części składowe, a w szczególności dane :



1)      o cechach charakterystycznych towarów lub usług, ich zastosowaniu, składzie, czasie wytworzenia towaru lub świadczenia usług, celowości, możliwości wykorzystania, ilości, właściwościach (jakości), pochodzeniu geograficznym, oczekiwanych wynikach, które są spodziewane przy ich zastosowaniu (dotyczy to także istotnych części składowych) oraz wynikach testowania towaru;

2)      o cenie lub sposobie, w jaki została obliczona, warunkach dostarczenia towaru;

3)      o rodzaju i cechach szczególnych reklamującego się jak również przysługujących mu prawach;

4)      dotyczące identyfikacji majątku reklamującego się, jego uprawnień, praw z zakresu własności przemysłowej, handlowej i intelektualnej oraz dotyczące posiadanych wyróżnień i nagród honorowych.



A zatem z informacjami mogącymi wprowadzić w błąd będziemy mieć np. do czynienia w przypadku powołania się przedsiębiorcy na fakt posiadania, przez oferowany przez niego produkt, różnego rodzaju medali, atestów, nagród itd. Ponieważ dla kupującego nie jest rzeczą obojętną wielkość, renoma czy zasięg terytorialny prowadzonej przez przedsiębiorstwo działalności, to błędne podanie tych informacji stanowić może podstawę do uznania takiego postępowania za czyn nieuczciwej konkurencji, zgodnie z art.16 ust.1 pkt 2 u.z.n.k. jak i reklamą zakazaną przez art. 55 ust. 1 Pr.farm.



Szczególnie naganną wydaje się, coraz powszechniej ostatnio stosowana, praktyka umieszczania istotnych, z punktu widzenia interesu konsumenta, wiadomości, bardzo drobnymi literami, na tle niewiele odbiegającym od koloru liter. Tego typu postępowanie stwarza sytuację w której konsument, odbierając jedynie część zamieszczonych w reklamie informacji, dokonuje zakupu towaru, mylnie przypuszczając, że „uwypuklona” część reklamy stanowi wypełnienie jej istotnych postanowień. Zakaz stosowania takich praktyk przewidują postanowienia § 2 ust. 3 i 4 rozporządzenia Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej w sprawie reklamy produktów leczniczych.[5]



Wśród reklamy wprowadzającej w błąd można wyróżnić :



-          reklamę kłamliwą (poddającą się weryfikacji) i

-          reklamę oszukańczą, która wywołuje mylne wyobrażenie jedynie poprzez stworzenie odpowiedniego „klimatu”, „otoczki wrażeniowej”, bez posługiwania się nieprawdziwą informacją. Cechy takie wykazuje na przykład ogłoszenie mówiące, iż dany sklep oferuje towary po obniżonej cenie, podczas gdy w rzeczywistości obniżką objęty jest tylko niewielki procent towarów.[6]



Każda reklama, w mniejszym bądź większym stopniu, posługuje się przesadnymi wyrażeniami mającymi za zadanie stworzenie wyidealizowanego obrazu promowanego towaru. Użyte w związku z tym określenia w stylu najlepszy, najbogatszy, najszybszy itd. stają się integralną częścią każdej reklamy, przyzwyczajając tym samym jej odbiorców do traktowania powyższych określeń z lekkim przymrużeniem oka. Reklamie takiej będziemy jednak mogli postawić zarzut wprowadzenia konsumenta w błąd, o ile superlatywy użyte dla opisu reklamowanego towaru zostaną przez konsumenta poważnie odebrane jako określniki jakości towaru. Dlatego też z niezwykłą ostrożnością podchodzić należy do tych określeń, które poddając się weryfikacji, np. w wyniku przeprowadzonych badań, bądź też zwykłego porównania cen, zadają kłam twierdzeniom reklamodawcy.



Wprowadzenie w błąd może być także rezultatem pominięcia w reklamie informacji o istotnym znaczeniu dla adresata (reklama niepełna). Taka postać czynu nieuczciwej konkurencji, będąca jednocześnie zakazana przez art. 55 ust. 1 Pr.farm., wydaje się szczególnie niebezpieczna, głównie z uwagi na ogromne trudności związane z przyjęciem kryterium na jakim oprzeć by się miał przedsiębiorca, ukazujący te a nie inne cechy promowanego towaru. Poza tym główną funkcją reklamy jest właśnie ukazywanie pozytywnych cech produktu, a co za tym idzie trudno jest wymagać od przedsiębiorcy by jego reklama zawierała wyczerpującą informację o produkcie, a zwłaszcza aby ukazywała jego słabe punkty. Ponieważ reklama niepełna stanowi czyn nieuczciwej konkurencji przyjąć powinniśmy kryteria na jakich opierać by się mieli reklamodawcy promujący swój produkt. Ponieważ praktyczne przyjęcie takiego kryterium zdaje się mało realne, choćby i z uwagi na niezwykle szeroką gamę możliwych „zdarzeń reklamowych”, to jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się być odwołanie do klauzuli generalnej - dobrych obyczajów, o której mowa w art.3 ust.1 u.z.n.k.



Odwołanie takie okazałoby się niewystarczającym, a wskazanie na art.16 ust.1 pkt 2 u.z.n.k. i reklamę niepełną, całkowicie uzasadnione, w przypadku np. nierzeczowego (choćby nawet prawdziwego) wyszczególnienia jednej czy kilku cech produktu z jednoczesnym odwołaniem się na brak takich cech u konkurencji, w celu wywołania wrażenia „wyższości jakościowej”, czy szczególnie korzystnej oferty. Uwypuklenie jednej, pożądanej przez nadawcę cechy przedmiotu, tak często stosowane przez reklamodawców niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw. Oparcie się twórcy reklamy na jednej przesłance ukazującej jego produkt w bardzo korzystnym świetle, z jednoczesnym „przemilczeniem” cech istotnych z punktu widzenia interesu klienta, stanowić może przesłankę do postawienia zarzutu wprowadzenia odbiorcy reklamy w błąd, czy naruszenia dobrych obyczajów.



Do działań naruszających postanowienia art.16 ust.1 pkt 1 i 2 u.z.n.k. oraz art. 55 ust. 1 Pr.farm. należy także nadużywanie pozytywnych skojarzeń. Z reklamą taką mamy najczęściej do czynienia w przypadku tzw. reklamy podpierającej, która wykorzystując renomę firm konkurencyjnych i produktów przez nie reklamowanych, opiera się na wzorowaniu (poprzez użycie w reklamie identycznych sytuacji faktycznych, pomysłów a nawet podobnej muzyki) na reklamach konkurenta, celem ukazania własnego produktu. Takie pośrednie wykorzystanie renomy przedsiębiorstwa konkurencyjnego uznać należy za czyn nieuczciwej konkurencji, gdyż narusza ono dobre obyczaje i wprowadza konsumenta w błąd.

Granice i formy nierzeczowej reklamy produktu leczniczego.

Zarówno Pr.farm. (art. 55 ust. 3 i art. 55 ust. 5 pkt 4) jaki i ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (w art. 16 ust. 1 pkt 3) zakazuje reklamy odwołującej się do uczuć klientów przez wywoływanie lęku, wykorzystywanie przesądów lub łatwowierności dzieci. Jest to tak zwana reklama nierzeczowa.[7]



Artykuł 55 ust. 3 Pr.farm. stwierdza, iż reklama produktu leczniczego nie może być kierowana do dzieci, ani zawierać żadnego elementu, który jest do nich kierowany. Z uwagi na nie rozróżnianie przez dzieci programów zawierających obiektywną informację, od programów reklamowych, oraz łatwowierność z jaką podchodzą one do wszelkich informacji zawartych w reklamie, umieszczanie w nich sformułowań, czy ukazywanie cech, które dany produkt nie posiada, a które w oczach dziecka uchodzić mogą za prawdziwe, stanowi czyn nieuczciwej konkurencji i jest sprzeczne z art. 55 ust. 3 Pr.farm. Przykładów na tego typu działalność możemy znaleźć wiele, np. takimi zakazanymi formami reklamy jest ożywianie przedmiotów, uruchamianie ich w sposób, który nie ma możności zaistnienia w rzeczywistości, czy choćby ukształtowanie przedmiotów niezgodne z ich rzeczywistymi kształtami.



Niedopuszczalne jest zwracanie się w treści reklamy bezpośrednio do dzieci z zachętą do namawiania innych osób, aby kupiły im reklamowany produkt. Reklama nie powinna też odwoływać się do powszechności posiadania tego produktu lub konieczności dokonania zakupu. Niedopuszczalna jest także reklama umniejszająca poziom umiejętności potrzebnych do korzystania z danego produktu. Jeśli zaś reklama pokazuje lub opisuje, jakie wyniki może osiągnąć dziecko używając danego produktu, to wyniki te powinny być odpowiednie do możliwości przeciętnego dziecka w grupie wiekowej, dla której produkt został przeznaczony.[8]



Założyć należy, iż zapis art. 55 ust. 3 Pr.farm. może być interpretowany rozszerzająco, poprzez uznanie, że reklamą kierowaną do dzieci jest nie tylko taka reklama, która sama w sobie zawiera wyraźne bądź łatwo dostrzegalne odniesienia kierowane do dzieci, ale i taka reklama, która co prawda ich nie zawiera ale emitowana jest w czasie antenowym przeznaczonym zwyczajowo dla odbiorców niepełnoletnich (np. przed dobranocką). Założenie takie potwierdzają postanowienia § 2 ust. 5 pkt 2 rozporządzenia Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej w sprawie reklamy produktów leczniczych. Zgodnie z brzmieniem omawianego przepisu reklama kierowana do publicznej wiadomości nie może być emitowana w programach radiowych i telewizyjnych bezpośrednio przed audycjami przeznaczonymi dla dzieci, w czasie tych audycji i bezpośrednio po nich.



Pewnego rodzaju wyznacznikiem w jaki sposób należy interpretować omawiany art. 55 ust. 3 Pr.farm. i znajdujący się w nim zakaz reklamy kierowanej do dzieci może być zapis art. 16 ust. 2 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. (Dz.U. 1993r. Nr 7 poz. 34). Zgodnie z przedmiotowym przepisem zakazuje się nadawania reklam :



1)      nawołujących bezpośrednio niepełnoletnich do nabywania produktów lub usług;

2)      zachęcających niepełnoletnich do wywierania presji na rodziców lub inne osoby w celu skłonienia ich do zakupu reklamowanych produktów lub usług;

3)      wykorzystujących zaufanie niepełnoletnich, jakie pokładają oni w rodzicach, nauczycielach i innych osobach;

4)      w nieuzasadniony sposób ukazujących niepełnoletnich w niebezpiecznych sytuacjach,



Dodatkowo ust. 3 cytowanego artykułu wspomina, że reklama nie może zagrażać fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi niepełnoletnich.



Odwoływanie się do uczuć może wykorzystywać również motywy seksualne, pobudki ekologiczne, skłonności altruistyczne (np. informacja, że część dochodów ze sprzedaży reklamowanego towaru jest przeznaczona na cele charytatywne), czy też w ogóle łatwowierności ludzi (np. informacje, że lekarz „X” odkrył nową metodę leczenia nieuleczalnej choroby i ta metoda w wielu przypadkach jest skuteczna) itd.[9]



Każda z tych form reklamy, jako odwołująca się do ludzkich emocji i wykorzystująca je będzie mogła być uznaną za sprzeczną z uczciwą konkurencją, a co za tym idzie za sprzeczną z prawem reklamę produktu leczniczego, pomimo, że wprost z ustawy Pr.farm. nie wynika zakaz stosowania podobnych praktyk.

Neutralna informacja a reklama ukryta. „Product placement”.



Zgodnie z postanowieniami art. 60 ust. 3 pkt 1 Pr.farm. podmiot odpowiedzialny zobowiązany jest do zapewnienia, aby reklam produktu leczniczego była zgodna z obowiązującymi przepisami prawa. Dlatego też, pomimo częściowej tylko transpozycji przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, np. odnoszących się do reklamy wprowadzającej w błąd lub reklamy skierowanej do dzieci, należy wspomnieć tu o przemilczanych przez Pr.farm. zapisach ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, które również wiążą podmiot odpowiedzialny, w zakresie sposobu i formy prowadzenia reklamy.



Czynem nieuczciwej konkurencji jest bowiem także tzw. reklama ukryta. Za taką uważa się wypowiedź, która, zachęcając do nabywania towarów lub usług, sprawia wrażenie neutralnej informacji. Reklama ukryta jest niczym innym jak reklamą, która wbrew obowiązującym przepisom prawa, stawia sobie za cel prezentację jakiegoś towaru lub usługi bez wiedzy potencjalnego konsumenta. Warto zwrócić uwagę na fakt, że przy ocenie, czy zachodzi przypadek ukrytej reklamy, nie ma znaczenia, czy treść przesłania reklamowego jest prawdziwa. Istotne znaczenie ma sposób prezentacji tej informacji. Jeżeli informacji o towarze, czy usłudze towarzyszy niewątpliwa intencja zachęcania do jego nabycia, to jest to przypadek reklamy zakazanej przez art.16 ust.1 pkt 4 u.z.n.k.



Nieuczciwego przedsiębiorcę nie ratuje zamieszczenie przed czy po wypowiedzi reklamowej, zdania o treści, że „niniejsze nie stanowi reklamy lecz informację”. Zapis taki możemy potraktować jako prawnie obojętny, gdyż w niczym nie zmieniający zaistniałego stanu rzeczy. Można by nawet pójść dalej stwierdzając, iż umieszczenie takiego zdania narzuca przypuszczenie, że reklamodawca liczył się z możliwością odbioru takiego przekazu jako reklamy, a nie informacji, a co za tym idzie sam nijako przyznaje, że przekaz taki stoi dokładnie na granicy dozwolonych przez prawo praktyk reklamowych i możliwość jego odbioru jako reklamy nie jest iluzoryczna.



Instrumentem mającym zapobiec praktykom stosowania reklamy ukrytej jest także rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 20 maja 1993r. w sprawie zasad działalności reklamowej w programach radiofonii i telewizji. Artykuł 7 ust.1 tego rozporządzenia stwierdza, że reklama powinna być nadawana w wyodrębnionych blokach, w przerwach między audycjami. Ustęp 2 § 7, realizując zasadę oddzielenia wiadomości neutralnych od reklamowych, nakazuje aby te ostatnie były oznaczone w sposób wizualny lub dźwiękowy na początku i na końcu bloku. Dodatkowo oznaczenie reklamy powinno zawierać słowo „reklama” lub „ogłoszenie”.



Również w ustawie prawo prasowe możemy znaleźć nakaz, zgodnie z którym wszelkie reklamy muszą być oznaczone w sposób nie budzący wątpliwości, iż nie stanowią one materiału redakcyjnego (art.36 ust.3 ustawy Prawo prasowe). Artykuł 12 ust. 2 ustawy Prawo prasowe stwierdza zaś, że dziennikarzowi nie wolno prowadzić ukrytej działalności reklamowej wiążącej się z uzyskaniem korzyści majątkowej bądź osobistej od osoby lub jednostki organizacyjnej zainteresowanej reklamą.



Reklamę zawartą w wywiadach, audycjach telewizyjnych, filmach itd. (przypadek tzw. product placement) ocenia się w zależności od konkretnego przypadku, przy uwzględnieniu, czy eksponowanie określonego towaru było w danej audycji zasadne. Jeżeli przekaz był w jakikolwiek sposób dotowany przez osobę mającą interes w promocji towaru, to prawdopodobieństwo zaistnienia przypadku reklamy ukrytej wzrasta. Musimy jednak zdać sobie sprawę z praktycznych trudności postawienia zarzutu zaistnienia przypadku reklamy ukrytej. Posługiwanie się informacjami nie zawierającymi danych, które w jakikolwiek sposób odwoływałyby się do jakiegoś produktu jest w praktyce niewykonalne.

Reklama stanowiąca istotną ingerencję w sferę prywatności.

Pr.farm., podobnie jak ma to miejsce w odniesieniu do reklamy ukrytej, nie zawiera regulacji określających ten przypadek sprzecznej z prawem reklamy.



Nie ulega jednak wątpliwości, iż nadmierne posługiwanie się środkami reklamowymi może się wiązać ze znacznymi obciążeniami dla ich odbiorców. Agresywne formy reklamy np. :



-          uparte nagabywanie klientów na ulicy;

-          uciążliwa (poprzez swą bezpośredniość i styczność z miejscem zamieszkania odbiorcy) akwizycja produktów;

-          przesyłanie nie zamówionych towarów do klienta;

-          natarczywe nagabywanie przechodniów na ulicy itp.



stanowią czyny nieuczciwej konkurencji w myśl  art.16 ust.1 pkt 5 u.z.n.k. Użyte w tym artykule sformułowanie „w szczególności” daje nam podstawę domniemywać, że wachlarz możliwych naruszeń tego przepisu jest nieograniczony, a katalog spraw toczących się w przyszłości przed sądami będzie rósł wraz z nowymi formami reklamy.



Reklamę uciążliwą stanowi także nadużywanie technicznych środków przekazu informacji. Tak więc np. nękanie klientów ciągłymi telefonami nakłaniającymi do dokonania zakupu jakiegoś towaru, czy skorzystania z usługi stanowi naruszenie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.



Skutkiem uciążliwej reklamy jest ograniczenie swobody adresata reklam co do podejmowania decyzji dotyczącej nabycia towaru lub usługi. Inaczej mówiąc, osoba ta ze względu na sposób przeprowadzenia reklamy podlega przymusowi psychicznemu przy uzewnętrznieniu swojej woli w kwestii nabycia towaru lub usługi.[10]



Wykorzystywanie dla celów reklamowych urządzeń technicznych w postaci faxu czy telefonu nie ma charakteru działań stanowiących bezwzględne naruszenie art.16 ust.1 pkt 5 u.z.n.k. Obowiązujące przepisy nie zabraniają bowiem używania dla celów reklamowych wskazanych urządzeń technicznych. Zgodnie bowiem z art. ĺ6 ust. 1 pkt 5 u.z.n.k., nie każde naruszenie sfery prywatności poprzez wykorzystanie połączenia telefonicznego, czy faxowego dla przekazania oferty reklamowej będzie mogło być uznane za delikt nieuczciwej konkurencji. Będzie to miało miejsce wówczas, gdy reklamujący środków tych „nadużyje”. Kiedy przypadek taki nastąpi rozstrzygnie zapewne orzecznictwo. Można jednak przyjąć, iż za naganny z punktu widzenia reguł konkurencji powinien być oceniony kolejny telefon po wcześniejszej odmowie abonenta, czy też, trwające czas dłuższy, blokowanie połączeń faxowych w celu przesyłania reklam, trwające czas dłuższy.[11]

Przesłanki dopuszczalności stosowania reklamy porównawczej produktu leczniczego.

Możliwość stosowania reklamy porównawczej nie została przez polskiego ustawodawcę całkowicie wyłączona. Uzależniona ona jednak została od konieczności łącznego spełnienia licznych warunków oraz nie naruszenia dobrych obyczajów, (których wyznacznikiem mogą być np. zasady Kodeksu Farmaceutycznej Etyki Marketingowej leków wydawanych wyłącznie z przepisu lekarza).



Dopuszczalność reklamy porównawczej stanowi od dawna przedmiot poważnej kontrowersji w europejskiej nauce prawa i orzecznictwie. Zgodnie z przyjętą definicją reklamą porównawczą jest reklama, która umożliwia bezpośrednio lub pośrednio rozpoznanie konkurenta albo towarów lub usług oferowanych przez konkurenta.

Art. 55 ust. 5 pkt 2 Pr.farm. stwierdza, że zabronione są treści reklam kierowanych do publicznej wiadomości, zapewniające, że skutek przyjmowania produktu leczniczego jest „lepszy” lub „taki sam”, jak w przypadku innej metody leczenia albo leczenia innym produktem leczniczym. Zapis taki nie jest jednoznaczny z całkowitym zakazem stosowania reklamy porównawczej. Reklamę porównawczą produktu leczniczego należy uznać za dozwoloną, w każdym przypadku gdy nie dochodzi do „zapewnienia o skutku” przyjmowania porównywanych produktów leczniczych. Wychodząc z tego założenia wspomnieć należy o regulacjach zagadnień związanych z reklamą porównawczą dokonanych w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.



Ustawodawca dokonał sprecyzowania zasad dopuszczalności stosowania reklamy porównawczej w u.z.n.k.. Za słuszne uznać należy ponowne odwołanie się przez niego do dobrych obyczajów, z którymi reklama porównawcza nie może być sprzeczna. Zgodnie z obowiązującymi przepisami reklama porównawcza nie narusza dobrych obyczajów, jeżeli łącznie spełnia następujące przesłanki:



1)      nie jest reklamą wprowadzającą w błąd, o której mowa w art. 16 ust. 1 pkt 2 u.z.n.k.;

2)      w sposób rzetelny i dający się zweryfikować na podstawie obiektywnych kryteriów porównuje towary lub usługi zaspokajające te same potrzeby lub przeznaczone do tego samego celu;

3)      w sposób obiektywny porównuje jedną lub kilka istotnych, charakterystycznych, sprawdzalnych i typowych cech tych towarów i usług, do których może należeć także cena;

4)      nie powoduje na rynku pomyłek w rozróżnieniu między reklamującym a jego konkurentem, ani między ich towarami albo usługami, znakami towarowymi, oznaczeniami przedsiębiorstwa lub innymi oznaczeniami odróżniającymi;

5)      nie dyskredytuje towarów, usług, działalności, znaków towarowych, oznaczeń przedsiębiorstwa lub innych oznaczeń odróżniających, a także okoliczności dotyczących konkurenta;

6)      w odróżnieniu do towarów z geograficznym oznaczeniem regionalnym odnosi się zawsze do towarów z takim samym oznaczeniem;

7)      nie wykorzystuje w nieuczciwy sposób renomy znaku towarowego, oznaczenia przedsiębiorstwa lub innego oznaczenia odróżniającego konkurenta ani też geograficznego oznaczenia regionalnego produktów konkurencyjnych;

8)      nie przedstawia towaru lub usługi jako imitacji czy naśladownictwa towaru lub usługi opatrzonych chronionym znakiem towarowym albo innym oznaczeniem odróżniającym.



Porównanie dwóch produktów tej samej kategorii, z jednoczesnym brakiem ścisłego ich określenia, nie stanowi czynu nieuczciwej konkurencji. Z podobnymi praktykami reklamowymi spotkać się możemy dość często. Odniesienie się do „zwykłych”, „innych”, „normalnych” produktów stało się już codziennością. Jak długo produkt, do którego odwołuje się reklamodawca, nie może zostać zidentyfikowany przez odbiorcę, tak długo sama reklama (nie będąc uznaną za reklamę porównawczą) nie będzie musiała spełniać wymogów określonych w art. 16 ust. 3-4 u.z.n.k. A zatem odwołanie takie można by określić mianem zakazanej reklamy porównawczej tylko w przypadku gdy łącznie spełnione byłyby następujące przesłanki :



-          reklama taka nie spełniałaby „nakazów” art.16 ust. 3-4 u.z.n.k. i

-          na danym rynku produkty danego rodzaju byłyby łatwo rozpoznawalne jako pochodzące od określonego producenta poprzez np. ograniczoną liczbę samych producentów.



Zmierzająca do unifikacji poszczególnych rozwiązań prawnych Unia Europejska, w dyrektywach Rady Europejskiej podjęła próbę zdefiniowania reklamy porównawczej. Zgodnie z przyjętą definicją reklamą porównawczą jest reklama, która wyraźnie albo przez domniemanie identyfikuje konkurenta lub dobra i usługi przez niego oferowane. Zgodnie z nowym art. 3 A dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w dniu 6 października 1997r. w sprawie zmiany dyrektywy wprowadzającej w błąd w celu uwzględnienia reklamy porównawczej, reklama porównawcza jest dopuszczalna, jeśli prowadzi do obiektywnego porównania materiału, istotnych, sprawdzalnych i rzetelnie wybranych cech konkurencyjnych dóbr i usług, i gdy porównanie to nie jest mylące (w szczególności nie powoduje pomylenia konkurentów) oraz nie dąży do oczerniania, czy zdyskredytowania konkurenta.



Postanowienia dotyczące reklamy porównawczej zawierają także zapisy Kodeksu Farmaceutycznej Etyki Marketingowej leków wydawanych wyłącznie z przepisu lekarza. Artykuł 7 Kodeksu, dopuszczając reklamę porównawczą, uzależnia dodatkowo zgodność takiej reklamy z zasadami etyki, od porównania ważnych i użytecznych dla odbiorców informacji oraz od możliwości przedstawienia odpowiednich danych potwierdzających uczciwość dokonanego porównania. Wspomnieć także należy, iż wymogi stawiane podmiotom odpowiedzialnym przez zasady Kodeksu Farmaceutycznej Etyki Marketingowej leków wydawanych wyłącznie z przepisu lekarza, również powinny być traktowane jako normy obowiązujące, poprzez możliwość ich odniesienia do klauzuli generalnej zawartej w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, określającej, iż czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy (i nie tylko) jest działanie sprzeczne z dobrymi obyczajami.



[1] Ustawa z dnia 6 września 2001r. Prawo farmaceutyczne (Dz.U. Nr 126 poz. 1381). Ustawa z dnia 16 kwietnia 1993r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz.U. Nr 47, poz. 211 z późn. zm.), zwana dalej u.z.n.k.

[2] M.Kępiński „Problemy ogólne nowej ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji” RPEiS 1994r., z . 2, s. 8

[3] I.Wiszniewska „Ochrona przed reklamą wprowadzającą w błąd” Przegląd Prawa Handlowego luty 1996, s. 5

[4] A.Tomaszek „Kiedy reklama jest nieuczciwa” Rzeczpospolita z dnia 24 sierpnia 1992r., Nr 198.

[5] XXXXXXXXXXx

[6] E.Nowińska, E.Traple  „Prawo reklamy” MIWiOWI UJ Kraków 1994r., s. 14

[7] Etyka reklamy tzw. nierzeczowej, charakteryzuje się argumentacją skierowaną do sfery psychicznej, bazuje na elementach emocjonalnych i na irracjonalnych, często nieświadomych motywach zakupu. Ten rodzaj reklamy staje się coraz powszechniejszy i wykorzystuje coraz to nowe, coraz bardziej niebezpieczne metody (np. próby zastosowania hipnozy w celach reklamy). Zob. A. Mokrysz - Olszyńska „Ochrona prawna przed nieuczciwą reklamą w państwach kapitalistycznych” Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny z.1 1974r., s. 16.

[8] A.Mokrysz-Olszyńska „Ochrona prawna przed nieuczciwą reklamą w państwach kapitalistycznych” Ruch Prawniczy Ekonomiczny i Socjologiczny PWN, 1974r., z. 1, s.30.

[9] J.Szwaja „Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Komentarz” red. J. Szwaja Urząd Antymonopolowy  Warszawa 1994r., s. 148.

[10] J.Szwaja „Ustawa …” op. cit. s. 149-150

 
Zasada jednolitej ochrony praw osobistych twórcy na tle komercjalizacji prawa autorskiego


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Zasada jednolitej ochrony praw osobistych twórcy na tle komercjalizacji prawa autorskiego


Zachodzące zmiany w sposobach komunikowania się i w zakresie eksploatacji utworów, wywołują konieczność weryfikacji dotychczasowych poglądów na zakres przysługujących  twórcy praw oraz sposobu ich wykorzystania, głównie w kontekście możliwości korzystania z nich przez osoby trzecie. Przyznane twórcy przez ustawodawcę prawo do poszanowania przez osoby trzecie łączącej twórcę z utworem więzi, pomimo niezbywalności tego prawa oraz zakazu jego zrzeczenia się ulega stopniowej, faktycznej degradacji, stając się coraz częściej jedynie wyrazem stanu idealnego odbiegającego od otaczającej nas rzeczywistości.[1]



Już na samym początku powinniśmy zatem postawić pytanie, czy dokonujące się zmiany faktyczne, mające w przeważającej większości podłoże techniczne, uzasadniają taką interpretację przepisów odnoszących się do autorskich praw osobistych twórcy, która dostosowując ich brzmienie do nowych sytuacji, powoduje faktyczne ograniczenie praw twórcy[2]. Akceptacja takiego stanu rzeczy przyczynia się do kreowania coraz częściej pojawiających się poglądów doktryny prawa, o możliwości wyzbycia się przez twórcę swoich praw w związku ze stworzeniem określonego typu utworu (np. reklamowego) lub stworzenia go w związku z np. łączącym go stosunkiem pracy.[3] Inaczej mówiąc, postawić należy pytanie, czy postęp techniczny usprawiedliwia taką wykładnie intencji ustawodawcy, która precyzując pojęcie więzi twórcy z utworem, de facto nakazywałaby uznać autorskie prawa osobiste twórcy za nie istniejące lub w znacznym stopniu ograniczone.



Przywołany problem wiązać należy nie tylko z samym postępem technicznym, pozwalającym na nowe sposoby rozpowszechniać utwory, czy zakresem takiego rozpowszechniania, ale i (na co należy zwrócić szczególną uwagę) z nowymi kategoriami utworów. Rozwój techniki przynosząc nowe możliwości komunikowania się, nieodłącznie wiązał się z powstaniem nowych sposobów twórczej ekspresji. Co więcej, godnym odnotowania jest fakt, iż wraz z postępem techniki mamy do czynienia z powstawaniem takich nowych kategorii utworów, w których więź twórcy z utworem, ulega stopniowemu osłabieniu.



Postawieni zatem zostajemy przed dylematem ochrony słusznych interesów twórcy, związanych z więzią jaka łączy go z utworem, której wyrazem są postanowienia art. 16 pr. aut., w powiązaniu z koniecznością uwzględnienia interesów osób trzecich dokonujących gospodarczej eksploatacji takich utworów.[4]



Pr. aut. definiując pojęcie utworu, nakazuje przyznać wszelkim przejawom działalności intelektualnej człowieka, które mieszczą się w dyspozycji art. 1 ust. 1 pr. aut., pełnie praw wynikający dla twórcy z tego aktu. Ustawodawca nie wprowadził zapisów dokonujących gradacji poszczególnych utworów w zależności np. od ich wartości, czy zakresu pierwiastka twórczego. Nie oznacza to jednak, iż nie znajdziemy w samej ustawie takich regulacji, które będąc przejawem pogodzenia się przez ustawodawcę z koniecznością odmiennego podejścia do przysługujących twórcy autorskich praw osobistych, nie dokonują ich ograniczenia. Stało się tak np. w przypadku programów komputerowych, gdzie zgodnie z art. 77 pr. aut. wyraźnie wskazano, na ograniczenia autorskich praw osobistych poprzez wyłączenie z katalogu praw wskazanych w art. 16 pr. aut., praw określonych ust. 3 - 5 omawianego artykułu. Pomimo zatem otwartego katalogu autorskich praw osobistych, a co za tym idzie i możliwości przyznania twórcy programu komputerowego innych niż wskazane w art. 16 ust. 1 i 2 pr. aut. praw, ustawa wyraźnie określa, iż nie przysługują mu prawa wskazane w art. 16 ust. 3 - 5 pr. aut. Wskazana regulacja autorskich praw osobistych twórcy programu komputerowego jest wyrazem uznania przez ustawodawcę powstałych konieczności faktycznych, związanych z praktyczną eksploatacją tego rodzaju utworów. Regulacja ta nie tworzy jednak zasady ogólnej pozwalającej na podobne, jednoznaczne ograniczenia autorskich praw osobistych twórcy, także w odniesieniu do innego rodzaju utworów. Ograniczenia autorskich praw osobistych twórcy znaleźć możemy również w art. 71 pr. aut., dającym prawo producentowi utworu audiowizualnego dokonywania tłumaczeń na różne wersje językowe. Przyjąć jednak należy, iż postulat modyfikacji postanowień ustawy, zmierzający do egzemplifikacji poszczególnych kategorii utworów i indywidualnego określenia zakresu autorskich praw osobistych przynależnych twórcy, jako zmierzający do nadmiernej kazuistyki, uznać należy, co do zasady, za chybiony.



Jak już zaznaczyłem, postęp techniki i ogólny rozwój gospodarczy wiąże się z powstawaniem nowych kategorii utworów i nowych pól ich eksploatacji. Czy zatem nie byłoby słusznym stworzenie ścisłych kryteriów, pozwalających na odpowiednie przypisanie twórcy (bądź nie) określonych osobistych praw autorskich, w zależności od spełnienia wskazanych przez ustawodawcę przesłanek ?



Próbę stworzenia takiej konstrukcji podjął A. Dietz.[5] Stworzony przez niego katalog kryteriów, których łączne spełnienie pozwalałoby na wytyczanie, w indywidualnych przypadkach, granic przysługujących twórcy autorskich praw osobistych, stanowiąc tym samym wyznacznik „dozwolonego wykorzystania” praw przynależnych innemu podmiotowi, tzw. fair use, obejmować by miał w szczególności następujące przesłanki :



-          rodzaj, wartość i przeznaczenie dzieła;

-          charakter i zakres modyfikacji;

-          odwracalny lub nieodwracalny charakter zmian;

-          okoliczności stworzenia utworu w ramach stosunku pracy;

-          okoliczność czy zamawiający miał wpływ na ostateczny kształt utworu.



Konstrukcja fair use zmierza zatem do stworzenia nowej normy pozwalającej (w ściśle, enumeratywnie wskazanych przypadkach) na korzystanie z wyników pracy twórczej, bez konieczności poszanowania autorskich praw osobistych twórcy.



Pomysł ten wydaje się być równie ciekawy co niebezpieczny. Odnieść go przy tym należy do tej kategorii utworów, w których „przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze” jest znikomy lub wątpliwy. Znajdą się tu zatem wszelkiego rodzaju utwory, które najczęściej spotykamy w obrocie gospodarczym, a zatem utwory reklamowe, slogany reklamowe, książki kucharskie, projekty dokumentacji technicznej, projekty wzorów zdobniczych, czy projekty znaków towarowych. To właśnie w odniesieniu do tej kategorii utworów, problem przynależnych twórcy autorskich praw osobistych wydaje się być szczególnie istotny. Oczywiście można by tu powrócić do wykładni literalnej zapisu art. 16 pr. aut. gwarantującego określony pakiet autorskich praw osobistych twórcy, w każdym przypadku uznania wyników jego pracy za utwór. Podejście takie uznać jednak należy za nazbyt restryktywne, gdyż nie uwzględnia ono, co do zasady, siły więzi twórcy z utworem.



Można by zatem postulować taką wykładnie postanowień pr. aut., w której zarówno charakter jak i zakres więzi twórcy z utworem (chroniącej szeroko rozumiany interes twórcy), wyznaczałby granice przysługujących twórcy autorskich praw osobistych.[6] W takim przypadku wyszczególnienie zawarte w art. 16 pr. aut., traktować by należało jedynie jako przykładowe wskazanie istniejących możliwości, a nie źródło prawa podmiotowego. Konstrukcja taka, stałaby zatem w oczywistej sprzeczności z brzmieniem postanowień samej ustawy, o tyle jednak, o ile uznalibyśmy dokonane przez ustawodawcę wskazanie autorskich praw osobistych twórcy, za minimalny katalog przynależnych twórcy praw, których ograniczenie może zostać dokonane jedynie na podstawie nowelizacji samej ustawy lub regulacji szczególnych, tak jak ma to miejsce np. w odniesieniu do wyżej wskazanych przypadków programów komputerowych, czy utworów audiowizualnych.



Powinniśmy zatem postawić pytanie, czy wyliczenie autorskich praw osobistych dokonane w art. 16 pr. aut. stanowi źródło prawa podmiotowego, czy też jest tylko przykładowym wskazaniem kierunku interpretacji pojęcia „więzi” twórcy z utworem. [7] O ile uznamy za słuszny pogląd drugi, co znajduje wyraz w praktyce np. eksploatacji utworów o charakterze i przeznaczeniu czysto gospodarczym, przedstawiona powyżej koncepcja A. Dietz’a, stanowić by mogła jedną z dróg, którą można by podążyć celem rozwiania istniejących wątpliwości, co do przysługujących twórcom poszczególnych autorskich praw osobistych. Doprowadziłoby to do dualizacji podejścia do twórczych efektów pracy człowieka, znajdującej jedynie pośrednie uzasadnienie w unormowaniach ustawowych. Będąc konsekwentnym, należałoby zatem postulować nowelizację pr. aut. poprzez dodanie rozdziału poświęconego szczególnym regulacjom odnoszącym się do utworów o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym. Rozpatrzymy zatem ewentualne możliwości, konsekwencje i celowość wprowadzenia tego typu regulacji.



Obserwacja istniejących praktyk postępowania przedsiębiorców w relacjach z twórcą utworu o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym nakazywałaby uznać tego typu nowelizację ustawy za uzasadnioną. Koncepcja A. Dietz’a mogłaby zatem być pomocną, poprzez wskazanie, jak to wyżej zostało zaznaczone, iż utwory, w odniesieniu do których postulować by można ograniczenie autorskich praw osobistych twórcy, eksploatowane w oparciu o zasadę fair use, stanowią wspólną grupę utworów o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym, a co za tym idzie, poddane by mogły być szczególnym unormowaniom prawa autorskiego. Z drugiej strony, stworzenie odrębnej regulacji, obejmującej utwory o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym, wiązałyby się z niebezpieczeństwem zaistnienia uogólnień, nie uwzględniających faktycznego, twórczego charakteru tego typu utworów. Podejście takie skazywałoby je tym samym na konieczność odniesienia się do zawężonej ochrony praw twórcy, z uwagi na istnienie domniemania słabszej więzi twórcy z tego typu utworem, co nie zawsze byłoby wyznacznikiem stanu faktycznego.



Oczywiście postawić możemy pytanie jak dokonać wyróżnienia utworów o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym ? Jakie zastosować kryteria, aby uniknąć zarzutu, iż de facto każdy utwór stanowić może (i w większości przypadków stanowi) przedmiot obrotu gospodarczego ? Pomimo, iż nie zostało to w sposób jednoznaczny wskazany w doktrynie, spotkać już możemy podobne postulaty dokonania ograniczenia autorskich praw osobistych, właśnie z uwagi na gospodarczy charakter i przeznaczenie utworów, np. w odniesieniu do utworów reklamowych. Stworzenie katalogu utworów, które miałby być poddane odmiennym regulacjom, z uwagi na ich gospodarcze przeznaczenie i charakter, zawsze wiązać się będzie z ryzykiem dokonania uogólnień. Problem jednak w tym, czy z punktu widzenia pewności obrotu i stabilności prawa wprowadzenie takich uogólnień nie powinno zostać dokonane ? Alternatywą dla podobnego postulatu mogłoby być pozostanie przy obecnie obowiązujących regulacjach, z zastrzeżeniem jednak możliwości dokonywania ograniczenia autorskich praw osobistych twórcy np. w oparciu o przesłanki sformułowane przez A. Dietz’a.



Każda z wyżej wskazanych dróg postępowania ma swoje wady i zalety. Zdaniem moim, rozważyć jednak należy konieczność podjęcia działań zmierzających do uporządkowania obecnie funkcjonującego w praktyce, umownego ograniczania wykonywania autorskich praw osobistych twórcy ze względu na gospodarcze przeznaczenie i charakter utworu oraz z faktu tego interpretowaną nikłą więź twórcy z utworem. Jak już wspomniałem z przypadkami takimi mamy do czynienia np. w odniesieniu do utworów pracowniczych, czy reklamowych. I tak np. analizując siłę więzi twórcy z utworem przy założeniu, iż stworzony on został w ramach stosunku pracy, postuluje się w doktrynie przyjęcia stanowiska, iż samo przekazanie utworu pracodawcy, rozumieć należy jako zrzeczenie się przez twórcę prawa decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności.[8] Podobnie twórca utworu reklamowego powinien się liczyć z faktem braku oznaczenia utworu jego imieniem i nazwiskiem, czy nienaruszalności treści i formy lub decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności.[9] Co więcej, zdaniem niektórych przedstawicieli doktryny, samo domaganie się przez twórcę, w wyżej wskazanych przypadkach, respektowania jego autorskich praw osobistych mogłoby być interpretowane jako nadużycie prawa podmiotowego.[10] Zdaniem K. Grzybczyk wiązać należy to z faktem ogromnych nakładów finansowych poczynionych na kampanię reklamową oraz koniecznością uwzględnienia przez twórcę utartej w tej mierze praktyki. Swoistym „usprawiedliwieniem” takiego stanowiska miałoby być, zdaniem Autorki, wysokie wynagrodzenie pracowników agencji reklamowych czy koszty jakie zamawiający ponosi w związku z kampanią reklamową, jak i fakt, że reklama jest promocją towaru, a nie artysty.[11]



Wskazane przypadki są wyrazem takiej interpretacji postanowień art. 16 pr. aut., która de facto dezawuowałaby istniejące ograniczenia ustawowe, związane z koniecznością respektowania autorskich praw osobistych twórcy. Z podobnymi praktykami spotkać się zresztą możemy w odniesieniu do większości utworów o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym. W przypadkach tych intencję twórcy, zrzeczenia się wykonywania przysługujących mu autorskich praw osobistych, wywodzi się także ze „zgodnego zamiaru stron” w odniesieniu do utworów pracowniczych, czy prawa korzystania z utworu zgodnie z przyjętymi zwyczajami, co z kolei znajduje oparcie w zapisie art. 49. ust. 1 pr. aut. Powstała sytuacja, w związku z przywołaną wyżej praktyką, niesie ze sobą poważne wątpliwości co do prawnej pewności obrotu gospodarczego.



Dlatego też za godny uwagi uznać należy sformułowany powyżej postulat nowelizacji ustawy zmierzającej bądź do wyraźnego wskazania, iż autorskie prawa osobiste, określone w art. 16 pr. aut., stanowią jedynie wyraz więzi twórcy z utworem, a ich konkretyzacja powinna być każdorazowo, indywidualnie określona w zależności od np. rodzaju i przeznaczenia utworu, bądź do stworzenia odrębnego rozdziału poświęconego szczególnym unormowaniom utworów o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym.



Niezależnie od wyboru którejkolwiek z powyżej sformułowanych dróg, przedstawiony przez A. Dietz’a katalog przesłanek warunkujących możliwość korzystania z utworu w ramach przytoczonego powyżej „dozwolonego użytku”, można by uzupełnić o kryteria odnoszące się np. do zakresu przeniesienia autorskich praw majątkowych, czy chociażby nie tylko zakresu faktycznej modyfikacji utworu, ale i zakresu zgody na dokonywanie takich modyfikacji. Twórca przenosząc autorskie prawa majątkowe wyraża zgodę na wykorzystanie jego utworu na wyraźnie wskazanych w umowie polach eksploatacji. Przyjęcie zatem założenia, że nie ma on świadomości co do faktycznej lub ekonomicznie nieuzasadnionej, niemożności poszanowania przez nabywcę autorskich praw majątkowych, przynależnych twórcy, autorskich prawa osobistych, stałaby w sprzeczności z postanowieniami art. 49 ust. 1 pr. aut. i mogłaby stanowić podstawę do postawienia zarzutu nadużycia prawa podmiotowego, w oparciu o art. 5 k.c. Oczywiście argument w postaci konieczności uwzględnienia przyjętych zwyczajów, czy świadomości twórcy co do istniejących unormowań rynkowych, można by dość łatwo obalić, wskazując na wymóg posiadania przez nabywcę autorskich praw majątkowych świadomości poszanowania autorskich praw osobistych twórcy, w sposób wyraźny wskazanych w art. 16 pr. aut. Mamy zatem do czynienia z dylematem, rodzącym pytanie, czy z punktu widzenia pewności obrotu postulować by należało bezwzględne poszanowanie autorskich praw osobistych twórcy, w pełnym zakresie wskazanym w art. 16 pr. aut. ?



Możliwość uznania za ważne umów o zrzeczeniu się wykonywania wobec określonej osoby, wskazanego w umowie autorskiego prawa osobistego lub zezwolenia na wykonywanie takiego prawa przez osoby trzecie, jest dość powszechnie uznana w doktrynie.[12] Z podobną aprobatą spotkał się także pogląd o możliwości uznania postanowień takich umów za bezskuteczne, w przypadku zmiany decyzji przez twórcę, już po zawarciu umowy.[13] W takim przypadku, zdaniem niektórych przedstawicieli doktryny, niedoszłemu nabywcy tych praw, przysługiwałoby jedynie roszczenie o naprawienie szkód, powstałych w związku ze zmianą stanowiska przez twórcę. Pogląd taki jest właśnie wyrazem, z jednej strony bezsilności związanej z koniecznością pogodzenia interesów obu stron, przy poszanowaniu faktu niezbywalności autorskich praw osobistych, z drugiej zaś kreuje fikcję w postaci postulatu tworzenia umów, których realizacja, co do zasady, jak postaram się wykazać poniżej, może być wątpliwa.



Przyjęta powyżej konstrukcja oparta została, jak tylko mogę przypuszczać, przy braku wyraźnego jej odniesienia do konkretnych unormowań ustawowych, na postanowieniach art. 471 k.c. lub ewentualnie analogii art. 56 pr. aut. Zastosowanie jednak takiej analogii nie wydaje się słuszne, z uwagi chociażby na przywołaną powyżej wątpliwość co do możliwości postawienia zarzutu nadużycia prawa podmiotowego, w oparciu o art. 5 k.c. w przypadku nie respektowania przez twórcę postanowień umowy o zrzeczeniu się prawa wykonywania autorskich praw osobistych, względem określonego podmiotu lub upoważnieniu osoby trzeciej do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy. Wątpliwe wydaje się również analogiczne zastosowanie art. 56 pr. aut. (zawartego przecież w rozdziale poświęconym autorskim prawom majątkowym) do przypadków, w których powodem wypowiedzenia umowy przez twórcę jest zmiana jego decyzji co do konieczności respektowania przez drugą stronę przynależnych mu autorskich praw osobistych. Co więcej, oparcie się o postanowienia tego artykułu doprowadziłoby do kolejnego podziału, z uwagi na niemożność odniesienia się do niego przez twórców utworów wskazanych w art. 56 ust. 4 pr. aut.



J.Barta i R. Markiewicz słusznie uznali, że autorskim prawom osobistym przysługuje swoiste pierwszeństwo wobec praw majątkowych, w tym sensie, że gdy dla realizacji autorskich praw majątkowych niezbędne jest uzyskanie odpowiedniej zgody podmiotu autorskich praw osobistych - to bez takiej zgody prawa majątkowe nie mogą być wykonywane. [14] Jeżeli zatem dojdzie do wypowiedzenia umowy przez twórcę z uwagi na zmianę przez niego decyzji co do możliwości wykonywania przez osoby trzecie przysługujących twórcy autorskich prawa osobistych, to czy :

-          drugiej stronie umowy przysługuje prawo rozpowszechniania lub innego korzystania z utworów, zgodnie z umową, w przypadku braku zabezpieczenia szkód ze strony twórcy, gdyż takie działanie twórcy uznane być może za nadużycie prawa podmiotowego oraz, czy

-          druga strona umowy jest zobowiązana do respektowania woli twórcy, niezależnie od możliwości zabezpieczenia przez twórcę ewentualnych szkód na jakie mógłby zostać narażony kontrahent, z uwagi na prymat autorskich praw osobistych nad majątkowymi ?



Doktryna uznaje za słuszne stanowisko pierwsze[15]. Niezależnie od pragmatyzmu stojącego za takim rozwiązaniem, do czasu postulowanej nowelizacji prawa autorskiego, stałoby ono, zdaniem moim, w sprzeczności z jego postanowieniami. Prymat autorskich praw osobistych, rozumiany w sposób wyżej wskazany, nakazywałby bowiem poszanowanie woli twórcy, niezależnie od faktycznych możliwości zabezpieczenia przez niego roszczeń drugiej strony umowy. Przyjęcie takiej koncepcji, w sposób oczywisty  budziłoby rozdźwięk pomiędzy elementarnymi zasadami sprawiedliwości, a literą prawa. Ponieważ jednak uzasadnienie prawne podobnego rozejścia się przepisów i poczucia sprawiedliwości zdaje się być możliwe, postulat weryfikacji ustawy, pod tym kątem, wydaje się być zasadny.



Podmiotem jedynie uprawnionym do wykonywania autorskich praw osobistych jest twórca. Postawmy zatem pytanie, czy jest wykonaniem przysługujących twórcy praw, umowne zrzeczenie się prawa wykonywania autorskich praw osobistych, względem określonego podmiotu lub upoważnienie osoby trzeciej do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy ? Skoro uznajemy prymat autorskich praw osobistych i wątpliwym pozostają podstawy uzależnienia możliwości zmiany decyzji przez twórcę, już po podpisaniu umowy, od zabezpieczenia przez niego szkód na jakie mogłaby zostać narażona druga strona umowy, to czy nie należałoby uznać zawartej przez strony umowy za bezwzględnie nieważną ? Powyższe argumenty stałyby w pełnej spójności z poglądem o uznaniu umów o zrzeczeniu się wykonywania autorskich praw osobistych za próbę obejścia ustawy, zgodnie z art. 58 k.c. Istnieje bowiem możliwość wykładni, która nakazywałaby przyjąć, iż usankcjonowane praktyką działania polegające na zawieraniu umów o zrzeczeniu się przez twórcę wykonywania autorskich praw osobistych, stoją w sprzeczności z intencją ustawodawcy, zawartą w wyraźnie sformułowanym zakazie zrzeczenia się tych praw (art. 16 pr. aut.). Ponieważ zatem, jak należy domniemywać, pragnieniem ustawodawcy było, aby autorskie prawa osobiste pozostały jedynie po stronie twórcy, konstrukcję umożliwiającą ich wykonywanie przez osoby trzecie, uznać by można za próbę obejścia ustawy, w rozumieniu o art. 58 k.c. Inaczej mówiąc, czynność prawną związaną z zawarciem umowy przez twórcę o zrzeczeniu się wykonywania przez niego autorskich praw osobistych, traktować by należało jako nieważną, a ewentualne roszczenia niedoszłego nabywcy tych praw za bezzasadne.



Kontrargumentem dla podobnego wywodu mogłaby być literalna interpretacja postanowień art. 16 pr. aut. Zgodnie bowiem z jego zapisami autorskie prawa osobiste nie podlegają zrzeczeniu, co jednak nie stoi w sprzeczności z możliwością zrzeczenia się wykonywania tych praw, które nadal pozostałyby przy twórcy, umożliwiając mu ich wykonywanie np. w odniesieniu do utworu, w oparciu o czynności prawne dokonane względem innych podmiotów lub eksploatacje ich na innych polach eksploatacji, niż wskazane w umowie o zrzeczeniu się prawa do wykonywania autorskich praw osobistych. Co więcej, samo wyrażenie przez twórcę zgody na wykonywanie przynależnych mu autorskich praw osobistych, nie musi stać w sprzeczności z zerwaniem więzi twórcy z utworem, skoro taką właśnie wolę wyraził sam twórca.[16] Czy jednak podobna interpretacja, pomimo jej bezsprzecznie funkcjonalnych i pragmatycznych przesłanek, powinna zostać dopuszczona, biorąc pod uwagę szczególny przedmiot do jakiego się odnosi, tj. efekty twórczej działalności człowieka oraz szczególny reżim jakiemu został on poddany, czy chociażby wykładnie celowościową art. 16 pr. aut. Dopuszczenie stosowania takiej interpretacji w odniesieniu do innych praw, nie rodzi moich wątpliwości. Jednakże autorskie prawa osobiste stanowiąc emanacje więź twórcy z utworem, poddane być powinny szczególnym, ostrzejszym kryteriom.



Fakt ten dostrzegają zresztą sami zwolennicy koncepcji dopuszczalności stosowania umów o zrzeczeniu się wykonywania autorskich praw osobistych, postulując możliwość nie respektowania postanowień takich umów przez twórcę. Dodają jednak, co może budzić kontrowersje, iż w takim przypadku zobowiązany będzie on do naprawienia wyrządzonej szkody. Swoistego rodzaju wyznacznikiem powstałej niepewności prawnej jest dopuszczenie do umownej „klasyfikacji” siły więzi twórcy z utworem, zakładającej, iż zakres umowy o zrzeczeniu się wykonywania autorskich praw osobistych, jest dopuszczalny w przypadku zgody co do pierwszego udostępnienia utworu publiczności, ale nie jest już dozwolony w przypadku zgody co do dokonywania modyfikacji lub uzupełnień utworu.[17] Pogląd taki niesie ze sobą wyjątkowo niebezpieczne inklinacje praktyczne będąc, jak się zdaje, najlepszym argumentem przemawiającym za koniecznością, postulowanej wyżej, nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.



Pragnę na koniec zwrócić uwagę na niezwykle interesujący przypadek podejścia do jednej z fundamentalnych cech charakteryzujących autorskie prawa osobiste, jaką jest fakt braku ich ograniczenia w czasie. [18] Wskazać należy na słuszne, zdaniem moim, spostrzeżenie J. Barty i R. Markiewicza, iż autorskie prawa osobiste, wraz z upływem czasu, przekształcają się w dobro narodowe, którego ochrona leży w interesie ogólnospołecznym.[19] Z punktu widzenia przedmiotu niniejszego opracowania, spostrzeżenie to jest o tyle doniosłe, iż przypadki komercyjnego wykorzystywania utworów, stanowiących dorobek kultury polskiej, stają się ostatnio coraz częstsze. Za dyskusyjne uznać natomiast należy, czy słuszną drogą jego ochrony jest droga jaką przyjął ustawodawca np. w odniesieniu do ochrony dziedzictwa Fryderyka Chopina.[20] Nie kwestionując wkładu Fryderyka Chopina w całokształt kultury polskiej, konieczność ochrony wszelkich innych utworów powszechnie uznanych za dobro ogólnonarodowe, przemawia za przyjęciem rozwiązań systemowych, a nie tworzeniem unormowań prowadzących do nadmiernej kazuistyki. Rozwiązanie takie zostało usankcjonowane w art. 78 ust. 4 pr. aut. poprzez przyznanie, stowarzyszeniu twórców właściwemu ze względu na rodzaj twórczości, jak również organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, która zarządzała prawami autorskimi zmarłego twórcy, prawa wystąpienia z powództwem o ochronę autorskich praw osobistych zmarłego twórcy. Regulacja ta nie do końca jednak uporała się z problem ochrony autorskich praw osobistych zmarłych twórców. Powstaje bowiem pytanie, czy należy ją również odnieść do tych utworów, które nigdy nie były objęte ochroną prawa autorskiego. Z punktu widzenia przedmiotu niniejszego opracowania, spostrzeżenie to jest o tyle istotne, iż przypadki komercyjnego wykorzystywania utworów stanowiących dorobek kultury polskiej, stają się ostatnio coraz częstsze. Dlatego też, celem uniknięcia konieczności tworzenia katalogu uznanych twórców i poddania ich twórczości szczególnym rygorom ustawowym, postulować by należało zmianę przepisów, poprzez jednoznaczne wskazanie, iż przyznane, w art. 7 ust. 2 ustawy o ochronie dziedzictwa Fryderyka Chopina, ministrowi właściwemu do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, uprawnienia, przysługują mu także w odniesieniu do innych utworów, które nigdy nie były objęte ochroną prawa autorskiego.



[1] Zob. art. 16 ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. Nr 24, poz. 83)

[2] Zdaniem S. Rittermana „autorskie prawa osobiste chronią węzeł uczuciowy, jaki wiąże twórcę z dziełem przed wszystkimi bezzasadnymi aktami, któreby mogły uczucia twórcy dla jego dzieła zadrasnąć”. Por. S. Ritterman, Komentarz do ustawy o prawie autorskim, Kraków 1937, s. 7. Zgodnie z opinią S. Grzybowskiego osobiste prawa autorskie dotyczą przypadków „zmącenia spokoju psychicznego”. Por. S. Grzybowski, A. Kopff, J. Serda „Zagadnienia prawa autorskiego”, Warszawa 1973, s. 249.

[3] „Komentarz do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych” pod red. J.Barta, R.Markiewicz, Dom Wydawniczy ABC, wydanie II, 2001r., s. 208.

[4] Rozwiązaniem tego dylematu mogłaby być, zgodnie z sugestią S.Grzybowskiego, ocena, które interesy mają przeważające znaczenie. Świadomość prawna społeczeństwa oraz panujące zasady moralności i zasady współżycia społecznego będą - zdaniem Autora - stanowiły wskazówkę w podejmowaniu decyzji w wypadkach wątpliwych. Por. S.Grzybowski „Ochrona dóbr osobistych według przepisów ogólnych prawa cywilnego”, Warszawa 1957, s. 77. Trudno nie zgodzić się z tym poglądem, w przypadku oceny interesów stron, już po fakcie zaistnienia konfliktu interesów. Niestety jednak, problem ten wydaje się być o tyle szerszym, że (celem zapewnienia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego) wymagałby sprecyzowania już na etapie dojścia stron do porozumienia, a nie być rozstrzyganym dopiero z chwilą zaistnienia sporu.

[5] Powoł. za J.Barta, R.Markiewicz „Komentarz …” op. cit., s. 200.

[6] Zdaniem J. Serdy w przypadku dzieł chodzi raczej nie o interesy związane z uczuciem, lecz o interesy osobiste podyktowane różnymi względami. Por. J. Serda, Prawo autorskie do dzieła filmowego, Warszawa 1970, s. 71.

[7] O istnieniu więzi przesądza pierwotnie fakt ucieleśnienia w dziele osobowości twórcy; w wyniku tego dochodzi do powstania szczególnej relacji między twórcą a dziełem. Relacja ta, poza emocjonalną, angażuje także inne sfery osobowości, m. in. racjonalną, wolicjonalną. Wyraża się nie tylko w tym, że podmiot doznaje uczucia przykrości, ale i w tym, że uznaje - racjonalnie - określony stan rzeczy za niepożądany i dąży do jego zmiany. Istnienie więzi jest więc z pewnością zjawiskiem wykraczającym poza sferę uczuć; brak reakcji uczuciowej nie świadczy o braku więzi twórcy z utworem. Zatem twierdzenie o nieprzydatności kategorii więzi, gdy brak aspektu emocjonalnego w relacji twórcy z dziełem, jest nieuprawnione. Zob. A.Wojciechowska „Autorskie prawa osobiste twórców dzieła audiowizulanego”, Kantor Wydawniczy Zakamycze, Kraków 1999r., s.37

[8] Zob. J.Barta,, R.Markiewicz „Komentarz …”op.cit., s. 208.

[9] Za słuszne należy uznać stanowisko A.Wojciechowskiej odnoszące się do nagannej praktyki pomijania nazwisk twórców utworów reklamowych. Autorka, słusznie zauważa, że „powołanie się przez doktrynę na ograniczenia wynikające z „technicznych barier” towarzyszących rozpowszechnianiu tego rodzaju utworów nie może przesądzać sprawy, gdyż, zdaniem Autorki (przyp. aut.), istnieje szansa ich usunięcia. Prawo autorskie nie ogranicza bowiem twórców w wyborze formy sygnowania dzieła: mogą to być inicjały, logo, sygnał dźwiękowy. (…) Utrwalenie nawyku pomijania autorstwa w związku z prezentacją krótkich utworów audiowizualnych Autorka (przyp. aut) uważa za zjawisko wysoce niebezpieczne. A.Wojciechowska „Autorskie …”, op.cit., s.120 i n.

[10] Zdaniem S.Sołtysińskiego kontrahent umowy o eksploatację dzieła, ingerujący w sferę dóbr osobistych twórcy, nie będzie uważany za naruszającego prawa osobiste, jeśli powołanie się twórcy na przysługujące mu prawa stanowiłoby nadużycie prawa. Por. S. Sołtysiński, „Dysponowanie autorskimi uprawnieniami osobistymi (w:) Prace z prawa cywilnego wydane dla uczczenia pracy naukowej prof. J.S.Piątkowskiego” Ossolineum 1985, s. 48. Także K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe i jego twórca” Wydawnictwo C.H.Beck, Warszawa 1999, s. 136. Zdaniem S.Grzybowskiego o naruszeniu dobra osobistego można mówić tylko wtedy, ale i zawsze wtedy, gdy naruszenie dobra osobistego wywołało odczucie naruszenia tych niemajątkowych, indywidualnych wartości. S. Grzybowski, „Ochrona….”, op.cit. s. 79.

[11] Np. zob. K. Grzybczyk „Dzieło …”, Warszawa 1999, s. 136. Zdaniem moim na aprobatę zasługuje pogląd wyrażony przez A.Wojciechowską, która stwierdza, iż wątpliwym wydaje się uznanie, aby „zgoda twórcy mogła być wyrażona w sposób dorozumiany i wywiedziona ze specyficznego celu umowy o stworzenie reklamy. Zdaniem Autorki (przyp.aut.) powinna być ona zawarta w wyraźnym postanowieniu umowy. Tylko w tej formie twórca może dać wyraz przekonaniu, że akceptuje pominiecie jego nazwiska przy prezentacji dzieła. (…) Pominięcie nazwiska w przedstawionych sytuacjach jest naruszeniem prawa do autorstwa, chyba że twórca w wyraźnym postanowieniu umownym zgodził się na nie. A.Wojciechowska „Autorskie …”, op. cit., s 121.

[12] Stanowisko takie zajął między innymi S.Sołtysiński, twierdząc, że twórca może dysponować autorskimi uprawnieniami osobistymi, zwykle w drodze obciążenia praw, niekiedy zaś zrzeczenia się lub zniesienia uprawnień. Prawo osobiste autora w czasie trwania obciążenia jest nadal skuteczne wobec osób trzecich, a w razie wygaśnięcia obciążenia powraca do swego pierwotnego kształtu. Zezwolenie na ograniczenie prawa - inaczej niż zgoda na wykonywanie praw - nie jest, zdaniem autora, odwołalne; dzięki temu kontrahent twórcy może spokojnie realizować cel umowy. Por. S. Sołtysiński, Dysponowanie…,op. cit., s. 61-63. Zob. .też  M. Poźniak - Niedzielska, Autorstwo dzieła filmowego, Warszawa 1968, s. 244-245 oraz J. Barta i R.Markiewicz  „Komentarz …”  op. cit., s.195. Także K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe …” op. cit., s.134.

[13] Zob. K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe …”op. cit., s.148

[14] Zob. J.Barta,, R.Markiewicz „Komentarz …”  op. cit., s.198

[15] K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe …” op. cit., s. 148.

[16] Zdaniem A.Wojciechowskiej można przyjąć jako generalną zasadę, iż zgoda uchyla bezprawność naruszenia w granicach, które mogą być określone tylko w odniesieniu do poszczególnego aspektu więzi twórcy z utworem.(…). Pomimo poważnych różnic w ocenie funkcji zgody w uchyleniu bezprawności, przedstawiciele nauki prawa są zgodni co do tego, że ocena tej funkcji powinna być zróżnicowana w odniesieniu do poszczególnych rodzajów dóbr osobistych, a nawet kategorii dzieł. A.Wojciechowska „Autorskie …”,op. cit. s. 35. Por. także J. Barta i R. Markiewicz „Komentarz…,” op. cit. s. 137 oraz M.Poźniak-Niedzielska, „Autorstwo…”, op. cit., s. 245-246 oraz S.Sołtysiński, „Dysponowanie…”, op. cit. s. 53. Wnioskować z tego należy, że skoro nie moglibyśmy przypisać przymiotu bezprawności określonemu działaniu twórcy lub podmiotu, który nabył prawo do wykonywania autorskich praw osobistych lub względem którego twórca zrzekł się wykonywania tych praw, to działanie takie nie mogłoby podpadać pod dyspozycje art. 58 k.c. Stanowisko takie, mogłoby zastać uznane za zasadne ale jedynie w odniesieniu do poszczególnych rodzajów dóbr autorskich. Jako generalna zasada, pogląd taki wydaje się kontrowersyjny.

[17] K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe …” op. cit., s.148

[18] Pominę tutaj rozważania na temat zasadności ochrony, po śmierci twórcy, przynależnych mu praw osobistych, stanowiących przecież wyznacznik jego więzi z utworem. Ustawodawca przyznał bowiem osobom bliskim legitymację czynną do ochrony tych praw expressis verbis w art. 78 ust. 2 pr. aut. pomimo, zdaniem moim, trudności w wykazaniu możliwości scedowania łączącej twórcę z utworem więzi na jakiekolwiek osoby trzecie. Celem zasygnalizowania pragnę nadmienić jedynie, że problematyka ta spotkała się z różnym podejściem przedstawicieli doktryny prawa. I tak np. J.Barta i R.Markiewicz poddają w wątpliwość, czy treść autorskich dóbr osobistych po śmierci twórcy jest tożsama z treścią autorskich praw osobistych twórcy żyjącego. Por. J.Barta i R.Markiewicz, „Konentarz…”, op. cit., s. 498 i n.). E. Wojnicka opowiada się za uznaniem, iż prawa twórcy nie mogą trwać dłużej niż okres życia twórcy. Por. E.Wojnicka, „Ochrona …”, op. cit., s. 270 i n.). A. Wojciechowska natomiast nie podziela żadnego z tych stanowisk, twierdząc, iż „rekonstrukcja spójnego modelu integrującego wspomniane atrybuty nie jest niemożliwa, wymagałaby jednak uprzedniej reinterpretacji pojęcia więzi i jednocześnie odrzucenia gorsetu nie w pełni adekwatnych dla twórczości autorskiej konstrukcji prawa cywilnego. A zatem więź twórcy z utworem, ufundowana na obecności persona twórcy w dziele stanowiącym odrębny byt, nie powinna być rozumiana wyłącznie jako zaszłość psychiczna, nie jest więc wartością inherentną twórcy. Skoro jej istnienie ma wymiar interpersonalny, nie jest tak ściśle uzależnione od fizycznej obecności twórcy, nie jest oczywiste, że więź musi kończyć się wraz z jego śmiercią. A zatem, nie ma podstaw, by kategorię więzi podporządkować konstrukcjom właściwym prawu cywilnemu i przesądzać, że wraz ze śmiercią uprawnionego wygasają autorskie prawa osobiste, które mu służą. Por. A. Wojciechowaska, „Autorskie prawa osobiste …”, op. cit. s. 32).

[19] Zob. J.Barta,, R.Markiewicz „Komentarz …”  op. cit., s.195.

[20] Dz.U. Nr 16, poz. 168, 2001r.

 
Autorskie prawa majątkowe i osobiste twórcy dokumentacji projektowej programu komputerowego


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Autorskie prawa majątkowe i osobiste twórcy dokumentacji projektowej programu komputerowego


Zgodnie z brzemieniem art. 74 ust. 2 zd. 1 u.p.a. i p.p. ochrona przyznana programowi komputerowemu obejmuje wszelkie formy jego wyrażenia, w tym wszystkie formy dokumentacji projektowej, wytwórczej i użytkowej. Zapis tego artykułu w sposób jednoznaczny przyznaje ochronę prawną dokumentacji projektowej programu komputerowego, jako jednej z form jego wyrażenia. Zatem nie powinno budzi wątpliwości, iż twórcy dokumentacji projektowej przysługują autorskie prawa osobiste i majątkowe do dokumentacji projektowej programu komputerowego.



Powyższe uregulowanie prawne pozostawia jednak wiele wątpliwości, dotyczących zakresu tego prawa, tym bardziej zasadnych, gdy weźmiemy pod uwagę niezmiernie skąpe orzecznictwo i wypowiedzi doktryny prawa w przedmiotowej kwestii. Wątpliwości te pozostają w ścisłej relacji z brakiem ustawowej definicji pojęcia „programu komputerowego”. Nie dokonanie przez ustawodawcę sprecyzowania pojęcia „programu komputerowego” w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych stwarza konieczność poszukiwania odpowiedzi między innymi na następujące pytania :



    Czy dokumentację projektową traktować należy jako część składową programu komputerowego, czy jako odrębny utwór chroniony, zgodnie z brzmieniem art. 74 ust. 1 u.p.a. i p.p., „tak jak utwory literackie” ?



    Czy „wyrażenie” programu komputerowego na przykład tylko w postaci dokumentacji projektowej równoznaczne jest z powstaniem po stronie twórcy tej dokumentacji autorskich praw osobistych i majątkowych do programu komputerowego, jako jego współtwórcy ?



Uzyskanie odpowiedzi na wyżej postawione pytania pozwoli określić treść i zakres praw twórcy dokumentacji projektowej w stosunku do twórców samego oprogramowania (o ile uznamy, że dokumentacja projektowa nie stanowi części składowej programu komputerowego).



Odpowiadając na wyżej wskazane pytania stwierdzić, należy, że dokumentacją projektową są wszelkie formy dokumentacji, nawet w formie odręcznych zapisków, czy notatek, które pozwalając określić przyszły kształt programu spełniają jednocześnie wymogi stawiane utworowi przez art. 1 ust. 1 u.p.a. i p.p. Oznacza to, iż każda forma dokumentacji projektowej programu komputerowego, będąca „przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze”, korzystać będzie z ochrony z mocy art. 74 ust. 2 u.p.a. i p.p. Pozostaje jednak kwestią otwartą zakres tego prawa. Konieczność uzyskania odpowiedzi na powyżej postawione pytanie wynika z niezbyt szczęśliwego sformułowania ustawowego nie precyzującego, czy dokumentacja projektowa chroniona jest analogicznie (i tylko w takim samym zakresie) jak programy komputerowe, czy też szerzej tak jak utwory literackie ? Odpowiedź na to pytanie nie jest kwestią czysto akademicką z uwagi na odmiennie regulowaną ochronę utworów literackich i programów komputerowych. Odmienność ta przejawia się z jednej strony na zawężeniu ochrony przyznanej twórcy programu komputerowego z drugiej zaś na jej zwiększeniu na niektórych polach.



Zawężenie ochrony przyznanej twórcy programu komputerowego (oprócz ograniczeń przewidzianych w 75 u.p.a. i p.p.) i samej dokumentacji projektowej (o ile uznamy ją za część składową programu) w stosunku do utworów literackich, polega m.in. na :



-          ograniczeniu praw osobistych twórcy programu komputerowego poprzez wyłączenie praw przyznanych twórcom z mocy art. 16 pkt 3-5 u.p.a. i p.p. (prawo do nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania, prawo do decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności, prawo nadzoru nad sposobem korzystania z utworu);

-          możliwości czynienia zmian w utworze przez następcę prawnego praw do tego utworu (art. 49 ust. 2 u.p.a. i p.p.);

-          niemożliwości wypowiedzenia umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych z uwagi na istotne interesy twórcze twórcy programu komputerowego (art. 56 u.p.a. i p.p.);

-          zniesieniu obowiązku umożliwienia twórcy przed rozpowszechnieniem utworu przeprowadzenia nadzoru autorskiego (art. 60 u.p.a. i p.p.);



W przypadku uznania, iż dokumentacja projektowa stanowi część składową programu komputerowego, ochrona przyznana jej twórcy ulega również rozszerzeniu poprzez zawarcie w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych zakazu korzystania z programu komputerowego dla tzw. dozwolonego użytku osobistego - zakaz ten dotyczy nie tylko osób fizycznych ale i instytucji naukowych i oświatowych oraz bibliotek, archiwów, szkół i ośrodków informacji lub dokumentacji naukowo-technicznej (art. 77 w związku z art. 27, 28 i 30 u.p.a. i p.p.);



Jak wynika z powyższego, zakres ochrony praw należnych twórcy dokumentacji projektowej programu komputerowego może zostać, w sposób znaczny, zróżnicowany w zależności od tego, czy uznamy ją za część składową programu komputerowego, czy też nie. Literalne brzmienie art. 74 ust. 2 u.p.a. i p.p. nakazywałoby przyjąć, iż twórcy dokumentacji projektowej przysługuje taka sama ochrona jaka przyznana została programowi komputerowemu. Czy jednak użyte w przedmiotowym przepisie, przykładowe wyliczenie „form wyrażenia” programu komputerowego, zawierające w sobie dokumentacje projektową, rzeczywiście wskazuje na fakt, iż intencją ustawodawcy było zrównanie praw twórcy dokumentacji projektowej z prawami przysługującymi twórcom programu komputerowego ? Odpowiedź na to pytanie, powinna być pozytywna, tzn. ochrona twórcy dokumentacji projektowej jest analogiczna do ochrony przyznanej twórcy programu komputerowego. Nie widzę tutaj podstaw do zastosowania wykładni rozszerzającej. Odmienne stanowisko nie znajduje swego uzasadnienia także w oparciu o wykładnie funkcjonalną i systemową przedmiotowego przepisu.



Powyższego nie zmienia fakt, iż istnieją i inne, możliwe formy wyrażenia programu komputerowego, których ochrona oparta zostanie na innych zasadach, tzn. tych jakie przypisane zostały ochronie utworów literackich. Wyrażenie zatem programu komputerowego w postaci innego utworu, np. nie związanego ściśle z faktem tworzenia programu komputerowego, skutkować będzie przyznaniem takiemu utworowi ochrony analogicznej do ochrony utworów literackich.





Odpowiedź na drugie z postawionych powyżej pytań uzależniona jest od określenia, czy dokumentacja projektowa stanowi część składową programu komputerowego, czy też odrębny utwór. Jak już wyżej wskazałem, z uwagi na brak ustawowej definicji programu komputerowego nie sposób jest uzyskać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. A odpowiedź ta ma ogromne znaczenie z uwagi na odmienne uprawnienia przysługujące :



a)      twórcy dokumentacji projektowej w przypadku uznania, iż jest ona częścią składową programu komputerowego - znajdą wówczas zastosowanie przepisy określające prawa przysługujące współtwórcy utworu, czy też

b)      dokumentacja projektowa stanowi odrębny utwór, na podstawie którego dochodzi do opracowania programu komputerowego - wówczas znajdą zastosowanie przepisy prawa autorskiego dotyczące praw zależnych.



Przedstawiona powyżej wykładania przepisu art. 74 ust. 2 u.p.a. i p.p. dotycząca zakresu jego obowiązywania w odniesieniu do dokumentacji projektowej programu komputerowego nie daje jednak odpowiedzi na wyżej postawione pytanie. Opierając się jednak na doktrynie prawa, podejmującej próby zdefiniowania pojęcia programu komputerowego stwierdzić należy, iż dokumentacja projektowa nie stanowi jego części składowej a odrębny utwór. Zasadności takiej interpretacji nie zmienia fakt, wyżej wskazanego przyznania dokumentacji projektowej ochrony analogicznej do tej jaka przyznana została programom komputerowym.



Z faktem uznania dokumentacji projektowej za odrębny od programu komputerowego utwór wiążą się następujące skutki praktyczne :



-          stworzenie programu komputerowego w oparciu o przedstawioną przez twórcę dokumentację projektową stanowić będzie jej opracowanie;

-          na rozporządzanie i korzystanie z takiego opracowania dokumentacji projektowej wymagane jest zezwolenie jej twórcy (art. 2 ust. 2 u.p.a. i p.p.);

-          na egzemplarzach opracowania (programu komputerowego) należy wymienić m.in. twórcę dokumentacji projektowej.

Reasumując jeszcze raz podkreślić należy, iż twórcy dokumentacji projektowej do programu komputerowego przysługują autorskie prawa osobiste i majątkowe. Zakres przyznanych twórcy praw jest analogiczny do praw jakie posiada twórca programu komputerowego. Stworzenie, w oparciu o dokumentacje projektową, programu komputerowego nie wymaga zgody twórcy takiej dokumentacji, ale zgoda taka jest już konieczna w przypadku rozporządzania i korzystania z takiego programu komputerowego.

 
Nadużycie praw podmiotowych w związku z wykonywaniem autorskich praw osobistych


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Nadużycie praw podmiotowych w związku z wykonywaniem autorskich praw osobistych


Z uwagi na niezwykle obszerny zakres problematyki związanej z prawami podmiotowymi pragnę zaznaczyć, iż zmuszony byłem do ograniczenia rozważań odnoszących się do konstrukcji praw podmiotowych i ich nadużycia, skupiając się głównie na możliwych stanach faktycznych związanych z relacjami twórca - podmiot, któremu przysługuje prawo do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy lub względem którego twórca zrzekł się wykonywania swoich praw.[1] Dla czytelności późniejszych rozważań posługiwać się będę pojęciem „podmiot uprawniony” dla podmiotu, któremu przysługuje prawo do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy lub względem którego twórca zrzekł się wykonywania swoich praw.[2] Pominę również kwestie, czy autorskie prawa osobiste stanowią dobra osobiste w rozumieniu Kodeksu cywilnego.[3] Wychodzę z założenia, iż autorskie prawa osobiste stanowią przyznane twórcy prawa podmiotowe, których granice wyznaczają między innymi zasady współżycia społecznego, ustalone zwyczaje, dobre obyczaje, czy społeczno-gospodarcze przeznaczenie prawa.[4]



Złożenie przez twórcę oświadczenia woli, poprzez zaakceptowanie treści umowy zakładającej ograniczenie autorskich praw osobistych twórcy względem określonego podmiotu uprawnionego, stanowi niewątpliwie wykonywanie przynależnych twórcy praw podmiotowych, zagwarantowanych twórcy mocą postanowień Pr.Aut. Podmiot uprawniony, w taki a nie inny sposób kształtując umowę z twórcą i wskazując w sposób wyraźny wolę wykonywania autorskich praw osobistych twórcy, ewentualnie określając również sposób, w jaki to będzie czynione - zmierza do zabezpieczenia własnych interesów.[5] Słusznie zauważa Z. Radwański, iż wykonywanie prawa podmiotowego (czynienie „ze swego prawa użytku” art. 5 K.c.) polega na realizacji przed podmiot stanów rzeczy lub zachowań zmierzających do uzyskania lub zabezpieczenia prawnie uznanych interesów tego podmiotu, ze względu na które obowiązujące normy prawne wyznaczyły dane prawo podmiotowe.[6] Twórca wyrażając zgodę na ograniczenie przysługujących mu praw może :



-                wyrazić zgodę na wykonywanie autorskich praw osobistych przez inny podmiot lub

-                wyrazić zgodę na okoliczność, iż nie będzie on wykonywał swoich praw względem określonego podmiotu.



Oczywiście powstaje pytanie, czy i kiedy żądanie twórcy respektowania jego autorskich praw osobistych pozostaje w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego.[7] Kiedy będziemy mogli powiedzieć, że podmiot uprawniony lub twórca będą wykonywali swoje prawa ? Pragnę zwrócić uwagę na niezwykłą doniosłość omawianego zagadnienia. Dla pewności obrotu związanego z prawami autorskimi fundamentalne znaczenie będzie miało zatem uzyskanie odpowiedzi na pytanie w którym momencie podmiot uprawniony narusza autorskie prawa osobiste twórcy, gdzie kończy się granica dozwolonego użytku a zaczyna naruszenie prawa, kiedy będziemy mieli do czynienia z niedozwoloną ingerencją w prawa twórcy, a kiedy tylko ze zmianami wynikającymi z oczywistej konieczności, irrelewantnymi z punktu widzenia praw podmiotowych twórcy ?



Każde zdarzenie związane z wykonywaniem autorskich praw osobistych twórcy zmuszeni jesteśmy rozpatrywać indywidualnie. Pomimo faktu, że utwór aby mógł być uznany za przedmiot podlegający ochronie przepisów Pr. Aut. musi się odznaczać indywidualizmem, zawierać pierwiastek twórczy, można się pokusić o stworzenie elementarnych założeń, na których oprzeć będziemy mogli interpretacje przepisów prawa i zasad współżycia społecznego w związku z wykonywaniem autorskich praw osobistych twórcy.[8] Choć więź łącząca twórcę z utworem może być różna, w zależności np. od stosunku twórcy do utworu, upływu czasu, czynników związanych z procesem tworzenia (sytuacji, w jakiej doszło do stworzenia utworu) przyjąć musimy pewne stałe, które pozwolą na określenie niektórych zdarzeń, jako typowych, umożliwiając tym samym przedstawienie koncepcji pozwalających na ukształtowanie założeń interpretacji przepisów, zasad współżycia społecznego, ustalonych zwyczajów itd. Do takich zdarzeń możemy zaliczyć fakt wyrażenia przez twórcę zgody na eksploatacje utworu na określonym polu w drodze umowy cywilno-prawnej, stworzenie utworu w wyniku wykonywania obowiązków pracowniczych, fakt stworzenia utworu dla ściśle określonych celów gospodarczych.



Spotkać można pogląd, zgodnie z którym uznać należy, że skoro twórca zgodził się na eksploatacje utworu na ściśle określonym polu eksploatacji, powinien się liczyć z brakiem możliwości respektowania niektórych z przysługujących mu praw lub faktem, że ich poszanowanie wiązałoby się z nadmiernymi trudnościami lub kosztami i będąc sprzeczne z ugruntowanymi na rynku zwyczajami naruszałoby zasady współżycia społecznego. I tak np. zdaniem K. Grzybczyk „twórca reklamy nie może powołać się na osobiste prawo autorskie wobec zamawiającego, który korzysta z utworu bądź nim rozporządza w sposób zgodny z treścią umowy i z przeznaczeniem utworu ale bez wskazania autora. Pewność obrotu i cel umowy oraz obiektywne interesy zamawiającego przemawiają za ograniczeniem prawa autora. Spośród trzech możliwości dotyczących oznaczenia utworu, przewidzianych przepisami prawa autorskiego, zdaniem Autorki (przyp.aut.) twórca materiałów reklamowych ma tylko jedną możliwość - udostępnić utwór anonimowo. Ze względu na wszystkie wymienione wyżej okoliczności wydaje się, iż w sytuacji gdyby twórca żądał jednak oznaczenia utworu reklamowego, należałoby odwołać się do art. 5 k.c., powołując się na nadużycie prawa podmiotowego w konkretnej sytuacji.”[9] Zdaniem moim, za słuszne należy uznać jednak stanowisko wyrażone przez A.Wojciechowską, odnoszące się do nagannej praktyki pomijania nazwisk twórców utworów reklamowych. Autorka, słusznie zauważa, że „powołanie się przez doktrynę na ograniczenia wynikające z technicznych barier towarzyszących rozpowszechnianiu tego rodzaju utworów nie może przesądzać sprawy, gdyż, zdaniem Autorki (przyp. aut.), istnieje szansa ich usunięcia. Prawo autorskie nie ogranicza bowiem twórców w wyborze formy sygnowania dzieła: mogą to być inicjały, logo, sygnał dźwiękowy. (…) Utrwalenie nawyku pomijania autorstwa w związku z prezentacją krótkich utworów audiowizualnych Autorka (przyp. aut) uważa za zjawisko wysoce niebezpieczne”.[10]



Twórca przenosząc autorskie prawa majątkowe wyraża zgodę na wykorzystanie jego utworu na wyraźnie wskazanych w umowie polach eksploatacji. Przyjęcie zatem założenia, że nie ma on świadomości co do faktycznej lub ekonomicznie nieuzasadnionej, niemożności poszanowania przez podmiot uprawniony, przynależnych twórcy, autorskich prawa osobistych, stałaby w sprzeczności z postanowieniami art. 49 ust. 1 Pr. Aut. i mogłaby stanowić podstawę do postawienia zarzutu nadużycia prawa podmiotowego, w oparciu o art. 5 k.c.[11] Oczywiście argument w postaci konieczności uwzględnienia przyjętych zwyczajów, czy świadomości twórcy co do istniejących unormowań rynkowych, można by dość łatwo obalić, wskazując na wymóg posiadania przez nabywcę autorskich praw majątkowych świadomości poszanowania autorskich praw osobistych twórcy, w sposób wyraźny wskazanych w art. 16 Pr. Aut. Mamy zatem do czynienia z dylematem, rodzącym pytanie, czy z punktu widzenia pewności obrotu postulować by należało bezwzględne poszanowanie autorskich praw osobistych twórcy, w zakresie wskazanym w Pr. Aut. ? Analiza zdarzeń, jakie mają miejsce w obrocie gospodarczym pozwala stwierdzić, iż ugruntowane w obrocie gospodarczym zwyczaje wielokrotnie „oparte są” na ignorowaniu przynależnych twórcy autorskich praw osobistych. W sposób szczególnie jaskrawy znajduje to swój wyraz w odniesieniu do większości utworów o charakterze i przeznaczeniu gospodarczym. W przypadkach tych intencję twórcy, zrzeczenia się wykonywania przysługujących mu autorskich praw osobistych, wywodzi się także ze „zgodnego zamiaru stron” w odniesieniu do utworów pracowniczych, czy prawa korzystania z utworu zgodnie z przyjętymi zwyczajami, co z kolei znajduje oparcie w zapisie art. 49. ust. 1 Pr. Aut. Powstała sytuacja, w związku z przywołaną wyżej praktyką, niesie ze sobą poważne wątpliwości co do prawnej pewności obrotu gospodarczego.



K.Piasecki zauważa, że „artykuł 5 może być stosowany wyjątkowo tylko w takich sytuacjach, w których wykorzystywanie uprawnień wynikających z przepisów prawnych prowadziłoby do skutku nieaprobowanego w społeczeństwie ze względu na przyjętą w społeczeństwie zasadę współżycia społecznego. Nie wystarczy więc powołać się ogólnie na - z natury rzeczy - nieokreślone zasady współżycia społecznego, lecz należy wskazać jaką przyjętą w społeczeństwie zasadę współżycia społecznego naruszył powód swym postępowaniem wobec pozwanego”.[12] Przed podmiotem uprawnionym stać będzie zatem niełatwe zadanie określenia normy, która będąc zgodna z zasadami współżycia społecznego podważałaby możliwość powołania się przez twórcę na przysługujące mu autorskie prawa osobiste, wynikające wprost z ustawy. Istotnym jest podjęcie próby wskazania granic, w których wykonywanie autorskich praw osobistych przez twórcę stanowi zgodne z prawem wykonywanie praw podmiotowych. Granice te oprzeć należy niewątpliwie na panujących na rynku zwyczajach, przyjętych normach w odniesieniu do eksploatacji poszczególnych rodzajów utworów. Problem jednak rodzi się wówczas, gdy ogólnie przyjęte normy, czy zwyczaje w sposób oczywisty odstają od wyraźnych unormowań prawnych. Tak jest np. w przypadku ugruntowanej już praktyki modyfikowania wszelkiego rodzaju materiałów reklamowych stworzonych na potrzeby klienta przez agencje reklamowe. Znalezienie billboardu, plakatu, spotu reklamowego, zawierającego imię i nazwisko twórcy (lub co częstsze twórców) jest praktycznie niemożliwe. Czy zatem ukształtowany zwyczaj, oparty zresztą na zwykłym zdrowym rozsądku, kreuje sytuacje, w której domaganie się przez twórcę respektowania jego autorskich praw osobistych, stanowić będzie naruszenie zasad współżycia społecznego, pomimo przysługujących twórcy praw ? Czy kształtowane przez normy społeczne i gospodarcze zależności, zwyczaje i normy, nawet jeżeli zostaną mocno ugruntowane, stanowią wystarczającą przesłankę pozwalająca na ograniczenie praw podmiotowych twórcy wynikających wprost z ustawy ?



Pod rozwagę należy wziąć następujące, możliwe sytuacje faktyczne :



1.      strony umowy, na mocy której podmiot uprawniony nabywa prawa lub uzyskuje licencje na wykonywanie autorskich praw majątkowych wskazują w tej umowie na możliwość wykonywania autorskich praw osobistych przez podmiot uprawniony. W tej sytuacji możliwe jest :

a)             precyzyjne określenie sposobu wykonywania autorskich praw osobistych twórcy;

b)             wskazanie jedynie na istnienie możliwości wykonywania autorskich praw osobistych, bez wyraźnego wskazania sposobu ich wykonania;



2.      twórca w umowie zrzeka się wykonywania przysługujących mu praw względem podmiotu uprawnionego;



3.      strony umowy w ogóle nie wskazują na możliwość wykonywania autorskich praw osobistych przez podmiot uprawniony.



W zależności od tego, z którą z wyżej wskazanych sytuacji faktycznych będziemy mieli do czynienia, ewentualne naruszenie - lub jego brak - praw podmiotowych twórcy i zakres w jakim odnieść się będziemy musieli do zasad współżycia gospodarczego, czy społeczno-gospodarczego przeznaczenia prawa będzie różny.



Kolizję interesów praw podmiotowych twórcy i podmiotu uprawnionego można „rozstrzygnąć albo ustalając system preferencji wśród praw podmiotowych, albo stosując system redukcji praw ze sobą kolidujących. System preferencji prowadzi do zaspokojenia interesu podmiotu korzystającego z pierwszeństwa i w konsekwencji do nieuwzględnienia interesu podmiotu, którego prawo pozostaje w dalszej kolejności. Natomiast system redukcji pozwala uwzględnić w pewnej mierze interesy wszystkich uprawnionych. Polskie prawo przewiduje oba systemy rozstrzygania kolizji praw podmiotowych - wskazując zarazem sytuacje, w jakich każdy z nich znajduje zastosowanie i określa reguły redukcji lub kryteria preferencyjne”.[13] W relacjach twórca - podmiot uprawniony najczęściej, choć nie wyłącznie będziemy mieli do czynienia z sytuacją w której twórca „wyposażony” w prawa podmiotowe zagwarantowane mu przez Pra.Aut. domagać się będzie ich bezwzględnego respektowania przez podmiot uprawniony.[14] W sytuacji, w której żądanie takie wykraczać będzie poza ramy dobrych obyczajów, czy zasady współżycia społecznego, działanie twórcy uznać będziemy mogli, z zastrzeżeniem niżej wskazanych uwag, za nadużycie przysługujących mu praw podmiotowych. Z nadużyciem prawa mamy bowiem do czynienia w sytuacji, kiedy „uprawniony, wykonując swe prawo, działa sprzecznie z zasadami dobrej wiary lub używa prawa niezgodnie z celem, ze względu na który prawo mu służy”[15]



Z.Radwański zauważa, iż w teorii prawa cywilnego nie ma wątpliwości co do tego, że zachowania niezgodne z treścią norm prawnych wyznaczających określone typy lub postacie praw podmiotowych nie są wykonywaniem tych praw i wskutek tego oczywiście nie korzystają z ochrony przewidzianej przez system prawny.[16] Problem jednak w tym, iż przysługujące twórcy prawa podmiotowe, w zakresie przynależnych mu praw osobistych ukształtowane zostały przez Pr.Aut. w sposób nakazujący przyjąć, iż niezwykle rzadko można by postawić twórcy zarzut, iż wykonując przysługujące mu prawa działa on w sposób „niezgodny z treścią norm prawnych”. Normy te bowiem nie odnoszą się, tak jak to czynią inne uregulowania, w szczególności kreujące ogólne normy postępowania, do zasad współżycia społecznego lub dobrych obyczajów.[17] Brak ten pozwala założyć, iż ze szczególną ostrożnością powinniśmy odwołać się do zasad współżycia społecznego lub konstrukcji nadużycia praw podmiotowych.[18] Przyznanie twórcy prawa bezwzględnego, nie ograniczonego w sposób literalny przez konieczność jego wykonywania z poszanowaniem dobrych obyczajów, czy zasad współżycia społecznego, nakazywałby uznać, iż jako normę należałoby przyjąć bezwzględną konieczność respektowania autorskich praw osobistych twórcy, przy jednoczesnym ograniczeniu możliwości powoływania się przez podmiot uprawniony na nadużycie praw podmiotowych przez twórcę wykonującego przyznane mu przez normy prawa stanowionego prawa podmiotowe.



Próbę stworzenia konstrukcji mającej na celu rozwiązanie powyższego dylematu podjął A. Dietz.[19] Stworzony przez niego katalog kryteriów, których łączne spełnienie pozwalałoby na wytyczanie, w indywidualnych przypadkach, granic przysługujących twórcy autorskich praw osobistych, stanowiąc tym samym wyznacznik „dozwolonego wykorzystania” praw przynależnych innemu podmiotowi, tzw. fair use, obejmować by miał w szczególności następujące przesłanki :

-                     rodzaj, wartość i przeznaczenie dzieła;

-                     charakter i zakres modyfikacji;

-                     odwracalny lub nieodwracalny charakter zmian;

-                     okoliczności stworzenia utworu w ramach stosunku pracy;

-                     okoliczność czy zamawiający miał wpływ na ostateczny kształt utworu.

Przedstawiony przez A. Dietz’a katalog przesłanek warunkujących możliwość korzystania z utworu w ramach przytoczonego powyżej „dozwolonego użytku”, można by uzupełnić o kryteria odnoszące się np. do zakresu przeniesienia autorskich praw majątkowych, czy chociażby nie tylko zakresu faktycznej modyfikacji utworu, ale i zakresu zgody na dokonywanie takich modyfikacji.



J.Barta i R. Markiewicz słusznie uznali, że autorskim prawom osobistym przysługuje swoiste pierwszeństwo wobec praw majątkowych, w tym sensie, że gdy dla realizacji autorskich praw majątkowych niezbędne jest uzyskanie odpowiedniej zgody podmiotu autorskich praw osobistych - to bez takiej zgody prawa majątkowe nie mogą być wykonywane. [20] Jeżeli zatem dojdzie do wypowiedzenia umowy przez twórcę, z uwagi na zmianę przez niego decyzji co do możliwości wykonywania przez podmiot uprawniony przysługujących twórcy autorskich prawa osobistych, to czy :



-          drugiej stronie umowy przysługuje prawo rozpowszechniania lub innego korzystania z utworów, zgodnie z umową, w przypadku braku zabezpieczenia szkód ze strony twórcy, gdyż takie działanie twórcy uznane być może za nadużycie prawa podmiotowego oraz, czy

-          druga strona umowy jest zobowiązana do respektowania woli twórcy, niezależnie od możliwości zabezpieczenia przez twórcę ewentualnych szkód, na jakie mógłby zostać narażony kontrahent, z uwagi na prymat autorskich praw osobistych nad majątkowymi ?

Niektórzy przedstawiciele doktryny uznają za słuszne stanowisko pierwsze[21]. Niezależnie od pragmatyzmu stojącego za takim rozwiązaniem, do czasu postulowanej nowelizacji prawa autorskiego, stałoby ono, zdaniem moim, w sprzeczności z jego postanowieniami. Prymat autorskich praw osobistych, rozumiany w sposób wyżej wskazany, nakazywałby bowiem poszanowanie woli twórcy, niezależnie od faktycznych możliwości zabezpieczenia przez niego roszczeń drugiej strony umowy. Przyjęcie takiej koncepcji, w sposób oczywisty  budziłoby rozdźwięk pomiędzy elementarnymi zasadami sprawiedliwości, a literą prawa. Ponieważ jednak uzasadnienie prawne podobnego rozejścia się przepisów i poczucia sprawiedliwości zdaje się być możliwe, postulat weryfikacji ustawy, pod tym kątem, wydaje się być zasadny. Wątpliwe wydaje się również analogiczne zastosowanie art. 56 Pr. Aut. (zawartego przecież w rozdziale poświęconym autorskim prawom majątkowym) do przypadków, w których powodem wypowiedzenia umowy przez twórcę jest zmiana jego decyzji co do konieczności respektowania przez drugą stronę przynależnych mu autorskich praw osobistych. Co więcej, oparcie się o postanowienia tego artykułu doprowadziłoby do kolejnego podziału, z uwagi na niemożność odniesienia się do niego przez twórców utworów wskazanych w art. 56 ust. 4 Pr. Aut.

Podmiotem jedynie uprawnionym do wykonywania autorskich praw osobistych jest twórca. Postawmy zatem pytanie, czy jest wykonaniem przysługujących twórcy praw, umowne zrzeczenie się prawa wykonywania autorskich praw osobistych, względem określonego podmiotu lub upoważnienie osoby trzeciej do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy ? Skoro uznajemy prymat autorskich praw osobistych i wątpliwym pozostają podstawy uzależnienia możliwości zmiany decyzji przez twórcę, już po podpisaniu umowy, od zabezpieczenia przez niego szkód na jakie mogłaby zostać narażona druga strona umowy, to czy nie należałoby uznać zawartej przez strony umowy za bezwzględnie nieważną ? Powyższe argumenty stałyby w pełnej spójności z poglądem o uznaniu umów o zrzeczeniu się wykonywania autorskich praw osobistych za próbę obejścia ustawy, zgodnie z art. 58 k.c. Istnieje bowiem możliwość wykładni, która nakazywałaby przyjąć, iż usankcjonowane praktyką działania polegające na zawieraniu umów o zrzeczeniu się przez twórcę wykonywania autorskich praw osobistych, stoją w sprzeczności z intencją ustawodawcy, zawartą w wyraźnie sformułowanym zakazie zrzeczenia się tych praw (art. 16 Pr. Aut.). Ponieważ zatem, jak należy domniemywać, pragnieniem ustawodawcy było, aby autorskie prawa osobiste pozostały jedynie po stronie twórcy, konstrukcję umożliwiającą ich wykonywanie przez osoby trzecie, uznać by można za próbę obejścia ustawy, w rozumieniu o art. 58 K.c. Inaczej mówiąc, czynność prawną związaną z zawarciem umowy przez twórcę o zrzeczeniu się wykonywania przez niego autorskich praw osobistych, traktować by należało jako nieważną, a ewentualne roszczenia niedoszłego nabywcy tych praw za bezzasadne.

Kontrargumentem dla podobnego wywodu mogłaby być literalna interpretacja postanowień art. 16 Pr. Aut. Zgodnie bowiem z jego zapisami autorskie prawa osobiste nie podlegają zrzeczeniu, co jednak nie stoi w sprzeczności z możliwością zrzeczenia się wykonywania tych praw, które nadal pozostałyby przy twórcy, umożliwiając mu ich wykonywanie np. w oparciu o czynności prawne dokonane względem innych podmiotów lub eksploatacje ich na innych polach eksploatacji, niż wskazane w umowie o zrzeczeniu się prawa do wykonywania autorskich praw osobistych. Co więcej, samo wyrażenie przez twórcę zgody na wykonywanie przynależnych mu autorskich praw osobistych, nie musi stać w sprzeczności z zerwaniem więzi twórcy z utworem, skoro taką właśnie wolę wyraził sam twórca.[22] Czy jednak podobna interpretacja, pomimo jej bezsprzecznie funkcjonalnych i pragmatycznych przesłanek, powinna zostać dopuszczona, biorąc pod uwagę szczególny przedmiot do jakiego się odnosi, tj. efekty twórczej działalności człowieka oraz szczególny reżim jakiemu został on poddany, czy chociażby wykładnie celowościową art. 16 Pr. Aut. Dopuszczenie stosowania takiej interpretacji w odniesieniu do innych praw, nie rodzi moich wątpliwości. Jednakże autorskie prawa osobiste stanowiąc emanacje więź twórcy z utworem, poddane być powinny szczególnym, ostrzejszym kryteriom.

Próbę rozwiązania powyższych wątpliwości oprzeć można poprzez odniesienie się do wskazanych w doktrynie prawa tzw. zewnętrznej i wewnętrznej teorii praw podmiotowych.[23] Zewnętrzna teoria prawa podmiotowego oddzielała problematykę treści prawa podmiotowego od jego wykonywania przyjmując, że każde działanie, które jest uważane za nadużycie prawa podmiotowego, jest zarazem wykonywaniem tego prawa. Jednakże zobowiązuje ono działającego do odszkodowania tylko dlatego, że jego zachowanie jest w danych okolicznościach czynem niedozwolonym.[24] Rozumowanie takie, aby nie można mu postawić zarzutu wewnętrznej sprzeczności musi zakładać, iż w systemie normatywnym funkcjonują dwie różne regulacje: moralne i prawne. W opracowaniu Z.Radwańskiego czytamy, iż „tego samego działania nie można bowiem kwalifikować jako wykonywanie prawa, a więc jako działanie zgodne z normami prawnymi, i zarazem uznawać, że jest ono czynem niedozwolonym, tzn. działaniem niezgodnym z norami prawnymi.[25] Zgodnie z wewnętrzną teorią prawa podmiotowego na treść prawa podmiotowego składa się także wymóg postępowania zgodnego z normami moralnymi. Ktokolwiek zatem występuje przeciwko tym normom nie wykonuje przynależnych mu praw podmiotowych.[26] Z punktu widzenia wykonywania przez twórcę jego praw istnieją zatem dwie możliwości :

-                     twórca wykonuje prawo i musi zapłacić odszkodowanie (teoria zewnętrzna), albo

-                     twórca w ogóle nie wykonuje prawa (teoria wewnętrzna) - wówczas roszczenia twórcy są bezzasadne i podmiot uprawniony może zignorować żądania twórcy, jako naruszające zasady współżycia społecznego.

Pomimo uznania za słuszną przez zdecydowana większość doktryny prawa teorii wewnętrznej prawa podmiotowego (chociażby z uwagi na literalne postanowienia art. 5 zdanie drugie Kodeksu cywilnego) w odniesieniu do relacji zachodzących na płaszczyźnie autorskich praw osobistych może ona budzić wiele zastrzeżeń. Uznanie, jako zasady, że twórca wykonujący przyznane mu przez ustawę prawa osobiste może nie wykonywać przynależnych mu praw podmiotowych może budzić poważne wątpliwości. Nie twierdzę oczywiście iż sytuacja taka nie jest możliwa. Pragnę jednak zwrócić uwagę na konieczność uznania - w relacjach zachodzących między twórcą i podmiotem uprawnionym - iż traktować ją należy raczej jako wyjątek, a nie regułę. Uznanie iż twórca domagający się respektowania jego autorskich praw osobistych, w niektórych okolicznościach w ogóle nie wykonuje swojego prawa, skutkować będzie sytuacją, w której twórca nie będzie miał żadnych możliwości egzekucji, wskazanych, normatywnych praw. Zdaniem moim powinniśmy wyraźnie określić rangę, wartości poszczególnych norm, przyjmując, że wskazane w Pr. Aut. prawa podmiotowe mają pierwszeństwo, przed normami opartymi na np. art. 5 K.c.[27] Przyjęcie takiego założenia mogłoby prowadzić do konkluzji, iż w przypadku autorskich praw osobistych przyjęcie zewnętrznej teorii prawa podmiotowego jest rozwiązaniem słuszniejszym. Słuszność takiego rozumowania można by również oprzeć na linii orzecznictwa, wskazującej na fakt, iż art. 5 K.c. służy wyłącznie ochronie podmiotu zobowiązanego i nie może być samodzielną podstawą nabycia prawa podmiotowego.[28] Wewnętrzna teoria prawa podmiotowego, w której twórca pozbawiony możliwości egzekucji swoich praw (gdyż działanie takie samo w sobie stanowiłoby nadużycie prawa podmiotowego) kreowałoby prawa podmiotowe podmiotu uprawnionego, wykonującego autorskie prawa osobiste, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, podczas gdy zgodnie z zewnętrzną teorią prawa podmiotowego podmiot uprawniony musiałby respektować prawa twórcy, ewentualnie mogąc domagać się od twórcy naprawienia poniesionych szkód, z uwagi na fakt, iż działanie twórcy stanowi czyn niedozwolony. Przyjęcie zatem wewnętrznej teorii prawa podmiotowego, pozwalającej na powołanie się przez podmiot uprawniony na zasady współżycia społecznego, w sposób de facto prawnokształtujący, mogłoby skutkować podważeniem lub modyfikacją wyraźnych dyspozycji przepisów prawa. Ugruntowanie pewnych praktyk występujących na rynku, nie może tworzyć sytuacji, w której wystąpienie przeciwko takim praktykom uznane by zostawało - przy pewnym schematyzmie zdarzeń, np. związanych z naruszeniem praw twórcy utworu reklamowego - za naruszające zasady współżycia społecznego. Zdaniem Sądu Najwyższego zastosowanie art. 5 nie może doprowadzić do nabycia ani też utraty prawa podmiotowego (orz. z dnia 7.12.1965r. III CR 267/65, OSNCP 7/66, poz. 130 oraz z dnia 8.11.1985r., III CRN 343/85, OSNCP 10/86, poz. 161). Konsekwentne przyznanie zatem podmiotom uprawnionym, możliwości nie respektowania niektórych autorskich praw osobistych twórcy, w związku z określonym rodzajem eksploatacji i zwyczajami panującymi w obrocie, skutkowałoby utratą praw podmiotowych przyznanych twórcy mocą Pr.Aut. Słusznie zauważył K. Piasecki, że „zasady współżycia społecznego chronią wprawdzie przed nadużyciem prawa, ale nie mogą tego prawa w ogóle unicestwić. Nadużycie prawa nie może być traktowane jako instytucja mająca charakter penalny, sprowadzający się w efekcie do pozbawienia danego podmiotu prawa mu przysługującego, by w ten sposób ukarać go za postępowanie niezgodne z zasadami współżycia społecznego”.[29]

Powstaje zatem pytanie co zrobić w sytuacji, gdy ukształtowane przez praktykę zasady współżycia społecznego stoją w jawnej sprzeczności z prawem stanowionym. Czy powinniśmy uznać „wyższość” norm opartych na ustalonych zwyczajach, nawet jeżeli zwyczaje te są sprzeczne z przyznanymi twórcy prawami podmiotowymi ? Zdaniem moim nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Opowiadając się za przyjęciem zasady, zgodnie z którą za normę uznać należy prymat autorskich praw osobistych w obrocie gospodarczym, nie zakładam braku możliwości zaistnienia stanu faktycznego, który nakazywałby odmówić twórcy ochrony, z uwagi na rażące naruszenia przez niego przynależnych mu praw podmiotowych. Podzielam pogląd Sądu Najwyższego zawarty w wyroku z dnia 7 grudnia 1965r., iż “domniemanie przemawia za tym, że ten, kto korzysta ze swego prawa, czyni to w sposób zgodny z zasadami współżycia społecznego. Dopiero istnienie szczególnych okoliczności może domniemanie to obalić i pozwolić na kwalifikowanie określonego zachowania, jako nadużycie prawa, nie zasługującego na poparcie z punktu widzenia zasad współżycia społecznego”.[30]

Powszechnie uznana w doktrynie możliwości dysponowania przez twórcę przynależnymi mu autorskimi prawami osobistymi poprzez przyznanie podmiotowi uprawnionemu prawa ich wykonywania lub zobowiązanie się twórcy do nie wykonywania tych praw względem podmiotu uprawnionego, co do zasady zasługuje na pełną aprobatę. Pewność obrotu gospodarczego wymaga by podmiot uprawniony uzyskawszy tytuł prawny do rozpowszechniania utworu uzyskiwał jednocześnie jasny obraz zakresu, w jakim utwór ten może rozpowszechniać lub z niego korzystać. Niestety obowiązujące przepisy takiego obrazu nie tworzą. Jako przykład niech tu posłuży, rzadko postrzegany problem związany z możliwością wykonywania autorskich praw osobistych osób niepełnoletnich lub ubezwłasnowolnionych. W pełni zasady postulat możliwości wykonywania autorskich praw osobistych przez inne osoby niż twórca, w przypadku, gdy to sam twórca decyduje o ograniczeniu przynależnych mu praw nie powinien budzić sprzeciwu. Z uwagi jednak na niemożność składania wiążących oświadczeń woli przez osoby niepełnoletnie lub ubezwłasnowolnione, przekazanie takiego uprawnienia w ręce osób uprawnionych z mocy prawa do ich reprezentowania, rodzi wiele zastrzeżeń, m. in. z uwagi na możliwość nadużycia praw podmiotowych i to na wielu płaszczyznach.



Autorskie prawa osobiste stanowią emanacje więzi łączącej twórcę z utworem.[31] Uznanie zatem, iż inne niż twórca podmioty prawa łączy z utworem identyczna więź (w całości) w oczywisty sposób jest nieracjonalna. Dlatego też wykonywanie tych praw w imieniu osób niepełnoletnich, ubezwłasnowolnionych lub zmarłych należałoby ograniczyć ze względu na:

-                     zakres wykonywanych praw,

-                     sposób ich wykonywania.

W określeniu do obu tych kategorii ograniczeń brane być powinny pod uwagę między innymi:

-                domniemana wola twórcy,

-                zmiana stosunków społeczno - gospodarczych.

Bez ustawowego, wyraźnego uregulowania tych kwestii, wyżej wskazana niepewność co do zakresu i możliwości dysponowania autorskimi prawami osobistymi twórcy nie tylko nie zniknie ale będzie się pogłębiać wraz z rozwojem gospodarczym kreującym coraz to nowe sposoby eksploatacji utworów.[32] Co więcej brak taki stanowić może podstawę do licznych nadużyć praw podmiotowych przysługujących nie tylko osobie twórcy lub osobom go reprezentującym ale i praw podmiotowych podmiotu uprawnionego.[33]



Krąg podmiotów, które mogą nadużyć przynależne twórcy prawa nie jest zatem wcale wąski obejmując:

-          pracodawcę;

-          podmiot uprawniony, nie będący pracodawcą twórcy;

-          podmiot, któremu z mocy Pr.Aut. przysługuje prawo wykonywania autorskich praw osobistych twórcy (np. spadkobiercy, organizacje zbiorowego zarządzania);

-          osoba wskazana przez twórcę do wykonywania jego praw (np. na mocy art. 78 ust.2 Pr.Aut.);

-          kurator lub osoba posiadająca prawa rodzicielskie lub przedstawiciel osoby ubezwłasnowolnionej.

Uznanie dopuszczalności dysponowania autorskimi prawami osobistymi twórcy będącego osobą niepełnoletnią lub ubezwłasnowolnioną skutkuje możliwością nadużycia praw podmiotowych w stosunkach pomiędzy :

-          twórcą niepełnoletnim lub ubezwłasnowolnionym a kuratorem lub osobą posiadającą prawa rodzicielskie lub przedstawicielem osoby ubezwłasnowolnionej;

-          kuratorem lub osobą posiadającą prawa rodzicielskie lub przedstawicielem osoby ubezwłasnowolnionej a podmiotem uprawnionym.

Autorskie prawa osobiste są niezbywalne. W przeciwieństwie do osoby zmarłej, która praw swych już nie będzie wykonywać, osoba niepełnoletnia lub ubezwłasnowolniona, po uzyskaniu zdolności do czynności prawnych, może podjąć decyzję odmienną od decyzji kuratora lub osoby posiadającej prawa rodzicielskie lub przedstawiciela osoby ubezwłasnowolnionej. Uznanie, iż wykonywanie autorskich praw osobistych przez osoby wskazane w zdaniu poprzednim przed uzyskaniem przez twórcę pełnoletności, stanowiło nadużycie praw podmiotowych im przyznanych, rodzić może możliwość wystąpienia z roszczeniami w odniesieniu do tych osób, nie tylko przez twórcę, ale i inne podmioty, uprawnione do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy przez kuratora lub osobę posiadającą prawa rodzicielskie lub przedstawiciela osoby ubezwłasnowolnionej. Podobna sytuacja może mieć miejsce w przypadku osoby niesłusznie uznanej za zmarłą.

Dodatkowo trzeba rozróżnić sytuacje, w której podmiot uprawniony uzyskał prawo do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy i sytuacje, w której prawa takiego nie uzyskał. Oba zdarzenia powinny być oceniane nie tylko z punktu widzenia zwyczajów, norm, zasad panujących na rynku i wpływu tych zasad na możliwość powołania się na konstrukcje nadużycia prawa podmiotowego ale i np. przeznaczenia utworu, stosunku prawnego łączącego twórcę z podmiotem uprawionym (treści i celu umowy), faktu czy podmiotem wykonującym autorskie prawa osobiste jest podmiot uprawniony będący przedsiębiorcą, od którego możemy wymagać należytej staranności, czy podmiot w stosunku do którego wymogu takiego nie ma. Wyrażenie przez twórcę zgody na wykonywanie jego autorskich praw osobistych, co do zasady skutkować będzie uchyleniem bezprawności działań podmiotu, który taką zgodę uzyskał. Ta ogólna zasada, jak niemal w każdym innym przypadku, ograniczona jest jednak przez np. sposób wykonywania praw osobistych twórcy. Ponieważ nie ma możliwości precyzyjnego, enumeratywnego, wskazania w umowie sposobu i zakresu, w jakim będą wykonywane autorskie prawa osobiste twórcy (najczęściej strony godzą się na ogóle postanowienia, statuujące uprawnienie podmiotu uprawnionego do wykonywania autorskich praw osobistych twórcy) faktyczne wykonywanie tych praw stać może w sprzeczności  nie tylko w odniesieniu do literalnych postanowień umowy, ale także i celu w jakim umowa została zawarta lub panujących na rynku zwyczajów, opartych między innymi na dobrych obyczajach i zasadach współżycia społecznego. Zatem zgoda twórcy, która co do zasady uchyla bezprawność, bez wzięcia pod uwagę wyżej wskazanych czynników, nie może być odbierana przez podmiot uprawniony, jako przyzwolenie na pełną dowolność w sposobie i zakresie eksploatacji utworu lub ingerowania w jego istotę.[34] W kontekście powyższego za problematyczną uznać należy opinie wyrażona przez M. Poźniak - Niedzielska dopuszczającą możliwość udzielenia przez twórcę zezwolenia na dokonywanie zmian w nieograniczonym zakresie.[35]

Przedstawione powyżej wątpliwości i związane z nimi faktyczne trudności w kształtowaniu zasad obrotu związanego z eksploatacją utworu, wymagałyby - de lege lata - rozwiązań systemowych. Ponieważ, zgodnie z wyrażonym przez Sąd Najwyższy poglądem, zdaniem moim zasługującym na aprobatę, zawartym w orzeczeniu z dnia 28 listopada 1967r. „na podstawie art. 5 K.c. nie można konstruować dyrektyw o charakterze ogólnym i dokonywać uogólnień nawet w sytuacjach uznawanych za typowe”, rozważyć by należało postulat odpowiedniej modyfikacji zapisów Pr.Aut. w sposób bardziej jednoznaczny wskazujący na możliwość i zakres dysponowania przez osoby trzecie autorskimi prawami osobistymi twórcy. [36]





[1] Nadużycie prawa podmiotowego może występować zarówno po stronie osób fizycznych, jak i osób prawnych bez względu na ich charakter. Zob. Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003.







[2] Wykonywanie prawa podmiotowego może polegać nie tylko na czynieniu, ale także na zaniechaniu. Podmiot uprawniony może zatem wykonywać przysługujące mu prawa np. wynikające ze zgody twórcy, poprzez zaniechanie zamieszczenia imienia i nazwiska twórcy.

[3] Nadużycie prawa odnosi się do praw podmiotowych. W różny sposób w doktrynie przedstawiane są koncepcje prawa podmiotowego. Zob. w szczególności A. Wolter, Prawo cywilne, Zarys części ogólnej, Warszawa 1986, s. 122 i n.; S. Grzybowski, Prawo cywilne. Zarys części ogólnej, Warszawa 1985, s. 110 i n.; Z. Radwański, Prawo cywilne - część ogólna, Warszawa 1993, s. 67 i n.

[4] Zdaniem K.Piaseckiego „przy ocenie społeczno-gospodarczego przeznaczenia prawa należy mieć na względzie funkcję określonego prawa w społeczeństwie i interes społeczny (cel określonego rodzaju prawa). Społeczno-gospodarcze przeznaczenie prawa wynika z jego treści i charakteru. Istotną rolę w tym zakresie odgrywają postanowienia Konstytucji. Kryterium to odnosi się do stosunków obligacyjnych i własnościowych, a nie dotyczy praw osobistych. Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003.  W związku z powyższym wskazać należy, na konieczność wprowadzenia rozróżnienia autorskich praw osobistych i dóbr osobistych - tylko bowiem w takim przypadku zasada społeczno-gospodarczego przeznaczenia prawa odnosiłaby się do nadużycia praw osobistych twórcy.

[5] Zob. orz. S.A. dotyczące dylatoryjnego charakteru zarzutu nadużycia prawa podmiotowego (orz. SN z 11.9.1961r., I CR 693/61, OSN 1963, Nr 2, poz. 31; orz. GKA z 10.10.1962r., III - 7401/62, PUG 1963, Nr 8 - 9; orz. SN z 15.2.1964r., II CR 67/64, OSN 1965, Nr 4, poz. 60; orz. SN z 19.4.1971r., III PRN 7/71, BISN 1971, Nr 7-8, poz. 115).

[6] Zbigniew Radwański „Prawo cywilne - część ogólna” III wydanie, C.H. Beck, Warszawa 1997r., s. 103 i n. Norma art. 5 ma charakter wyjątkowy i można ją stosować jedynie w sytuacji, gdy w inny sposób nie można zabezpieczyć interesu osoby zagrożonej wykonaniem prawa podmiotowego przez inna osobę (orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 17.9.1969r., III CRN 310/69, OSNCP 6/70 poz. 115). S. Domański, S. Rudnicki, Komentarz do kodeksu cywilnego. Księga pierwsza. Część ogólna, Wydawnictwo Prawnicze Sp. z o.o., Warszawa 1998r., s. 23.

[7] „Według art. 2 szwajcarskiego k.c. każdy w wykonywaniu swych praw i spełnieniu swoich obowiązków powinien działać według Treu und Glauben. Oczywiste (offenbare) nadużycie prawa nie doznaje ochrony prawnej. Przepis art. 281 greckiego k.c. stanowi, że zakazem jest wykonywanie prawa, jeżeli przekracza w sposób oczywisty granice określone przez dobrą wiarę lub dobre obyczaje lub przez cel społeczny i ekonomiczny tego prawa”. Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003.

[8] Istotą i funkcją klauzul generalnych w prawie cywilnym, według K.Pietrzykowskiego, jest „możliwość uwzględnienia w ocenie różnego rodzaju okoliczności faktycznych, które nie mogą - w oderwaniu od konkretnego stanu faktycznego - być według jakiegoś schematu mającego walor bezwzględny oceniane raz na zawsze i w sposób jednakowy”. Prof. dr hab. Krzysztof Pietrzykowski, Kodeks cywilny. Komentarz. Tom I, 2 wydanie rozszerzone i zaktualizowane, Wydawnictwo C.H. BECK, Warszawa 1999r., s. 40. Zob. orz. SN z 29.3.1979r., III CRN 59/79, nie publ.

[9] K. Grzybczyk „Autorskie prawa osobiste twórcy reklamy” Rejent  1998/11/38

[10] A Wojciechowska, Autorskie prawa osobiste twórców dzieła audiowizualnego, Zakamycze 1999, s33

[11] Zdaniem S.Sołtysińskiego kontrahent umowy o eksploatację dzieła, ingerujący w sferę dóbr osobistych twórcy, nie będzie uważany za naruszającego prawa osobiste, jeśli powołanie się twórcy na przysługujące mu prawa stanowiłoby nadużycie prawa. Por. S. Sołtysiński, „Dysponowanie autorskimi uprawnieniami osobistymi (w:) Prace z prawa cywilnego wydane dla uczczenia pracy naukowej prof. J.S.Piątkowskiego” Ossolineum 1985, s. 48. Także K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe i jego twórca” Wydawnictwo C.H.Beck, Warszawa 1999, s. 136. Zdaniem S.Grzybowskiego o naruszeniu dobra osobistego można mówić tylko wtedy, ale i zawsze wtedy, gdy naruszenie dobra osobistego wywołało odczucie naruszenia tych niemajątkowych, indywidualnych wartości. S. Grzybowski, „Ochrona….”, op.cit. s. 79.

[12] Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003.

[13] Z. Radwańsk „Prawo cywilne …” op.cit,, s. 109.

[14] Co do konieczności wzięcia pod uwagę oceny zachowania drugiej strony stosunku prawnego zob. orz. SN z 8.8.1997r., II CKN 243/97, nie publ. oraz orz. SN z 13.8.1997r., I CKN 213/97, nie publ.

[15] A. Szpunar: Nadużycie prawa podmiotowego, Kraków 1947, s. 60. A. Wolter, Prawo cywilne. Zarys części ogólnej, Warszawa 1986, s. 141.

[16] Z. Radwański, „Prawo cywilne …”, op.cit., s. 104

[17] Zasady współżycia społecznego wyrażają ideę słuszności w prawie i wolności ludzi oraz odwołują się do powszechnie uznawanych w kulturze naszego społeczeństwa wartości. Ogólnie rzecz ujmując, można powiedzieć, że przez zasady współżycia społecznego należy rozumieć podstawowe zasady etycznego i uczciwego postępowania. S. Domański, S. Rudnicki „Komentarz …”, op.cit. s. 18 - 19.

[18] „Przepis art. 5 ma zastosowanie z urzędu bez względu na to, czy został podniesiony zarzut nadużycia prawa podmiotowego. Stosownie do okoliczności sąd obowiązany jest z urzędu prowadzić postępowanie dowodowe w celu wyjaśnienia okoliczności mających istotne znaczenie dla zastosowania art. 5.” Zob. Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003.

[19] Powoł. za J.Barta, R.Markiewicz „Komentarz do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych” pod red. J.Barta, R.Markiewicz, Dom Wydawniczy ABC, wydanie II, 2001r., s. 208.

[20] ibidem, s.198

[21] K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe …” op. cit., s. 148.

[22] Zdaniem A.Wojciechowskiej można przyjąć jako generalną zasadę, iż zgoda uchyla bezprawność naruszenia w granicach, które mogą być określone tylko w odniesieniu do poszczególnego aspektu więzi twórcy z utworem.(…). Pomimo poważnych różnic w ocenie funkcji zgody w uchyleniu bezprawności, przedstawiciele nauki prawa są zgodni co do tego, że ocena tej funkcji powinna być zróżnicowana w odniesieniu do poszczególnych rodzajów dóbr osobistych, a nawet kategorii dzieł. A.Wojciechowska „Autorskie …”,op. cit. s. 35. Por. także J. Barta i R. Markiewicz „Komentarz…,” op. cit. s. 137 oraz M.Poźniak-Niedzielska, „Autorstwo…”, op. cit., s. 245-246 oraz S.Sołtysiński, „Dysponowanie…”, op. cit. s. 53. Wnioskować z tego należy, że skoro nie moglibyśmy przypisać przymiotu bezprawności określonemu działaniu twórcy lub podmiotu, który nabył prawo do wykonywania autorskich praw osobistych lub względem którego twórca zrzekł się wykonywania tych praw, to działanie takie nie mogłoby podpadać pod dyspozycje art. 58 k.c. Stanowisko takie, mogłoby zastać uznane za zasadne ale jedynie w odniesieniu do poszczególnych rodzajów dóbr autorskich. Jako generalna zasada, pogląd taki wydaje się kontrowersyjny.

[23] Zob. T. Justyński, Nadużycie prawa w polskim prawie cywilnym, Zakamycze 2000, s. 55 i n. A. Szpunar, Nadużycie…, s. 91 i n.

[24] Pod wpływem teorii zewnętrznej sformułowany został art. 135 Kodeksu zobowiązań z 1933r., a reminiscencje tej koncepcji widoczne są jeszcze w treści art. 5 K.c.Z.Radwański „Prawo cywilne …”,op.cit. s. 105

[25] Z. Radwański „Prawo cywilne…”ibidem., s. 105

[26] Sprzeczność z zasadami współżycia społecznego uzasadniająca zastosowanie art. 5 nie musi być zawiniona przez stronę (orz. SN z 17.9.1971r., III PRN 77/71, OSNPG 1972, Nr 7, poz. 41).

[27] S. Grzybowski (Ochrona dóbr osobistych …, s. 77) proponuje, by w wypadkach wątpliwych określić, które interesy mają przeważające znaczenie. Świadomość prawna społeczeństwa oraz panujące zasady moralności i zasady współżycia społecznego będą - zdaniem autora - stanowiły wskazówkę w podejmowaniu decyzji w wypadkach wątpliwych. A. Wojciechowska, Autorskie prawa osobiste Twórców dzieła audiowizualnego, Zakamycze 1999, s. 33.

[28] W zakresie możliwości uznania art. 5 za samodzielną podstawę roszczeń zob. A. Szpunar, glosa do orz. SN z 31.12.1962r., II CR 1006/62, OSP 1964, Nr 5, 91; A. Wolter, Rola zasad współżycia społecznego w nowych kodeksach, NP 1964, Nr 11, s. 1040 i n.; odmiennie S. Grzybowski, w: System, t. I, z. 273 i n.

[29] Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003. W komentarzu do Kodeksu cywilnego S.Domańskiego i S. Rudnickiego czytamy, iż „przepis ten  może jedynie pozbawić prawo podmiotowe ochrony przez pewien czas. Osoba, której przysługuje określone prawo podmiotowe, może z niego skorzystać w razie zmiany okoliczności faktycznej, nawet w sytuacji, gdy uprzednio wniesione przez nią powództwo zostało oddalone z powodu sprzeczności żądania z zasadami współżycia społecznego (ze społeczno - gospodarczym przeznaczeniem prawa). S. Domański, S. Rudnicki, „Komentarz …” op.cit.., s. 21.

[30] Orz. z dnia 7.12.1965r., III CR 278/65, OSNCP 7 - 8/66, poz. 130.

[31] A. Wojciechowska słusznie zauważa, że „wieź twórcy z utworem, ufundowana na obecności persona twórcy w dziele stanowiącym odrębny byt, nie powinna być rozumiana wyłącznie jako zaszłość psychiczna, nie jest więc wartością inherentną twórcy. Skoro jej istnienie ma wymiar interpersonalny, nie jest tak ściśle uzależnione od fizycznej obecności twórcy, nie jest oczywiste, że wieź musi kończyć się wraz z jego śmiercią. A zatem, nie ma podstaw, by kategorię więzi podporządkować konstrukcjom właściwym prawu cywilnemu i przesądzać, że wraz ze śmiercią uprawnionego wygasają autorskie prawa osobiste, które mu służą. A. Wojciechowska, „Autorskie …”,op.cit., s. 31 - 32.

[32] Zdaniem K. Piaseckiego „na treść zasad współżycia społecznego składają się elementy etyczne i socjologiczne, kształtowane przez oceny moralne i społeczne. Kierunki rozwoju zasad współżycia społecznego wyznaczają rozwijające się stosunki społeczne i społeczno-gospodarcze”. Piasecki K. Zakamycze  2003 stan prawny: 2003.10.01 Komentarz do art. 5 kodeksu cywilnego (Dz.U.64.16.93), [w:] K. Piasecki, Kodeks cywilny. Księga pierwsza. Część ogólna. Komentarz, Zakamycze, 2003.

[33] Zdaniem J.Barty i R.Markiewicza „prawo do wykonywania autorskich praw osobistych zmarłego twórcy nie uprawnia do wyrażenia zgody na takie działania, które naruszałyby treść lub formę utworu z ujmą dla autorskich praw osobistych, lub też na rozpowszechnienie utworu bądź anonimowo, bądź pod pseudonimem. Gdy uprzednio był on rozpowszechniony pod nazwiskiem autora albo gdy twórca zamierzał go ogłosić pod własnym nazwiskiem. J. Barta i R. Markiewicz „Komentarz…,” op. cit.., s. 500.

[34] Na gruncie nowych przepisów J. Barta i R. Markiewicz (J. Barta i R. Markiewicz „Komentarz…,” op. cit., s. 137) wyrażają przekonanie, iż kwestię swobody czynności prawnych w zakresie autorskich dóbr osobistych oceniać należy z uwzględnieniem charakteru dzieła i jego przeznaczenia.

[35] Por. M. Poźniak - Niedzielska, Autorstwo dzieła filmowego, Warszawa 1968, s. 244 - 245.

[36] Zob. orz. S.N. ( I R 415/67, OSP 10/68, poz. 210).

 
Autorskie prawa osobiste a śmierć twórcy


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Autorskie prawa osobiste a śmierć twórcy


Problematyka ochrony autorskich praw osobistych po śmierci twórcy, podzieliła polską doktrynę.[1] Analiza jej dotychczasowego dorobku, zdaje się wskazywać na niemożność stworzenia teorii, której nie można by postawić zarzutu braku spójności.[2] Próbując rozwikłać sprzeczności, powstałe skutkiem braku precyzji zapisów ustawowych, starać się będę udzielić odpowiedzi na następujące pytania :

-          Czy autorskie prawa osobiste gasną wraz z chwilą śmierci twórcy ?

-          Czy słusznym jest postulat petryfikacji utworu po śmierci twórcy ?

-          Jak uzasadnić ochronę autorskich praw osobistych przy braku ich podmiotu, skoro wyznacznikiem tych praw jest więź, która łączy twórcę z utworem ?

-          Czy osoby bliskie chronią i ewentualnie wykonują własne prawa, czy też stoją jedynie na straży praw przysługujących za życia twórcy ?

-          Jakie przyjąć kryteria pozwalające na możliwie optymalną ochronę autorskich praw osobistych twórcy po jego śmierci ?

-          Czy pojęcie „więzi” jaka łączy twórcę z utworem traktować należy w kategoriach psychicznego związania twórcy z utworem, czy też więź ta znajduje swoje odzwierciedlenie w konkretnych prawach przyznanych twórcy bez jakichkolwiek odniesień do subiektywnych doznań twórcy lub - idąc dalej - nawet obiektywnych doznań, jeśli wkraczają one w sferę psychiki ?

-          Czy prawa przyznane osobom bliskim[3] oraz podmiotom wskazanym w art. 78 ust. 4 Pr.Aut. są tożsame z prawami twórcy ?

Z uwagi na pragnienie przedstawienia późniejszych rozważań w sposób możliwie klarowny, jedynie zarysuję tutaj zagadnienia odnoszące się do wzajemnego stosunku autorskich praw osobistych i dóbr osobistych powszechnego prawa cywilnego. Opowiadając się za przyjęciem odrębności tych dóbr, odnosił się będę jednak do powszechnie panującego poglądu o uznaniu autorskich praw osobistych za część dóbr osobistych prawa cywilnego, starając się, nijako przy okazji omawianych zagadnień, zakwestionować słuszność takiego stanowiska. Przyjęcie poglądu o odrębności tych dóbr w sposób istotny ugruntowuje niżej przyjętą koncepcję o trwaniu autorskich praw osobistych po śmierci twórcy. Skoro bowiem autorskie prawa osobiste nie są częścią dóbr osobistych powszechnego prawa cywilnego, to i wyłączenie ich spod mocno ugruntowanej zasady o wygaśnięciu dóbr osobistych po śmierci podmiotu, któremu dobra te przysługują, jest możliwe.

Aby uznać, iż niżej wskazane założenia są słuszne musimy wykazać, że dokonując interpretacji zakresu udzielonej przez Pr.Aut. ochrony, w ogóle nie będziemy brać pod uwagę „psychicznych” doznań twórcy jego „indywidualności”, czy „osobowości” - nie tylko z punktu widzenia subiektywnego, jak postulował S.Grzybowski, ale nawet i obiektywnego. Ocenie poddany będzie wówczas, nie fakt doznania uszczerbku lub ujmy po stronie twórcy, ale jedynie fakt zaistnienia naruszenia, któregoś z praw wskazanych w ustawie Pr.Aut. W każdym zaś innym przypadku, gdy odnieść się będziemy chcieli do osobowości twórcy, zastosowanie znajdą przepisy Kodeksu cywilnego o ochronie dóbr osobistych. Przeanalizujmy zatem, czy możemy się spotkać z przypadkiem, który przeczyłby wyżej postawionej tezie. Inaczej mówiąc, czy jest możliwe przedstawienie takiego stanu faktycznego, który oparty na jednym ze wskazanych w ustawie autorskich praw osobistych, nakazywałby odniesienie się do osobowości twórcy celem przyznania należnej mu ochrony, a nie oparty mógłby pozostać jedynie na wskazanym w ustawie prawie podmiotowym twórcy. Przy czym odpowiedź na tak postawione pytanie, oprzeć możemy z powodzeniem jedynie na prawach wskazanych w ustawie Pr.Aut. Słusznie bowiem zauważono w doktrynie, iż „w przeciągu ponad 70 lat obowiązywania trzech ustaw autorskich, orzecznictwo polskie nie wskazało ani jednego autorskiego dobra osobistego podlegającego ochronie, które wykraczałoby poza katalog ustawowy.”[4] Jedną z dróg, jaka można by pójść w poszukiwaniu odpowiedzi pozytywnej, tzn. uznającej konieczność odniesienia się do osobowości twórcy, jest teoria, której propagatorem był S.Grzybowski, oparta na tzw. „ogólnym autorskim dobru i prawie osobowości”. Teza o istnieniu i konieczności ochrony takiego dobra słusznie została jednak skrytykowana przez E.Wojnicką, twierdzącą, iż „sens ogólnego autorskiego dobra i prawa osobistości sprowadza się tylko do wskazania, że jest wiele wartości niemajątkowych, a nowo ujawniona zostanie objęta granicami zbiorczego pojęcia. W tym celu nie jest jednak wcale potrzebne budowanie konstrukcji ogólnej. Ogólne dobro osobiste i prawo osobistości w krytykowanym ujęciu nie mają zarysowanych granic. Przenoszenie tych konstrukcji do stosunków prawnoautorskich jest nieracjonalne i zupełnie niepotrzebne. Rodzi niebezpieczeństwo (…), związane z nadmiernym rozszerzeniem ochrony i objęciem pieczą „uczuć ludzkich jako pewnej abstrakcyjnej całości”.[5] Skoro zatem nie możemy powołać się na „ogólne autorskie dobro”, jak proponował S.Grzybowski, to starając się obronić koncepcję o posiadaniu przez twórcę dóbr osobistych, gwarantujących ochronę jego sfery osobowości, poszukiwać ich musimy jedynie w przepisach Pr.Aut. Postrzegając jednak, przyznane twórcy środki ochrony należnych mu praw i dóbr osobistych jako całość, zawartą w spójnym - przynajmniej z założenia - systemie prawnym, nie dostrzegam konieczności odniesienia się dla ochrony dóbr osobistych twórcy, do przepisów Pr.Aut. Wystarczające pozostaną tu uregulowania Kodeksu cywilnego. Także w odwrotnej sytuacji nie ma powodów by rozszerzać przyznane twórcy prawa autorskie o ochronę przewidzianą przez Kodeks cywilny. Postulat taki mógł być zasadny do momentu uchwalenia obowiązującej ustawy, która rozszerzyła zakres ochrony twórcy, także o przypadki zagrożenia autorskich praw osobistych, jak również umożliwiła domaganie się zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę (art. 78 ust. 1 Pr.Aut.). Stwierdzić zatem należy, iż Pr.Aut. nie wskazuje na żadne dobro twórcy, które nie mogłoby być chronione na podstawie Kodeksu cywilnego.[6] Pozostałe zaś prawa twórcy, bez konieczności odniesienia się do konstrukcji dóbr osobistych, w wystarczającym zakresie zabezpieczone zostały przez unormowania Pr.Aut., rozumiane jednak jako zespół praw podmiotowych twórcy. Dlatego też, starając się być konsekwentnym, nie wydaje mi się słuszne, stanowisko przyjęte w doktrynie, zakładające z jednej strony trwanie autorskich praw osobistych po śmierci twórcy, z drugiej zaś opowiadające się za uznaniem tożsamości wyżej wskazanych dóbr.[7]

Pominę również, zasygnalizowane przez niektórych autorów, problemy odnoszące się do zmian „nasilenia stopnia ochrony”, jakie zachodzą w miarę upływu czasu, jak również pytania o sens trwania autorskich praw osobistych po wygaśnięciu autorskich praw majątkowych.[8]

Rozważania na temat przedmiotu niniejszego opracowania zacząć należy od stwierdzenia, iż w dużym uproszczeniu, problem nie sprowadza się do nazewnictwa - czy chronimy i wykonujemy autorskie prawa osobiste, czy też „interes powszechny w utrzymaniu w stanie nienaruszonym tych wartości, które są chronione za życia twórcy jego prawami osobistymi”[9], ale do konieczności ustalenia, czy prawa osobiste twórcy wygasły, komu one przysługują i jakie przyjąć kryteria ich ochrony lub wykonywania.[10] Przy wielości poglądów i odmienności odpowiedzi, udzielanych na wyżej zadane pytania, jedno nie podlega niczyich wątpliwości - przyznane za życia twórcy prawa, niezależnie od charakteru więzi łączącej twórcę z utworem, powinny być chronione. Zarówno sposób tej ochrony jak i jej zakres oraz zagadnienia związane z możliwością wykonywania autorskich praw osobistych przez osoby bliskie, pozwalają dokonać podziału, problematyki związanej z autorskimi prawami osobistymi po śmierci twórcy, na trzy podstawowe zagadnienia :

-          trwania lub wygaśnięcia autorskich praw osobistych po śmierci twórcy;

-          możliwości i zakresu wykonywania tych praw przez osoby bliskie oraz

-          ochrony autorskich praw osobistych po śmierci twórcy.

Dokonując analizy, kształtujących się już od dziesięcioleci, poglądów w zakresie przedmiotu niniejszego opracowania, przyznaję, ze najbliższe mojemu rozumieniu zapisów ustawy Pr.Aut. i zakładanych intencji ustawodawcy, są poglądy głoszone przez F.Zolla i S.Rittermana.[11] Ukształtowane jeszcze na postanowieniach ustawy autorskiej z 1926r. opierały się one na założeniu o trwaniu autorskich praw osobistych po śmierci twórcy.[12] Bliskim pozostaje mi także pogląd tych Autorów, o staniu osób bliskich zmarłemu twórcy, na straży jego praw osobistych. Dostrzegając zasadność niektórych zarzutów ich przeciwników, starać się będę wykazać, że przyjęcie koncepcji odmiennej niż F.Zolla, S.Rittermana, czy także J.Barty i R.Markiewicza, stoi w sprzeczności nie tylko z literalnymi zapisami ustawy Pr.Aut., ale i wyraźną linią rozumowania ustawodawcy - konsekwentnie wyrażaną w kolejnych ustawach autorskich.

Przeciwnicy poglądu o trwaniu autorskich praw osobistych po śmierci twórcy odnoszą się przede wszystkim do postanowień Kodeksu cywilnego i opartych na nich założeń ochrony dóbr osobistych. Wychodząc z ogólnej zasady wygaśnięcia wszelkich dóbr osobistych wraz ze śmiercią podmiotu, któremu one przysługiwały, całkowicie ignorowane są wyraźne unormowania Pr.Aut. Tak np. zwolenniczka argumentacji S.Grzybowskiego, E.Wojnicka, przechodzi do porządku dziennego nad wprowadzeniem, przez art. 78 ust. 3 Pr.Aut., możliwości wykonywania autorskich praw osobistych zmarłego twórcy przez osoby bliskie lub dookreślenie, iż mówimy o dobrach osobistych zmarłego twórcy, które znalazło się także w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. Wprowadzona zmiana, nie tylko, że w ogóle dopuszcza wykonywanie autorskich praw osobistych, czego nie przewidywały ustawy autorskie z 1926 i 1952r, ale i wyraźnie, w ust. 2 i 4 art. 78 Pr.Aut., odnosi się do osoby „zmarłego” twórcy, stanowiąc tym samym wyraz woli ustawodawcy w precyzyjnym określeniu czyje prawa mają być wykonywane i chronione. Nie zgadzam się z zapatrywaniem autorki, dla której uzupełnienie to „niczego nie wyjaśnia i pozostawia interpretatora przepisu w punkcie wyjścia”[13]. Nie ulega moich wątpliwości, że uzupełnienie to stanowi próbę, (aczkolwiek nie nazbyt precyzyjną), określenia woli ustawodawcy, która w omawianym zakresie zdaje się przeczyć poglądom S.Grzybowskiego, czy E.Wojnickiej i nie widzę powodów dla których zmianę tą traktować byśmy mieli jedynie jako „typową redundację”.[14]

Ciekawą koncepcję rozwiązania problemu trwania autorskich praw osobistych po śmierci twórcy przedstawił B.Gawlik, opowiadając się przeciwko uznaniu praw należnych twórcy jako praw podmiotowych.[15] Zgodnie z wyżej przytoczoną argumentacją, zdaniem moim, oparcie konstrukcji autorskich dóbr osobistych nie na dobrach osobistych twórcy lecz na prawach podmiotowych pozwala odeprzeć zarzuty o wygaśnięciu dóbr osobistych wraz ze śmiercią podmiotu, któremu one przysługują. Autorskie prawa osobiste stanowiłoby wówczas autonomiczne dobro, którego ochrony moglibyśmy dochodzić niezależnie od osoby twórcy. Zdaniem B.Gawlika[16] odniesienie się do teorii interesu, a nie praw podmiotowych, pozwala na uniknięcie zarzutu braku podmiotu i przedmiotu ochrony autorskich praw osobistych po śmierci twórcy.[17] Wówczas to przyznane za życia twórcy autorskie prawa osobiste, jako zespół nabytych uprawnień (interesów) mógłby pozostać niezmieniony także i po śmierci twórcy.[18] Na straży spójności tej koncepcji stać ma odpowiednia interpretacja definicji autorskich praw osobistych, która zakłada całkowite odrzucenia psychicznych więzi twórcy z utworem. Skoro zatem autorskie prawa osobiste nie są wyznacznikiem więzi, rozumianej w kategoriach psychicznych powiązań twórcy z utworem, a jedynie spisem przyznanych twórcy praw-interesów, których ochronę zapewnił ustawodawca, to i znika problem konieczności określania, przy wykonywaniu i ochronie autorskich praw osobistych po śmierci twórcy, zakresu jego domniemanej woli. Osoby bliskie lub organizacje i stowarzyszenia wskazane w art. 78 ust. 4 Pr.Aut., nie chroniłyby wówczas swych własnych praw lecz interesy zmarłego twórcy. Pogląd ten, aczkolwiek niezwykle interesujący i jako jeden z nielicznych, pozwalający na możliwie spójne wytłumaczenie powstałych wątpliwości, zdaniem moim, należy odrzucić, jako oparty na mylnym założeniu braku istnienia praw podmiotowych po stronie twórcy.

Podzielam pogląd A.Wojciechowskiej, opowiadającej się przeciwko założeniom dokonanym przez J.Bartę i R.Markiewicza[19] przypisujących cechę wieczności autorskim prawom osobistym, a nie samej więzi, która - ich zdaniem - po śmierci twórcy wygasa.[20] Autorka sprzeciwia się także spostrzeżeniom E.Wojnickiej zakładającej nieograniczoność w czasie za cechę więzi, ale traktując ją jako kategorię prawnie irrelewantną, odmawia jej wpływu na treść autorskich praw osobistych. Autorka słusznie zauważa, iż wymienione atrybuty dotyczą pojęcia więzi, a jednocześnie - inaczej niż E.Wojnicka - uważa więź za osiową kategorię autorskich praw osobistych.[21]

Uznaję, że wskazane w ustawie autorskie prawa osobiste, stanowią wyznacznik więzi łączącej twórcę z utworem. Tak rozumiana więź miałaby jedynie charakter swoistego dookreślenia przynależnych twórcy praw podmiotowych. Z tego punktu widzenia za bezzasadny można by uznać zarzut niemożności wyznaczenia granic lub samej weryfikacji istnienia więzi, skoro nie ma osoby twórcy, będącego jej jedynym odnośnikiem. Ustawa wyraźnie mówi o „ więzi twórcy z utworem” trzeba zatem zadać pytanie czemu miało służyć takie sformułowanie tego przepisu ? Jestem zdania, iż ustawodawca, wprowadzając pojęcie „więzi” starał się wskazać czyje prawa podmiotowe podlegać mają ochronie - nie tylko za życia twórcy, ale i po jego śmierci. Tak rozumiana więź nie ustaje zatem z chwilą śmierci twórcy, gdyż jej podstawą jest zespół praw podmiotowych twórcy, na straży których stać by miały po jego śmierci podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. Podmioty te, nabywając własne prawa podmiotowe uzyskiwałyby je jednak, w granicy jakie przysługiwały one twórcy, stojąc na straży utworu, któremu ostateczny kształt nadał sam twórca za życia.

Art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. nie mówi o ochronie autorskich praw osobistych, będących wyznacznikiem więzi z utworem podmiotów wskazanych tymi przepisami - taka definicja przyjęta jest jedynie w odniesieniu do osoby twórcy. Zdaniem moim, podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. są jedynie egzekutorami autorskich praw osobistych zmarłego twórcy, opierając się przy tym na przyznanych przez im ustawodawcę własnych prawach podmiotowych. Istotnym zatem jest odpowiedź na pytanie, czy mogą one je wykonywać i domagać się ich ochrony jako praw wyłącznie własnych, bez konieczności brania pod uwagę woli twórcy, czy choćby wbrew interesowi społecznemu. Negatywna odpowiedź na to pytanie statuowałaby byt „ułomnych praw podmiotowych”, których dochodzenie uzależnione by było od czynników zewnętrznych, pozostających poza sferą praw podmiotowych osób bliskich i podmiotów wskazanych w art. 78 ust. 4 Pr.Aut. Ustawa nie upoważnia wprost do przyjęcia takiego założenia. Dlatego też za zasadne uznać należy poglądy S. Grzybowskiego, czy E.Wojnickiej, zgodnie z którymi podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut., upoważnione są do dochodzenia swych własnych interesów.[22]

Jak łatwo zauważyć niezwykle trudno jest sformułować pogląd, któremu nie można by postawić zarzutu braku spójności w odniesieniu do całej jego konstrukcji. Przyjęcie założenia, iż autorskie prawa osobiste są wieczne, rodziłoby wątpliwości odnośnie podmiotu, któremu miałyby one przysługiwać, gdybyśmy uznali, że stanowią one „więź” twórcy z utworem, rozumianą nie jako zespół praw podmiotowych, ale element związku psychicznego. Założenie natomiast, że wygasają wraz z chwilą śmierci twórcy stoi w sprzeczności z wyraźnym zapisem ustawy oraz niewątpliwą intencją ustawodawcy. Problemy powstają z chwilą podjęcia próby sprecyzowania nie tylko zakresu ochrony jakiej mogą dochodzić podmioty określone w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut., ale i zakresu możliwej ingerencji osób bliskich w treść osobistych praw autorskich twórcy. Dlatego też punktem wyjścia dla późniejszych rozważań była dla mnie następująca konstatacja:

-          rozbieżne poglądy, zarówno polskiej jak i zagranicznej doktryny prawa, łączy wola ochrony autorskich praw osobistych twórcy po jego śmierci;

-          żaden ze wspomnianych poglądów nie tworzy konstrukcji na tyle precyzyjnej by nie można jej postawić zarzutu braku wewnętrznej spójności;

-          ponieważ intencją ustawodawcy, zgodną zarówno z moim, ale także jak się zdaje i ogólnospołecznym odczuciem oraz poglądami niektórych przedstawicieli doktryny, była możliwie pełna ochrona autorskich praw osobistych twórcy po jego śmierci, przyjąć należy taki tok rozumowania, który zapewniałby tę ochronę w sposób optymalny;

-          ochrona będzie zapewniona w sposób optymalny, o ile możliwie wiernie odzwierciedlona zostanie wola twórcy. Inaczej mówiąc, o ile przyjęte zostaną takie kryteria tej ochrony, które pozwolą na możliwie wierne oddanie więzi łączącej twórcę z utworem;

-          powyższy cel może zostać osiągnięty w najpełniejszym wymiarze jedynie przy założeniu :

    częściowej choćby petryfikacji autorskich praw osobistych twórcy po jego śmierci. Założenie to pozostaje zgodne z treścią art. 16 Pr.Aut. zakładającego brak możliwości zrzeczenia się lub zbycia przez twórcę przynależnych mu autorskich praw osobistych, oraz
    braku możliwości nieograniczonego wykonywania autorskich praw osobistych twórcy przez osoby bliskie, co niestety, przynajmniej przy oparciu się na wykładni literalnej, stoi w sprzeczności z postanowieniami art. 78 ust. 3 Pr.Aut.

Zdaję sobie sprawę, iż ostatnie poczynania ustawodawcy stawiać mogą pod znakiem zapytania, jedną z metod interpretacyjnych, odnoszącej się do racjonalizmu jego postępowania. Pragnę jednak zwrócić uwagę, iż dyskusja na temat wygaśnięcia autorskich praw osobistych po śmierci twórcy trwa już od dziesięcioleci.[23] W związku z powyższym, takie a nie inne uregulowanie Pr.Aut. daje nam wskazówkę, iż ustawodawca nadal opowiada się za przyjęciem nie wygaśnięcia autorskich praw osobistych twórcy po jego śmierci. Inaczej cóż by stało na przeszkodzie by, ucinając toczące się od lat spory, sformułować te zapisy bardziej klarownie ? Co więcej odmienne odczytanie literalnych zapisów ustawy, nawet w myśl przyjętych ogólnych zasad prawa cywilnego, kreuje obraz nie tyle ustawodawcy nieracjonalnego ile kompletnie nieuważnego, który zamiast wskazać na ochronę interesu społecznego lub dóbr osobistych osób bliskich, w sposób wyraźny i jednoznaczny odnosi się do autorskich praw osobistych zmarłego twórcy.

Podzielam pogląd J.Barty i R.Markiewicza o „rozluźnieniu” związku autorskich praw osobistych z osobą twórcy także za jego życia.[24] Starając się uzasadnić tezę o możliwości wykonywania autorskich praw osobistych przez inne podmioty niż twórca, także za życia twórcy, autorzy starali się wykazać, że możliwość taka stanowi przesłankę za uznaniem trwania autorskich praw osobistych po śmierci twórcy. Próba obalenia tej tezy przez E.Wojnicką[25] odwołującą się jedynie do podanego przez autorów przykładu możliwości zrzeczenia się przez twórcę prawa decydowania o pierwszej publikacji utworu, zdaje się nie uwzględniać dość powszechnie przyjętej w doktrynie prawa opinii, uznającej za dopuszczalną możliwość zrzeczenia się prawa do wykonywania autorskich praw osobistych przez twórcę lub zezwolenia na wykonywanie takiego prawa przez osoby trzecie.[26] Zdaniem przeważającej części doktryny bezpieczeństwo obrotu wymaga by możliwość wykonywania i ochrony autorskich praw osobistych była ograniczana, w każdym przypadku, gdy eksploatacja utworu związana jest np. ze znacznymi nakładami finansowymi.[27] Pojawiają się także głosy o możliwości postawienia zarzutu nadużycia prawa podmiotowego przez twórcę, który chciałby wykonywać swoje prawa osobiste względem podmiotów, które uzyskały jego wcześniejszą zgodę na ograniczenie tych praw.[28] Dlatego też jedyną możliwość by uznać stanowisko E.Wojnickiej, oponującej tezie o „rozluźnieniu” więzi autorskich praw osobistych z osobą twórcy, polegającej na możliwości zrzeczenia się wykonywania tych praw przez inne niż osoba twórcy podmioty, jest uznanie, że twórca takiej możliwości po prostu nie ma. Nietrafny wydaje mi się także pogląd tej autorki, zakładającej, iż nie mamy do czynienia z żadnym „rozluźnieniem” związku twórcy z jego autorskimi prawami osobistymi, skoro „to sam twórca dzieła, a nie eksploatujący wykonał służące mu autorskie prawo osobiste”. Ograniczenie autorskich praw osobistych dokonywane przez samego twórcę może bowiem następować nie tylko poprzez zrzeczenia się prawa do wykonywania autorskich praw osobistych, ale i zezwolenia na wykonywanie takiego prawa przez osoby trzecie. W drugim ze wskazanych wyżej przypadków twórca nie tyle „wykonuje”, te prawa ile przenosi możliwość ich wykonywania na inne osoby. A zatem samo umożliwienie podjęcia decyzji przez osobę trzecią (także za życia twórcy), co do zakresu wykonywania autorskich praw osobistych, stanowi, zdaniem moim, argument za opowiedzeniem się o trwaniu autorskich praw osobistych po śmierci twórcy.

E.Wojnicka zakłada, iż sam fakt pozostawania autorskich praw osobistych częścią powszechnego prawa cywilnego, stanowi wystarczającą przesłankę do uznania, że nie mogą one trwać dłużej niż okres życia twórcy[29]. Trudno nie zgodzić się z generalnym spostrzeżeniem E.Wojnickiej, że „dobra i prawa osobiste nie mogą istnieć (trwać) bez osoby wskazanej w przepisach jako ich podmiot”.[30] Skoro zaś nie można ich przenieść „mortis causa na oznaczone osoby” to zastanowić by się można było, czy faktycznie nie powinny wygasnąć. Obalenie, przyjętej przez J.Bartę i R.Markiewicza koncepcji „swoiście przyjętego zastępstwa procesowego” brzmi równie przekonująco, choć wynika, jak się zdaje ze zbyt dosłownego odebrania zamysłu tych autorów, odnoszących się raczej do idei zastępstwa procesowego, aniżeli precyzyjnie ukształtowanej formuły cywilnej.[31] Zdaniem moim osoby bliskie nie nabywają żadnych praw w drodze dziedziczenia lecz posiadają własne prawo podmiotowe do wykonywania autorskich praw osobistych zmarłego twórcy. Źródłem tego prawa jest wprost umocowanie płynące z art. 78 ust. 2 -4 Pr.Aut. Podkreślenia jednak wymaga fakt, iż - w moim rozumieniu - pojęcie „praw własnych” osób bliskich i podmiotów wskazanych w art. 78 ust. 4 Pr.Aut. nie może być interpretowane jako jednoznaczne z przyznaniem tym podmiotom autorskich praw osobistych przynależnych za życia twórcy lecz jedynie jako przyznanie prawa podmiotowego do ich wykonywania i ochrony. Możliwość ochrony i wykonywania prawa, w omawianym zakresie, nie jest bowiem tożsama z faktem posiadania autorskich praw osobistych twórcy, gdyż uwarunkowana jest koniecznością „reprezentowania” i poszanowania jego woli.

Zdaniem S.Grzybowskiego autorskie prawa osobiste „czuwając nad indywidualnością twórcy” nie mogą zostać przeniesione. Autor wychodzi z założenia, iż ustawa przewidziała istnienie i ochronę tych praw, których wyznacznikiem jest więź twórcy z utworem, właśnie celem ochrony związku łączącego twórcę z jego dziełem. Jak zatem związek ten, tak przecież zindywidualizowany, mógłby zostać przeniesiony na inne osoby?[32] Otóż zdaniem moim może. Za życia twórcy realizując, bądź też wstrzymując się z realizacją przyznanych mu praw podmiotowych, twórca wskazuje swą wolę w takim, a nie innym zakresie i sposobie eksploatacji jego utworu. Z chwilą jego śmierci pozostawieni zostajemy z wiecznie ukształtowanym i nieograniczonym w czasie, obrazem więzi jaka łączyła twórcę z utworem, ukształtowanej w oparciu o przynależne twórcy prawa podmiotowe. Inaczej mówiąc wraz ze śmiercią twórcy pozostaje spetryfikowane dobro w postaci ukształtowanych po wsze czasy jego autorskich praw osobistych. Prawa te podlegają ochronie w granicach jakie nadał im twórca za życia. Jedynie w wyjątkowych przypadkach, zwłaszcza, gdy twórca, niezależnie od przyczyn, nie wyraził swojej woli w sposób wystarczająco klarowny, zastanowić się należy nad dopuszczalnością interpretacji jego woli i ewentualnej jej wykonaniu. Możliwość podejmowania działań, wkraczających w tak ukształtowane dobr zmarłego twórcy, powinna mieć jednak charakter wyjątkowy, a nie stanowić regułę dopuszczającą swobodne dysponowanie jego autorskimi prawami osobistymi.

W myśl postanowień art. 78 ust. 3 Pr.Aut. jeżeli twórca nie wyraził innej woli, osoby bliskie uprawnione są, w tej samej kolejności, do wykonywania autorskich praw osobistych zmarłego twórcy. Jest to nowe unormowanie, którego odpowiednika nie znajdujemy w postanowieniach ustaw autorskich z 1926 i 1952r.

Jeżeli uznalibyśmy, że osoby bliskie wykonują własne prawa, bez żadnych ograniczeń, uznać byśmy musieli, iż przysługuje im prawo do wykonywania tych praw w takim samym zakresie jak prawo to przysługiwało twórcy.[33]. Ponieważ przyznanie takich uprawnień tym podmiotom zdaje się być oczywistym absurdem (zwłaszcza jeżeli odniesiemy się np. do prawa do wypowiedzenia umowy z uwagi na istotne interesy twórcy, czy prawo merytorycznej ingerencji w treść utworu), przyjąć musimy, iż jedynym wyznacznikiem określającym granice przyznanych osobom bliskim praw jest fakt, że wykonując przyznane im prawa podmiotowe nie mogą czynić tego w sposób sprzeczny z wolą twórcy wykazaną za jego życia. Wówczas to wyznacznikiem przysługujących tym osobom praw byłaby wola twórcy wyrażona za jego życia, a nie wola tych osób. [34]

Zgodnie z definicją autorskich praw osobistych z art. 16 Pr.Aut. autorskie prawa osobiste łączą twórcę z utworem i nikogo innego. W związku z tym element „więzi” należy odnieść tylko do twórcy, podczas, gdy inne podmioty uzyskiwać powinny jedynie prawo „stania na straży” przyznanych twórcy praw podmiotowych. Więź łącząca osoby bliskie z utworem (ale i twórcą) nie powinna stanowić wyznacznika określającego zakres i sposób wykonywania przez nich praw. Osoby bliskie powinny stać na straży praw jakie przysługiwały twórcy, starając się możliwie wiernie realizować jego wolę (choćby domniemaną). Stąd postulat petryfikacji autorskich praw osobistych, z chwilą śmierci twórcy i to pomimo nieszczęśliwego zapisu art. 78 ust. 3 Pr.Aut. Starając się racjonalnie zinterpretować postanowienia tego artykułu, uwzględniać powinniśmy w pierwszej kolejności wyrażoną w jakikolwiek sposób wolę twórcy, a jeżeli jej nie było, to pod uwagę powinien być brany słuszny interes społeczny, a na końcu wola osób bliskich i to też pod warunkiem, że nie byłaby ona rażąco sprzeczna z interesem społecznym.

Oczywistym jest fakt, iż więź rozumiana jako, zespół przyznanych jedynie twórcy praw podmiotowych, nie może przejść na osoby trzecie. Skoro jednak jest ona „nieograniczona w czasie” to przyjąć możemy, iż jako „dobro” ponadczasowe (ukształtowany obraz zrealizowanych, bądź niezrealizowanych, przez twórcę praw podmiotowych), pozostaje ona wśród nas po śmierci twórcy. Jest to zatem swoistego rodzaju ponadczasowe dobro powszechne (nie należące wyłącznie do podmiotów wskazanych w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut.) i podlegać powinno ochronie podobnej do ochrony jaką przewidują przepisy np. dla ochrony dziedzictwa kulturowego. Podmioty uprawnione do ochrony i wykonywania tego „dobra” powinny zatem zawsze uwzględniać domniemaną lub wyraźnie wyrażoną wolę twórcy. Wystąpienie przeciwko tej woli, stanowiłoby nadużycie przysługujących osobom bliskim praw i mogło stanowić podstawę do uznania takich działań za nadużycie prawa, zgodnie z postanowieniami art. 5 K.c.

Starając się uzasadnić ewidentną niemożność wykonywania niektórych z praw zmarłego twórcy, sformułowano postulat podziału tych uprawnień na pozytywne i negatywne. Przeciwny jestem formułowaniu generalnych zastrzeżeń o wygaśnięciu, po śmierci twórcy uprawnień pozytywnych, a trwaniu zakazowych (negatywnych). Przeciwko formułowaniu takich zastrzeżeń wystąpiła m.in. E. Wojnicka [35]. Pomimo słuszności spostrzeżeń autorki, co do zasady opowiadającej się przeciwko tak formułowanym generalnym zasadom, trudno mi się zgodzić z autorką, która sprzeciwem tym stara się uzasadnić tezę o wygaśnięciu autorskich praw osobistych po śmierci twórcy. Fakt, iż nie można wskazać wyraźnej granicy dozwolonej ingerencji osób bliskich w utwór, po śmierci jego twórcy, jak również, że nie należy formułować generalnego założenia o wygaśnięciu wszelkich uprawnień pozytywnych osób bliskich, nie osłabia tezy o wieczności autorskich praw osobistych. Postawieni jedynie pozostajemy przed koniecznością wytyczenia granicy dozwolonych przez osoby bliskie działań np. w oparciu o art. 5 K.c. Zatem każda daleko posunięta ingerencja tych podmiotów w utwór stanowi nadużycie prawa podmiotowego. Konstrukcja przyjęta przez Pr.Aut. osobistych praw twórcy, stać miała na straży więzi łączącej twórcę z utworem, a co za tym idzie osoby bliskie nie powinny umiejscawiać się w pozycji wyrazicieli woli twórcy, o ile nie została ona w sposób wyraźny wyrażona przez samego twórcę lub nie moglibyśmy jej domniemywać w oparciu o słuszny i godny ochrony interes społeczny.[36]

Twierdzenie S. Grzybowskiego, że po śmierci twórcy ochronie poddane zostaje „osobiste zainteresowanie powoda, a także jego uczucie przywiązania do zmarłego twórcy” [37], a zatem prawa osób bliskich, bez żadnych ograniczeń, nie znajduje uzasadnienia w ustawie. Ustawa przyznaje co prawda prawa podmiotowe podmiotom wskazanym w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut.  do ochrony i wykonywania (w przypadku osób bliskich) praw zmarłego twórcy, ale zdaniem moim prawa te ograniczone są wyrażoną za życia twórcy wolą i interesem społecznym, będącym wyznacznikiem interpretacji domniemanej woli twórcy, w każdym przypadku, gdy nie skorzystał on za życia z przyznanych mu praw. Zatem granice praw przyznanych osobom bliskim ograniczone są prawami podmiotowymi twórcy, jego wolą wyrażoną za życia lub domniemaną po jego śmierci. Oczywistym się wydaje, iż „osobiste zainteresowania” osób bliskich stać mogą w sprzeczności z przesłanką ochrony jaką według S.Grzybowskiego jest „interes powszechny w otrzymaniu w stanie nienaruszonym tych wartości, które są chronione za życia twórcy jego prawami osobistymi”.[38] Słuszną zatem jest taka interpretacja zapisów art. 78 ust. 3 Pr.Aut., która zakładałaby - zgodnie zresztą z jej literalnym brzmieniem - legitymację czynną do występowania z roszczeniami o ochronę autorskich praw osobistych zmarłego twórcy - rozumianych jako zespół praw podmiotowych przyznanych twórcy i podlegających ochronie także po jego śmierci.

Reasumując uznaję, iż ustawodawca nie wyposażył osób bliskich w żadne prawa w postaci ich osobistego „przywiązania do utworu”. Dochodzenie zaś przez te osoby przysługujących im praw do pamięci o osobie zmarłej, czy jej czci, oparte powinno być o postanowienia art. 23 i nast. k.c., a nie art. 78 ust. 3 Pr.Aut., który służy innemu celowi. Pogląd powyższy, aczkolwiek oparty na innych przesłankach, zgodny jest co do swej istoty z poglądami wyrażonymi przez J.Bartę i R. Markiewicza, których zdaniem „autorskie dobra osobiste chronią stosunek osobisty twórcy do jego dzieła. Stosunek psychiczny twórcy do utworu ustaje z chwilą śmierci. Mimo to przedmiotem ochrony są nadal autorskie dobra osobiste zmarłego”.[39] Ponadto, Autorzy słusznie zauważają, że „w razie wskazania przez twórcę innej osoby niż określona w ustawie, może się okazać, że zachowania wymienione w przepisie jako naruszające autorskie dobra osobiste, nie stanowią bynajmniej ingerencji w sferę własnych dóbr osobistych tej osoby”.[40]

Autorskie prawa osobiste to więź łącząca twórcę z utworem, rozumiana jako zespół praw podmiotowych przyznanych twórcy. Więź ta najczęściej doznaje „jakiegoś” wyrażenia już za życia twórcy. Skoro uznajemy, że wyznacznikiem autorskich praw osobistych jest więź, to wraz ze śmiercią twórcy więź ta - rozumiana jednak jedynie jako możliwość dalszego korzystania przez twórcę z przysługujących mu praw i kształtowania jego utworu, zgodnie z przysługującymi twórcy prawami - gaśnie. Pozostaje jednak spetryfikowany obraz tej więzi tzn. wola wyrażona w sposób wyraźny lub nie wyrażona w ogóle (co też stanowi wyraz woli twórcy). Obraz ten tworzy zespół urzeczywistnianych praw, na straży których powinny stać podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. Opowiedzenie się za petryfikacją utworu po śmierci twórcy, chroniąc w sposób optymalny autorskie prawa osobiste, pozwala na przedstawienie utworu potomności w stanie nienaruszonym, a co ważniejsze, zgodnym z zamiarem twórcy. Nie należy zapominać, iż w znacznej mierze będziemy mieć do czynienia z utworami opublikowanymi, a co za tym idzie z utworami, które przybrały kształt zgodny z wolą twórcy. Wystąpienie przeciwko tej woli powinno mieć charakter incydentalny i poparte być ważnym społecznie interesem. Przyznanie zatem nazbyt szerokich uprawnień osobom bliskim, m.in. do dokonywania zmian w utworze (a takie uprawnienie wynikałoby z literalnego odczytania art. 78 ust. 3 Pr.Aut.) nie powinno być dopuszczalne.

De lege ferenda postulować by należało wykreślenie postanowień art. 78 ust. 3 Pr.Aut. Dostrzegając konieczność umożliwienia, w uzasadnionych wypadkach, wykonywania autorskich praw osobistych, postulować by należało, w miejsce wykreślonego art. 78 ust. 3 Pr.Aut., wprowadzić zapis umożliwiający wykonywanie autorskich praw osobistych organizacjom i stowarzyszeniom wskazanym w art. 78 ust. 4 Pr.Aut. Analiza ewentualnych możliwości, w których zaistnieć może konieczność wykonywania autorskich praw osobistych zmarłego twórcy, wskazuje, iż podmiotami, które zadanie to spełniałyby w sposób bardziej zobiektywizowany, byłyby organizacje i stowarzyszenia określone w art. 78 ust. 4, a nie osoby bliskie, zdecydowanie mniej obiektywne i mogące swoje decyzje opierać na irracjonalnych przesłankach. Dodatkowo, zdaniem moim, postulować by należało sprecyzowanie zakresu udzielonego prawa do wykonywania praw osobistych zmarłego twórcy, w sposób wyraźny wskazując np. na niemożność ingerowania w istotę utworu, w jego integralność.

Zgodnie z postanowieniami art. 78 ust. 4 Pr.Aut. jeżeli twórca nie wyraził inne woli, z powództwem, o ochronę autorskich praw osobistych zmarłego twórcy, może również wystąpić stowarzyszenie twórców właściwe ze względu na rodzaj twórczości lub organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, która zarządzała prawami autorskimi zmarłego twórcy. W związku z takim zapisem ustawowym, pojawia się jednak konieczność uzyskania odpowiedzi na pytanie jak rozstrzygnąć ewentualny konflikt pomiędzy organizacją lub stowarzyszeniem, wskazanym w art. 78 ust. 4 Pr.Aut., a osobami bliskimi, wskazanymi w art. 78 ust. 2 Pr.Aut. ? Ponieważ mamy tu do czynienia ze zbiegiem norm, z których żadnej ustawodawca nie przyznał pierwszeństwa, ani pierwszeństwo to nie wynika z ich wzajemnego stosunku, ewentualny spór co do zakresu ochrony autorskich praw osobistych zmarłego twórcy, jaki mógłby powstać pomiędzy osobami bliskimi i podmiotami wskazanymi w art. 78 ust. 4 Pr.Aut., powinien być rozstrzygnięty przez sąd.

Wyrażone wcześniej uwagi należy odnieść także do zagadnień związanych z ochroną autorskich praw osobistych po śmierci twórcy. Przede wszystkim podkreślenia wymaga, że podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. stać powinny na straży nie „własnych” praw lecz praw zmarłego twórcy. Przeciwny temu poglądowi był S.Grzybowski, którego zdaniem zmarły nie jest podmiotem praw majątkowych ani niemajątkowych i dlatego nie można mówić o autorskich dobrach osobistych zmarłego twórcy.[41] Przedmiotem ochrony jest osobiste zainteresowanie powoda, a także jego uczucie przywiązania do zmarłego twórcy”[42]. A zatem chronione są własne dobra i prawa osobiste podmiotów żądających ochrony prawnej[43]. Także J.Błeszyński[44] wysuwa na pierwszy plan interesy osób bliskich twórcy. Wyjaśniając ich naturę prawną, autor konstruuje dobro osobiste określone jako „uczucie pietyzmu dla zmarłych bliskich i poszanowania ich dorobku”. Osoby upoważnione do żądania ochrony mają własne prawa osobiste, które są „oparte na prawie powszechnym”. Powodowie nie muszą wykazywać osobistego (własnego) interesu.[45] Zarówno S.Grzybowski jak i W.Serda opowiadając się za ochroną dóbr własnych podmiotów żądających ochrony stwierdzają jednocześnie, iż „sąd rozstrzygając sprawę kierować się powinien założeniem, jak gdyby pozew wniósł zmarły twórca”.[46] Pogląd taki, zdaniem moim, zawiera wewnętrzną sprzeczność. Dochodzi tu bowiem do błędnej interpretacji podstawowego zagadnienia, a mianowicie czyje prawa są chronione. Inaczej mówiąc, jak sąd może chronić własne prawa osób bliskich i podmiotów wskazanych w art. 78 ust. 4 Pr.Aut., jako wyznacznik posiadając prawa zmarłego twórcy, a więc innego podmiotu ?

Fakt, iż zmarły nie może być podmiotem praw zarówno majątkowych jak i niemajątkowych, nie wyklucza możliwości ochrony, a nawet wykonywania tych praw przez inne podmioty. Brak podmiotu w osobie twórcy nie może też przesądzać o uznaniu za słuszne założenia, o konieczności zmiany przedmiotu tej ochrony, tj. praw osobistych twórcy, a nie praw osób mu bliskich lub organizacji i stowarzyszeń, o których mowa w art. 78 ust. 4 Pr.Aut. Osoby bliskie uzyskały jedynie prawo ochrony i wykonywania praw twórcy, uzyskały legitymację procesową do występowania celem ochrony praw zmarłego twórcy, a nie praw własnych. Oczywiście przy takim założeniu powstaje problem na czyją rzecz ma zasądzić sąd skoro nie żyje podmiot pierwotnie uprawniony, którego prawa są przedmiotem procesu. Nie widzę innej możliwości aniżeli uznanie, że ewentualny wyrok zapaść powinien na rzecz podmiotów wskazanych w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. Różnica w odniesieniu do wyżej wskazanych poglądów jest jednak ogromna. Osoby bliskie i organizacje wskazane w art. 78 ust. 4 Pr.Aut. dochodziłyby ochrony praw zmarłego twórcy, a nie własnych. Przesłanki udzielenia takiej ochrony przez sąd byłyby zatem inne, a zapadły na rzecz tych podmiotów wyrok, stać powinien na straży autorskich praw osobistych zmarłego twórcy i miałby być wyznacznikiem jego domniemanej woli, a nie woli osób bliskich. Wówczas to podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 i 4 Pr.Aut. stałyby się jedynie egzekutorami woli zmarłego twórcy, a nie beneficjentami przysługujących mu za życia praw.[47]





[1] Pogląd dominujący w doktrynie prawa o uznaniu autorskich praw osobistych za część dóbr osobistych powszechnego prawa cywilnego wyrazili m.in. J.Szwaja „Ochrona dóbr osobistych twórców nauki” ZNUJ 1985, PZWiOWI, z. 41, s. 185-187; J.Barta i R.Markiewicz „Ochrona dóbr osobistych w zakresie twórczości naukowej i artystycznej, (w:) Dobra osobiste i ich ochrona w polskim prawie cywilnym” Wrocław 1986, s. 136, „Komentarz do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych” pod red. J.Barta, R.Markiewicz, Dom Wydawniczy ABC, wydanie II, 2001r., s. 197-198. E.Wojnicka „Prawo autorskie” pod red. J.Barty, INP PAN, Warszawa 2003, s. 205 i n. Odmiennie J.Błeszyński „Prawo autorskie” , Warszawa 1988, s. 116; A.Wojciechowska „Czy autorskie prawa osobiste są dobrami osobistymi prawa cywilnego ?” Kwartalnik Prawa Prywatnego 1994, z. 3, s. 371 i n.

[2] „Problematyka autorskich praw osobistych nie znalazła natomiast - jak dotąd - odzwierciedlenia w dyrektywach z zakresu prawa autorskiego, które zasadniczo nie zajmuje się kwestiami wiążącymi się z prawami osobistymi przysługującymi twórcom.” A.Matlak „Ujednolicenie treści prawa autorskiego w ramach Unii Europejskiej” ZNUJ PZWiOWI, Kraków 2002, s. 111-112.

[3] Celem uproszczenia i klarowności późniejszych rozważań, podmioty wskazane w art. 78 ust. 2 Pr.Aut., zwane będą dalej przez mnie w skrócie „osobami bliskimi”.

[4] E.Wojnicka „Ochrona autorskich dóbr osobistych”, Łódź 1997r.., s. 114.

[5] E.Wojnicka ibidem, s. 99 - 100.

[6] Tak np. w glosie do wyroku SN z dnia 16 września 1986r. E.Wojnicka stwierdza iż „uczucia wiążące twórcę z dziełem nie mają znaczenia przy udzielaniu ochrony”, a „odwoływanie się do psychiki poszkodowanego jest chybione”. E.Wojnicka - glosa do wyroku SN z dnia 16 września 1986r. II CR 241/86, OSP 1988, nr 12, s. 560.

[7] Zob. „Komentarz …” pod red. J.Barta, R.Markiewicz, op.cit., s. 198 i 498 i n. Także R.Markiewicz „Dzieło literackie i jego twórca w polskim prawie autorskim”, Kraków 1984, s.89-91. E.Wojnicka „Prawo autorskie”, op.cit., s.205 i n.

[8] Zob. „Komentarz …” pod red. J.Barta, R.Markiewicz, op.cit., s. 195; J.Bartę i R.Markiewicza, zob. np. „Ochrona dóbr osobistych ….” op.cit., s. 166-167.

[9] S.Grzybowski,A.Kopff, J.Serda „Zagadnienia prawa autorskiego” Warszawa 1973 PWN, s. 257 i n.

[10] „Przyjmując generalną zasadę, że uprawnienia wynikające z postanowienia art. 6bis ust. 1 Konwencji berneńskiej powinny trwać również po śmierci autora co najmniej do czasu wygaśnięcia praw majątkowych, przyznano jednocześnie państwom, których ustawodawstwo wewnętrzne (obowiązujące w chwili ratyfikacji konwencji) nie zawiera przepisów zapewniających po śmierci autora ochronę wszystkich praw przyznanych mu na podstawie ust. 1, możliwość wyłączenia ochrony niektórych osobistych uprawnień twórcy po jego śmierci.” Powoł. za A.Matlak „Ujednolicenie …” s. 111; Zob. też S.Ricketson, The Berne Convention for the Protection of Literary and Artistic Works, 1886 - 1986, London 1987, s. 467 - 475.

[11] F.Zoll, S.Gołąb, Ustawa o prawie autorskim, Warszawa 1928, s. 34 i n. Zob. przykł. F.Zoll, Polska ustawa o prawie autorskim i konwencja berneńska, Warszawa - Kraków - Lwów - Poznań 1926, s. 7 i n. S.Ritterman „Komentarz do ustawy o prawie autorskim” Kraków 1937, s. 342. Poglądy tych Autorów, przynajmniej w odniesieniu do podstawowych założeń, przyjęte później zostały i rozwinięte przez J.Bartę i R.Markiewicza, zob. np. „Ochrona dóbr osobistych …”, op.cit., s. 164 i n.

[12] Zgodnie z postanowieniami ustawy autorskiej z 1926r. po śmierci twórcy „powołani są do wniesienia skargi z art. 63, jeżeli twórca nie wyraził innej woli, jego małżonek, rodzice, zstępni oraz rodzeni bracia i siostry zmarłego”. Z powództwem mogła wystąpić również Prokuratoria Generalna Rzeczypospolitej Polskiej w interesie publicznym (art. 63 pr. Aut. Z 1926r.). W myśl postanowień art. 53 § 2 ustawy autorskiej z 1952r. po śmierci twórcy, jeżeli nie wyraził on innej woli, z powództwem o ochronę autorskich dóbr osobistych mogą wystąpić: małżonek, rodzice, dzieci lub rodzeństwo twórcy. Z powództwem „o ochronę autorskich dóbr osobistych twórcy” mogło również wystąpić stowarzyszenie twórców właściwe ze względu na rodzaj twórczości (art. 54 pr. aut. z 1952r.).

[13] E.Wojnicka „Ochrona …”, op.cit., s.264.

[14] Zob. ibidem, s. 264.

[15] B.Gawlik „Ochrona dóbr osobistych. Sens i nonsens tzw. praw podmiotowych osobistych”, ZNUJ Prace z wynalazczości i ochrony własności intelektualnej, z. 41 Warszawa - Kraków 1985, s.138.

[16] Ibidem, s.138.

[17] Zdaniem A.Woltera „nie można identyfikować prawa podmiotowego z interesem podmiotu uprawnionego, jak to czynili zwolennicy teorii interesu, ani włączać interesu do określenia istoty prawa podmiotowego. Prawo podmiotowe służy niewątpliwie do zabezpieczenia interesu (i to typowego, nie tylko ściśle indywidualnego), ale ten interes jest tylko celem prawa podmiotowego. Interes może być chroniony prawnie nie tylko przez prawo podmiotowego (np. obowiązkowe szczepienia ochronne zabezpieczają interes całego społeczeństwa, nie znaczy to jednak, aby poszczególny obywatel miał prawo podmiotowe względem innego obywatela polegające na możności żądania, by poddał się szczepieniu)”. Zob. A.Wolter „Prawo …”, op.cit., s. 127.

[18] Choć czasami nie sposób nie zgodzić się ze stwierdzeniem A.Wojciechowskiej, że można wątpić „w to by po latach badania historyczne nad poglądami autora utworu mogły wysunąć się na pierwszy plan przed współczesne przekonania o tym, co jest moralnie uzasadnione w zakresie wykorzystania konkretnych utworów” A.Wojciechowska „Czy autorskie dobra …”, op.cit., s. 387.

[19] J.Barta i R.Markiewicz „Komentarz …, s. 137 oraz 368 i n.

[20] „Artykuł 16 ust. o pr. aut. nie pozostawia wątpliwości, że więź między twórcą a dziełem trwa wiecznie. Ustawa stanowi o niej w oderwaniu od kategorii psychologicznych, narzucających uznawanie więzi za psychiczny stosunek twórcy do dzieła. Tylko tak rozumiana więź - jako zaszłość psychiczna - gaśnie w chwili śmierci twórcy”. Zob.: J.Barta, R.Markiewicz, [w:] J.Barta, M.Czajkowska-Dąbrowska [...] Komentarz …, s. 368. Także E.Wojnicka „Ochrona …” op.cit., s. 270. Zob. też A.Wojciechowska „Autorskie prawa osobiste twórców dzieła audiowizualnego”, Zakamycze 1999, s. 31 - 32.

[21] Ibidem, s. 32.

[22] S.Grzybowski „Autorskie prawa” EPPP, t. I, Warszawa 1931; „Osobistości prawa”, EPPP, t. III, z. I, Warszawa 1937, s. 42; E.Wojnicka „Ochrona ….” op.cit., s. 263.

[23] Zdaniem F.Zolla (młodszego) „koncepcja prawa osobistego służącego twórcy dzieła naukowego, literackiego lub artystycznego według polskiej ustawy o prawie autorskim, nie jest bez znaczenia i dla praw wynalazców i przedsiębiorców. I tutaj w drodze analogii możemy powiedzieć, że prawa osobiste wynalazcy i przedsiębiorcy nie są prawami ograniczonymi czasokresami ustawowymi, ani w żadnych terytoriach państwowych zamkniętymi - jak prawa na dobrach materialnych”. F.Zoll (młodszy), Prawo cywilne, t. II, Prawa rzeczowe i rzeczowym podobne, wyd. 3, Poznań 1931, s. 177, przedruk (w A.Ponikło, J.Gutowski, Polskie prawo patentowe, Komentarz, Warszawa 1935, s. 33.

[24] Zob. J.Barta i R.Markiewicz „Ochrona dóbr osobistych ….”, op.cit., s. 151-152. Także opracowanie tych Autorów pt. „Dobra osobiste i ich ochrona w polskim prawie cywilnym”, Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk - Łódź 1986, s. 164 i n.

[25] E.Wojnicka „Ochrona …” op.cit., s. 267.

[26] Stanowisko takie zajął między innymi S.Sołtysiński, twierdząc, „że twórca może dysponować autorskimi uprawnieniami osobistymi, zwykle w drodze obciążenia praw, niekiedy zaś zrzeczenia się lub zniesienia uprawnień. Prawo osobiste autora w czasie trwania obciążenia jest nadal skuteczne wobec osób trzecich, a w razie wygaśnięcia obciążenia powraca do swego pierwotnego kształtu. Zezwolenie na ograniczenie prawa - inaczej niż zgoda na wykonywanie praw - nie jest odwołalne; dzięki temu kontrahent twórcy może spokojnie realizować cel umowy”. Por. S.Sołtysiński „Dysponowanie autorskimi uprawnieniami osobistymi” Prace z prawa cywilnego, Księga pamiątkowa ku czci J.St.Piątkowskiego, Wrocław 1985r., s. 61-63. Zob. .też  M. Poźniak - Niedzielska „Autorstwo dzieła filmowego” Warszawa 1968, s. 244-245 oraz J. Barta i R.Markiewicz  „Komentarz …”  op. cit., s.195. Także K. Grzybczyk „Dzieło reklamowe i jego twórca” Wydawnictwo C.H.Beck, Warszawa 1999, s.134.

[27] Zob S.Grzybowski,A.Kopff, J.Serda „Zagadnienia …” op.cit., s. 57 i n. Także K. Grzybczyk „Dzieło…” op.cit., s.137.

[28] „Kontrahent umowy o eksploatację dzieła, ingerujący w sferę dóbr osobistych twórcy, nie będzie uważany za naruszającego prawa osobiste, jeśli powołanie się twórcy na przysługujące mu prawa stanowiłoby nadużycie prawa, a także gdy na podstawie treści lub celu umowy między stronami można dowieść, że twórca wyraził zgodę na ingerencję w jego dobra osobiste.” Zob. S.Sołtysiński, „Dysponowanie …” op.cit., s. 48. Por. M.Poźniak-Niedzielska „Autorstwo …” op.cit., s. 244 - 245.

[29] Pogląd, iż przewidziana w art. 23 i 24 kc ochrona obejmuje również autorskie dobra osobiste. wyrażony został m.in. w wyroku Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 3 września 1998 r. I CKN 818/97 z glosą W.Kubala OSP 1999/7-8 str. 389.

[30] E.Wojnicka „Ochrona …” op.cit., s.271.

[31] Ibidem, s.268. Zob. też R.Markiewicz „Dzieło literackie …”, op.cit., s. 89.

[32] S.Grzybowski „Autorskie …” op.cit., s. 42. Zob. też E.Wojnicka „Ochrona …” op.cit., s.263.

[33] Zob. J.Błeszyński „Prawo autorskie”, op.ct., s. 159-160.

[34] Zob. E.Wojnicka „Ochrona…” op.cit., s. 273.

[35] E.Wojnicka „Ochrona …” op.cit., s. 273.

[36] J. Barta i R. Markiewicz stawiają pytanie, czy „osoby bliskie twórcy, wymienione w art. 78 ust. 3, mogą tę wolę zmienić i np. zezwolić na opublikowanie utworu lub ujawnienie autorstwa dzieła w sytuacji, gdy twórca przed śmiercią takiej publikacji się sprzeciwiał (i wyraził też zakaz publikowania utworu po śmierci) albo chciał, by utwór publikowany był anonimowo. Wydaje się, że na pytanie to należy zasadniczo udzielić odpowiedzi negatywnej. Odpowiedź pozytywna byłaby usprawiedliwiona tylko w wyjątkowych przypadkach, m.in. wówczas, gdyby dało się wykazać, że ze względu na modyfikację ocen politycznych lub obyczajowych twórca najprawdopodobniej zmieniłby wcześniej wyrażoną wolę”. „Komentarz …” pod red. J.Barta, R.Markiewicz, op.cit., s. 500.

[37] S.Grzybowski „Ochrona dóbr osobistych według przepisów ogólnych prawa cywilnego” Warszawa 1957, s.104.

[38] Ibidem. s. 18 Zob. też E.Wojnicka „Ochrona …” o.cit., s. 264.

[39] R.Markiewicz „Dzieło literackie …” op.cit., s. 89, ; J.Barta, R.Markiewicz „Ochrona dóbr osobistych …” op.cit., s. 165.

[40] J. Barta, R. Markiewicz „Ochrona dóbr osobistych …” op.cit., s. 165.

[41] S.Grzybowski,A Kopff, J.Serda „Zagadnienia …” op.cit., s. 257.

[42] S.Grzybowski „Ochrona dóbr osobistych według przepisów ogólnych prawa cywilnego”, Warszawa 1957, s. 104.

[43] Ibidem, s. 18.

[44] J.Błeszyński „Tłumaczenie i jego twórca w polskim prawie autorskim” Warszawa 1973, s. 143-144.

[45] J. Błeszyński „Prawo autorskie” op.cit., s. 159.

[46] W Serda, „Droit moral ….”, s. 101

[47] Pomijając fakt odniesienia się do dóbr osobistych a nie praw podmiotowych, nie sposób nie zgodzić się z poglądem J.Barty i R.Markiewicza, iż „dokonując naruszenia np. prawa do integralności utworu, czy autorstwa utworu dokonujemy ingerencji w dobra osobiste twórcy a nie np. występujących z powództwem podmiotów wskazanych w art. 78 ust. 4 Pr.Aut”. Zob. J.Barta i R.Markiewicz „Ochrona dóbr osobistych …” op.cit., s. 165.

 
Etykieta opakowania a utwór


Dr Piotr Białecki
Radca prawny

Etykieta opakowania a utwór


Etykieta znajdująca się na opakowaniu produktu, podobnie jak i samo opanowanie stanowi niezwykle istotny element odróżniający produkty poszczególnych konkurentów. Oczywistą i powszechnie przyjęta praktyką jest poddanie etykiet ochronie przyznanej znakom towarowym, a wynikającej z ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (tekst jednolity Dz.U.03.119.1117 z późn. zm.). Jak słusznie zauważył M. Kępiński wszystkie, poza znakiem słownym, pozostałe elementy [znaku towarowego] podlegają ocenie w świetle przepisów ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (tekst jednolity Dz.U.03.153.1503 z późn. zm.). Podstawowym kryterium jest w tym przypadku nie to, kto oznaczenie zarejestrował, lecz kto pierwszy go używał. To właśnie ten zasługuje na ochronę, kto pierwszy opracował etykiety czy opakowania i użył ich w obrocie, jeżeli elementy użyte na etykietach łącznie są zdolne odróżniać wyroby określonego producenta od innych podobnych wyrobów. Do prawa wynikającego z pierwszeństwa stworzenia i rozpowszechnienia etykiety, w przypadku gdyby stanowiła ona utwór, odnosi się także ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity Dz.U.06.90.631 z późn. zm.) [„Pr.Aut.”]. Zgodnie z postanowieniami art. 1 ust. 1 Pr.Aut. przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Jeżeli zatem etykieta spełniać będzie kryteria konieczne dla uznania jej za utwór, wówczas twórcy takiej etykiety przysługiwać będą wszelkie prawa wynikające z Pr.Aut. Kwestie te, bardzo często pomijane przez przedsiębiorców, wiązać się jednak mogą z niezwykle istotnymi dla nich konsekwencjami. Dla przykładu jedynie można wskazać, iż w przypadku gdyby etykieta został stworzona poza zakresem unormowań art. 12 ust. 1 Pr.Aut. prawa autorskie do takiej etykiety przysługiwałyby jej twórcy (pracownikowi) a nie przedsiębiorcy. Zgodnie bowiem z postanowieniami przywołanego przepisu jeżeli Pr.Aut. lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron. A zatem w przypadku, gdyby stworzenie etykiety nie wynikało z „obowiązków ze stosunku pracy” lub „celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron”, a etykieta posiadałaby znamiona utworu w rozumieniu Pr.Aut., to twórca, a nie przedsiębiorca mógłby decydować np. o korzystaniu z etykiety na wszystkich polach eksploatacji (art. 17 Pr.Aut.). Co więcej, w przypadku, jeżeli twórca etykiety nie zrzekł się wykonywania przysługujących mu autorskich praw osobistych do etykiety, wówczas też on, a nie przedsiębiorca decydowałby np. o możliwości wprowadzenia zmian do etykiety, czy nadzorze nad sposobem korzystania z niej. Prawo to przysługiwałoby twórcy także wówczas, gdyby spełnione zostały przesłanki wynikające z zacytowanego wyżej art. 12 ust. 1 Pr.Aut., a pracodawca nie wprowadziłby odpowiednich zapisów w umowie z twórcą ograniczających przysługujące twórcy autorskie prawa osobiste. Konieczność uregulowania kwestii związanych z przysługującymi twórcom prawami autorskimi do etykiet, jak na razie nie jest dostrzegana. Obawiam się jednak, że jak niemal w każdej innej dziedzinie życia, ulegnie to zmianie po pierwszych procesach wygranych przez twórców etykiet (masz pytanie, wyślij maila do autora bialecki@attorneys.pl).

Polityka cookies